piątek, 11 sierpnia 2017

Ach Mazury, Mazury!


Od lat na żagle jeździmy w inne części świata, ale Mazury zawsze są bliskie memu sercu. To tu spędzaliśmy, pod żaglami, wakacje przez wiele lat.
Tym razem jedziemy odwiedzić przyjaciół w okolicach Szczytna. Jadąc doskonale znaną drogą wspominamy dawne czasy. 
Nasze dziewczyny są już samodzielne. Teraz towarzyszy nam tylko pies. 
Kiedy docieramy na miejsce wszystko jest tak jak powinno być: gościnni gospodarze i magiczne miejsce.
Pogoda roztacza swój czar. 
A my: jak przed laty wieczór i rano spędzamy śpiewając i grając na gitarach.
Takie już są nasze Mazury.

środa, 2 sierpnia 2017

Nasze zwierzaki- wodne futrzaki.


Co robią nasze zwierzęta i naszych przyjaciół podczas naszych aktywności? Oczywiście (jeśli jest to możliwe) "męczą się" razem z nami! 
Uczestniczenie w trekkingach jest czymś absolutnie naturalnym i nasze psy wędrują z nami od pierwszych miesięcy życia. 
                         Dzielna Szekla 

Lato u nas jest nierozerwalnie połączone z wodą. Cała sztuka polega na tym, żeby zwierzęta również pokochały wodę. 
                          Demi i Szekla

Nasza kotka, Simi uczestniczy nieraz w wodnych igraszkach. 
Jednak kiedy trwa to zbyt długo potrafi opuścić niespodziewanie pokład łódki i "na piechotę" wrócić do domu!
Psy jeżeli mają jakieś obawy przed wodą to uczą się wzajemnie fajnych zachowań. 
Czok uwielbia szaleć w wodzie. 
                 Lewitujący Czok
Natomiast nie miał wcześniej kontaktu z motorówką, żaglówką czy kajakiem. 
Dzięki Demi, która od pierwszych dni jest obyta ze sprzętem wodnym, pokonał swoje lęki.
Tego lata pływał na motorówce, żaglówce i kajaku!
 I wszędzie był bardzo dzielny!
Demi uwielbia z nami pływać na wszystkim.
Balastowanie, na jachcie, opanowała do perfekcji.
Baraszkować w wodzie, przy brzegu, potrafi godzinami. 
Gorzej było z pływaniem wpław.  Dzięki Szekli i Czokowi nauczyła się pływać. A od wczoraj biorąc przykład z Czoka zaczęła skakać "na łeb, na szyję" z pomostu do wody! 
Nie wiem dla kogo jest większą radochą przebywać w wodzie i kto jest bardziej zmęczony: my czy nasze psy. Niewątpliwie regenerację mają kilka razy krótszą: po kilkunastominutowym odpoczynku są ponownie gotowe do wszelkich wyzwań- podczas kiedy my nie mamy siły ruszyć ręką i nogą po ostatnich szaleństwach...

środa, 26 lipca 2017

Letni czas

                         Fot. Ewa Kwiecińska
Następnym tematem  wodnym jest u nas windsurfing i wake.
Mamy speców, ale każdego, roku przybywają nowi ochotnicy!
Mamy wtedy oczywiście dużo radości z niekończących się upadków (nikt nie obiecuje u nas, że będzie łatwo, a loża szyderców musi mieć ubaw!).
                                           
                                                 Fot. Ewa Kwiecińska
Oczywiście nasi zawodowcy przyćmiewają swoimi pokazami początkujących. 
             Fot. Ewa Kwiecińska
                  Fot. Ewa Kwiecińska
Ale tak naprawdę wszyscy mamy wspaniałą zabawę!

poniedziałek, 17 lipca 2017

Wodne harce


Zawsze podkreślam, że nie trzeba daleko wyjeżdżać, żeby fajnie i aktywnie spędzać wolny czas. 
Latem fantastycznie jest mieszkać maksymalnie do 50 km od większego zbiornika wodnego. Warszawa ma szczęście, albowiem znajduje się niedaleko Zalewu Zegrzyńskiego. Chętnych do spędzania wolnego czasu tutaj jest oczywiście wielu. 
Tym razem postanowiliśmy popłynąć do Nieporętu aby poszaleć na flyboard'zie.
20 minut kosztowało 190 zł. Był to absolutnie wystarczający czas. 
Ja bawiłam się tym cudem pierwszy raz i muszę przyznać, że byłam zachwycona. Pierwsze kilka minut potrzebowałam na opanowanie wychodzenia z wody.
Poszło gładko i mogłam się cieszyć swobodną lewitacją. 
Wystąpił lekki problem z poruszaniem się w różne strony. Buty, w których miałam zasznurowane nogi były sporo za duże. Instruktor sznurował je z maksymalną siłą. Niestety po kilkunastu sekundach sytuacja się powtarzała. Jakoś dawałam radę, ale kierowanie stopami miałam sporo utrudnione. Nie mniej radochę miałam przeogromną! 
Moje sukcesy zostały przyćmione przez mojego brata, który dał prawdziwego czadu. 
Latał na flyboard'zie drugi raz i trzeba przyznać, że robił to znakomicie! 
Z pewnością z tym urządzeniem łatwiej dają sobie radę osoby, które miały kontakt z deskorolką, snowboard'em lub wake'm. Obycie z wodą i brak lęku przed nurkowaniem oraz niekontrolowanym wpadnięciem pod taflę wody jest absolutnie kluczowym! 
Dla mnie flyboard był fantastyczną zabawą. Szkoda tylko, że koszty tej przyjemności są dosyć spore. 

czwartek, 13 lipca 2017

Sałatka grecka- najlepsza na świecie


Jeżeli lubicie warzywa to jest to danie absolutnie dla Was! Jest to jedno z najprostszych dań, a w dodatku jedno z najlepszych na świecie!
W tradycyjnej sałatce greckiej nie dodaje się absolutnie sałaty, co dzieje się nagminnie w polskich knajpkach. Restauratorzy używają jej jako wypełniacz, aby stworzyć wrażenie dużej porcji. Szkoda, bo sałata jest wspaniałym warzywem, które można zastosować w milionach innych surówek. 
Składniki ( porcja dla czterech osób):
Spory Ogórek surowy
Papryka czerwona x2
Piękne pomidory x3
Czerwona cebula ( jak nie ma w pobliżu możemy użyć innej) 
Czarne oliwki ( jak nie mamy pod ręką zastąpić można zielonymi) x35
Dwa spore plastry sera "feta"
Oliwa z oliwek, oczywiście z pierwszego tłoczenia
Sól, pieprz, suszone oregano
Po umyciu i oczyszczeniu warzyw,  ogórek, paprykę, pomidory kroimy na niezbyt małe kawałki. 
Cebulę kroimy w piórka. 
Wszystko wkładamy do jednej miski razem z oliwkami. Dodajemy sól i pieprz do naszego smaku. Delikatnie mieszamy. 
Na prawie gotową sałatkę kładziemy ser feta. Delikatnie wszystko posypujemy oregano. Tak przygotowane danie polewamy oliwą. Jeśli ktoś lubi może polać dodatkowo odrobiną octu. 
I tak, po 15 minutach, mamy cudownie proste pyszne danie!


poniedziałek, 10 lipca 2017

Wodowanie Volvo.


Nad Zalew Zegrzyński przyjeżdżają, w weekendy, setki ludzi chcących spędzić czas na wolnym powietrzu. Są to różne sposoby. 
Rowery wodne nikomu nie przeszkadzają. Niestety skutery wodne są dalece drażniące, a osoby prowadzące te pojazdy często nie mają pojęcia o prawie wodnym i kulturze osobistej.  
W weekendowe południe podczas naszej wędrówki z psami i zaobserwowałyśmy dziwną nerwowość wśród ludzi na nabrzeżu.
Nie potrafiłyśmy zrozumieć co było przyczyną sensacji wśród gawiedzi. Okazało  się, że było nią nowe, śliczniutkie Volvo, które dzięki sprytnemu właścicielowi znalazło się pod wodą!
Na powierzchni można było zobaczyć kawałeczek dachu z antenką. 
Trzeba przyznać, że wyglądało to przekomicznie!
Właścicielem okazał się facet o znacznie przerośniętej masie mięśniowej. Bezlitosny tłum głośno się zastanawiał gdzie podziały się jego zwoje mózgowe. 
Razem ze skuterem wodnym zwodował przyczepę i samochód ze sobą w środku! Jak to się stało, że wjechał do wody przodem ciągnąc za sobą przyczepioną przyczepę, nie mieliśmy wszyscy pojęcia! 
Przyjechały dwa duże wozy strażackie. Po nich pojawiły się leciwe, ale jare dwa poczciwe traktory słynnej marki Ursus. 
Robiąc oględziny zdarzenia strażacy tłumili śmiech usiłując zachować powagę. 
Kierowca zatopionego Volvo siedział na kamieniu jak zbity pies i miał oczy pełne łez. 
W końcu wezwano WOPR. Przyjechali dzielni ratownicy. Założono sprzęt nurkowy. Panowie z WOPRU nie byli już tak łaskawi dla kierowcy- cyrkowca i wybuchali głośnymi salwami śmiechu. 
Najpierw odczepiono od samochodu przyczepę. Następnie za radą strażaków nurkowie przywiązali samochód. Powoli wyciągarka, z pomocą strażaków, wyciągnęła nieszczęsne auto, z którego z wylewającą się, przez otwarte przednie okna, wodą wypłynęła cała zawartość samochodu( różne butelki i inne bambetle). Liczyliśmy na jakiegoś wyskakującego szczupaka!!
Volvo niestety nie było już takie śliczniutkie...

wtorek, 4 lipca 2017

Przemiana w szczury lądowe. (Grecja)


Rejs zakończyliśmy uroczystą, urodzinową kolacją na Eginie. 
Towarzyszyły nam towarzyskie kaczki, które znosiły jajka w niewielkich dołkach znajdujących się między stolikami.

Rano przypłynęliśmy do Aten gdzie miała się rozpocząć naprawa wyrwanej knagi. Wynajęliśmy samochody i pojechaliśmy, jak przykładni turyści, nad Kanał Koryncki. 
Ta niezwykła budowla zawsze wywiera na mnie (i chyba nie tylko) ogromne wrażenie.
Dziwiliśmy się zawiązanym torebkom i papierom na balustradzie mostu. 
Co by nie mówić lepiej wyglądają przyczepione kłódki (jak jest w innych krajach). 
Upał z minuty na minutę robił się coraz większy. Zwiedzanie przy 42 stopniach w cieniu było niezłą męczarnią. 
Szczerze współczuliśmy robotnikom, którzy w słońcu, w tym czasie naprawiali łódkę!
Morderczy upał spowodował znaczne skrócenie zwiedzania ruin Koryntu ( nawet korynckie córy gdzieś się pochowały).

Z wielką przyjemnością obserwowaliśmy sjestę Greków w Pireusie. 
Starsi odpoczywali na brzegu napawając się morską bryzą. 

Dzieciaki taplały się w piasku z wodą.
Dłuższy czas obserwowaliśmy dziadka szalejącego z czwórką wnuków. 
Po powrocie na Atenę zobaczyliśmy naprawioną knagę. Nieźle zmęczeni upałem poszliśmy spać. 
Panowie nawet nie pomyśleli, że to nasza zielona noc na łódce. Natomiast panie przygotowały się solennie. Kiedy dało się słyszeć pierwsze chrapanie przystąpiłyśmy do akcji pod kryptonimem: "czerwony paznokieć". 
Uzbrojone w latarki, czerwony i różowy lakier rozpoczęłyśmy malowanie paznokci u nóg naszym panom! Nie była to łatwa akcja albowiem chcąc zachować absolutną ciszę dusiłyśmy się bezgłośny śmiechem. 
Przy porannej kawie panowie nie zauważyli swojej przemiany. Tym razem ryczałyśmy śmiechem pełną parą. W końcu zobaczyli u jednego z załogantów pomalowane paznokcie i zaczęli się śmiać z dobrego żartu. Jakież zdziwienie ich dopadło kiedy zobaczyli dziwny kolor również swoich paznokciach!!
W niedzielę temperatura w Atenach osiągnęła 46 stopni!! W centrum miasta zostały zorganizowane klimatyzowane miejsca dla mieszkańców nie posiadających klimatyzacji w domu. O zwiedzaniu czegokolwiek mogliśmy zapomnieć. Został nam basen i chłodne drinki w hotelu. Tak nas pożegnała Grecja.
Do zobaczenia za miesiąc!


niedziela, 2 lipca 2017

Lenistwo na Kithnos (Grecja)


Na wschodzie wyspy znajdujemy urokliwą zatoczkę.
 Przy bezwietrznej pogodzie moczymy się w wodzie godzinami. Rankiem ( ok 11) płyniemy, pontonem, na poranną kawę. 
W południowym upale siedzimy z Grekami w uroczej tawernie. 
Jesteśmy jedynymi przybyszami. Grecy pozostawili swoje prace (nieopodal remontowali taras w małym domku) i zasiedli przy czarnej kawie i zimnej wodzie na dłużej. 
Tym razem tylko jeden bohater z naszej grupy zdobywa sąsiedni szczyt, a loża szyderców popijając kawę obserwuje jego wyczyn.
Około 14 podnosimy kotwicę.
Płyniemy do niewielkiego porciku Loutraka. 
Tutaj spędzamy ok. dwóch godzin. 
Robimy zakupy, troszkę się włóczymy i obserwujemy dzieciaki szalejące na kei. 
Niepopularnym w Grecji jest spędzanie wakacji poza granicami kraju. I nie ma się czemu dziwić. Większość starszych Graków ma domki letniskowe gdzie z rodzinami spędzają czas poza aglomeracją miejską. Mając czyste morze, piękną pogodę i niezwykłe krajobrazy Grecy nie widzą sensu jeździć gdzieś w nieznane. 
I nie można odmówić im racji. Cały świat przyjeżdża do nich aby, przez krótki, czas cieszyć się tym co oni mają na codzień.
Wieczorem dopływamy na przylądek Sounion, aby kolejny raz ( nie mam pojęcia który) spędzić noc cumując u stóp Świątyni Posejdona.
I czegóż chcieć więcej....