wtorek, 6 grudnia 2016

Co ze sobą zrobić w smutne jesienne dni z długimi wieczorami? ( Program naprawczy)


Wiele osób skarży się na nudę podczas smutnych, jesiennych dni. Sezon grillowań się skończył ( nie zgadzam się z tym do końca), działki pozamykano na zimę i co tu robić o tej porze? 

(Nie wiem czy jestem osobą, która powinna odpowiedzieć na to pytanie, albowiem moją hiperaktywnością mogłabym obdzielić kilka osób lub je zamęczyć). 

W programie naprawczym przedstawię kilka moich pomysłów i nie będzie to robienie świątecznych zakupów! 

Otóż:

Możemy sporo czasu, w tym okresie, poświęcić na kino i teatr- ale to możemy robić wieczorami kiedy nie ma już słońca. ( Ja, w listopadzie, byłam na kabarecie i koncercie, które opisałam wcześniej).

Właściciele psów (skoro już się na nie zdecydowali) powinni ten fakt wykorzystać z korzyścią dla siebie i swoich pupili. Kiedy kończymy pracę jest już ciemno. 

Jeżeli mamy psy średniej wielkości lub duże zwleczmy nasze cielska wcześniej i idźmy na długi, energiczny poranny spacer. 

Kiedy dzwoni mój budzik jest jeszcze ciemno i nie chce mi się wstawać jak sto diabłów ( nieraz ulegam pokusie i śpię dłużej, a potem mam kaca moralnego). 

Kiedy jednak zmuszę się do wstania i ciepło ubrana wychodzę z sunią na łąki jestem zachwycona. O wschodzie słońca wszystko wygląda niezwykle ( nawet krzaki nieopodal). 

Pies jest przeszczęśliwy.

                             
      Wracam do domu nie zmęczona, ale pełna energii i gotowa do walki z wszelkimi przeciwnościami losu i mam od rana dobry humor!

To jest początek moich propozycji programu naprawczego...


środa, 30 listopada 2016

Kabaretowa Scena Przyjaciół Marka Majewskiego



Kolejny raz mieliśmy mega przyjemność gościć na kabarecie Marka Majewskiego. Kabaret 20 lat bawi swoich wielbicieli. Tym razem dotarliśmy bez problemu do Domu Kultury Centrum Łowicka.
Najpierw z przyjaciółmi udaliśmy się na kawę. Po kilkunastu minutach usłyszeliśmy dźwięk porcelanowego dzwoneczka, którym nieśmiało Pani Bożena Majewska zapraszała gości na salę. Zabraliśmy ze sobą filiżanki ( na sali są stoliki) i w doskonałych nastrojach opuściliśmy barek. Jak zawsze byłam ciekawa co tym razem gospodarz nam przygotował (repertuar spotkań jest zawsze tajemnicą!). Jak należało się spodziewać, kolejny raz, nie zawiedliśmy się! 
 Prawdziwą gwiazdą wieczoru była Elżbieta Jodłowska (Jeżeli ktoś chce umrzeć ze śmiechu powinien zobaczyć ją w spektaklach Klimakterium i Klimakterium2!)
Na scenie Marka Majewskiego może wystąpić każdy kto ma coś do zaprezentowania. Tym razem wystąpił były prezes Trybunału Konstytucyjnego prof. Jerzy Stępień grając na saksofonie. 
Z wielką radością powitaliśmy, zawsze młodą, Wandę Kwietniewską.
Mam nadzieję, że będę miała okazję jeszcze nie raz być tutaj gościem..

wtorek, 22 listopada 2016

Ive Mendes- królowa bossa nova


Dwa dni temu miałam przyjemność uczestniczyć w koncercie BMW Jazz Club. Gwiazdą była Ive Mendes, którą uwielbiam słuchać. Z powodu muzycznej wrażliwości i głosu pełnego zmysłowości artystka jest nieraz nazywana królową bossa nowa. Piosenkarce towarzyszył zespół i kwartet smyczkowy. 
        Źródło: Muzyka - Dziennik.pl

Kupiliśmy oczywiście nowy album "Bossa Romantica", który utrzymany jest właśnie stylu bossa nova. 
Teatr Wielki nie jest kameralną sceną, a mimo to koncert miał niezwykle ciepły charakter. 

środa, 16 listopada 2016

Królik stifado. ( Grecja)


Przebojem kulinarnym ostatnich żagli w Grecji był kròlik stifado. W drugim tygodniu każdy pobyt, w tawernie, zaczynaliśmy zamówieniem domowego wina, piwa i królika stifado. Stifado jest to sposób przyrządzenia potrawy. Można tak przyrządzić każdy rodzaj mięsa. Ja uwielbiam królika, który zawsze jest delikatny. Kupiłam, w Atenach, mieszankę przypraw do stifado. Szczęśliwie wszystkie niezbędne składniki można kupić w Polsce i też będzie pyszny!
Ja prefereuję udka królicze, albowiem w reszcie jest niewiele mięsa, a do zjedzenia mięska z maleńkich żeberek trzeba mieć anielską cierpliwość i dokładność jubilera! 
Do sześciu udek powinniśmy przygotować:
1 kg małych cebulek ( ja kupiłam szalotkę)
6 liści laurowych
6 kulek ziela angielskiego
6 ząbków czosnku
Szczypta cynamonu
Kilka goździków
Ok 1 szklanka wina czerwonego
1/4 szklanki oliwy
1 łyżeczka cukru
2 łyżki koncentratu pomidorowego
1 szklanka octu lub ok. 1 litr kefiru/jogurtu
Ilość składników, oczywiście możemy zmienić-w zależności od naszych upodobań.
Wykonanie:
   Na minimum 12 godzin moczymy królika w wodzie z octem, 2 wyciśniętymi ząbkami czosnku i dwoma listkami laurowymi.
Ja preferuję moczenie królika w jogurcie z wyciśniętym czosnkiem i liśćmi laurowymi. Wydaje mi się, że po moczeniu w occie i dodaniu później czerwonego wina jest trochę za kwaśny, ale to tylko moje zdanie..
    Po kąpieli, w wybranej zalewie, wyjmujemy udka i osuszamy ręcznikiem papierowym. 
    Lekko smażymy na patelni tak aby mięso się ładnie przyrumieniło.
Podsmażonego królika wkładamy do żaroodpornego naczynia. 
Dodajemy resztę (pokrojonego w talarki) czosnku, liści laurowych, cukier, ziele angielskie, obrane cebulki., cynamon i goździki. Wlewamy wino i oliwę. Uzupełniamy niewielką ilością wody.
Wkładamy do nagrzanego piekarnika (150 stopni) na 50 minut. 
Po tym czasie wyjmujemy z piekarnika, który nastawiamy na 180!
Dodajemy koncentrat pomidorowy z odrobiną wody i pieczemy następne 30 minut w temperaturze 180 stopni.
W ten sposób otrzymujemy cudo kulinarne, które ja podaję w nietypowy sposób- ze spaghetti z cukinii (odkrycie z podróży z Kopenhagi) i sałatką grecką. ( O tych przepisach napiszę przy innej okazji..)






piątek, 4 listopada 2016

39 minut podwodnego raju



Safari rozpoczęliśmy mocnym uderzeniem: szalonymi nurkowaniami z rekinami. Potem odwiedziliśmy niezwykłe wraki i rafy, a ostatnie dwa dni mieliśmy niesamowitą przyjemność pływać z delfinami. 
Pierwsze spotkanie z delfinią rodzinką i maleństwem mieliśmy podczas zwiedzania wraku statku Ghianis-D.
Ostatni dzień, na rafie Sha'ab el erg, był absolutnym hitem: w pierwszej minucie naszego nurkowania podpłynęły do nas delfiny. 
Myszkowały między nami nie okazując lęku.
Samica była bardziej nieśmiała, za to samiec był prawdziwym gwiazdorem.
 Co kilka minut płynął pod powierzchnię aby zaczerpnąć powietrza, po czym wykonując salta pikował między nami. Niewątpliwie ze wzruszenia miałam znacznie przyspieszoną akcję serca! 
W 39 minucie nurkowania MUSIELIŚMY opuścić niezwykłych towarzyszy. 
Ekscytacja delfinami nie opuszczała nas do następnego nurka- niestety ostatniego na tym safari.
W ostatnich minutach pod wodą Asia zobaczyła Stone Fish'a! To był pożegnalny prezent od Morza Czerwonego...
Nie chciało nam się opuszczać wielkiego błękitu.

Nasze pożegnanie, pod wodą, trwało i trwało... 
A tych 39 minut, z tańczącymi delfinami, prędko nie zapomnimy...

piątek, 28 października 2016

Thistlegorm- król wraków. ( Egipt- nurkowanie)


W 1956 Jacques Cousto odkrył wrak Thistlegormu.
Został zbudowany i zwodowany w 1940 roku. 
6 października 1941 podczas rejsu ze sprzętem wojskowym, dla żołnierzy brytyjskich walczących w Afryce Północnej, został trafiony przez dwie bomby zrzucone przez niemieckie bombowce HE111. 
Trafiły w kocioł parowy, który wybuchł i w skład amunicji. To pozbawiło statek wszystkich szans na utrzymanie się na powierzchni. Po dwudziestu minutach znalazł się pod wodą. 
Mimo bombardowania i pożaru statek osiadł na dnie,prawie nietknięty, z pełnym ładunkiem. Zawartość ładowni jest imponująca. Można tu zobaczyć ciężarówki Bedford, 
dwa czołgi, dwie lokomotywy, ogromną ilość załadowanych motocykli (podobno było ich 165!), części zapasowe, liczne opony i buty gumowe. 
Tajemnicą pozostaje trzecia ładownia - kompletnie pusta. Z jakiegoś powodu została kompletnie wyczyszczona... Podejrzewano, że była w niej broń chemiczna. 
   Z rozwojem nurkowania rekreacyjnego Thistlegorm został ponownie odkryty w latach 90 tych. Ponieważ leży na niecałych trzydziestu metrach jest praktycznie dostępny dla wszystkich nurków. 
Cumowania łodzi, bezpośrednio do wraku, niemiłosiernie niszczą statek i koralowce, które się na nim znajdują. 
Teoretycznie powinny tutaj nurkować osoby z dużym doświadczeniem nurkowym. Niestety często możemy doznać szoku widząc kto tutaj  schodzi pod wodę... Nurkuje tu bardzo wiele osób. Tak duża obecność nurków stanowi dodatkowe zagrożenie dla statku, a pęcherzyki powietrza powodują zwiększoną korozję.
Od kilku lat słyszymy o planach ograniczających ilość nurkowań i dopuszczaniu tylko nurków z dużym doświadczeniem nurkowym. Jak na razie rzeczywistość jest kompletnie inna..
Dodatkowym utrudnieniem są tutaj bardzo silne prądy.
Mimo, że nie jestem "wrakowcem" i wolę rafy oraz zwierzaki, cieszę się bardzo, że znowu zobaczę ten niezwykły wrak.
Każdy mój pobyt pokazuje, że statek bardzo niszczeje i "znika" wiele rzeczy. 
     ( ostatnia kierownica w samochodzie - reszta ze wszystkich samochodów 
        i motocykli zniknęła)
Tym razem mamy w planach trzykrotnie nawiedzić Thistlegorm.
Pierwszy nurek odbywa się przy bardzo silnym prądzie. Musimy korzystać z cum, które są przyczepione do statku.
W ładowniach nie czujemy prądu, więc można się skupić na oglądaniu niezwykłego ładunku. 
Robienie zdjęć jest znacznie utrudnione albowiem poprzedzające grupy zmąciły wodę płetwami. 
Powrót na łódź, z powodu silnego prądu, jest bardzo wymagający (mnie odpadła lampa od aparatu, którą cudem uratowałam).
Na nocne nurkowanie decyduje się nieliczna grupa desperatów, która po powrocie jest witana z honorami.
Następnego dnia wstajemy (o zgrozo!) o 5 rano, żeby zejść przed innymi łodziami.  O świcie nie ma prądu, jest lepsza przejrzystość wody i jesteśmy sami!
Niespiesznie zaczynamy od rufy statku. Opływamy od zewnątrz kadłub.
Następnie zaglądamy do kabiny i łazienki kapitana. 
Kończymy na dziobie przy windach kotwicznych. 

Jest spokojnie i cicho. 
Towarzyszą nam tylko ryby (które też nie robią szumu:)
Po pięćdziesięciu minutach z żalem żegnamy króla wraków..


poniedziałek, 24 października 2016

Ras Mohammed. (Egipt-nurkowanie)


Star Jet wpływa na teren parku Ras Mohammed i cumuje przy Yolanda  Reef. 
Skaczemy do wody i okazuje się, że prąd jest silniejszy niż myśleliśmy. Nie cieszymy się rafą tylko pierwsze 10 minut walczymy z prądem. 
W końcu dopadamy miejsca gdzie panuje cisza. Na dnie leżą resztki wraku przewożącego sanitariaty. Po wraku niewiele zostało, ale porcelanowe umywalki i sedesy mają się świetnie! 
Nie ma takich grup nurkowych, żeby ktoś nie chciał mieć zdjęcia siedząc na sedesie! 
Nasze grupy absolutnie nie odstają i również z fasonem siadają na eleganckiej porcelanie.
Koniec nurkowania jest na absolutnym luzie. 
Podziwiamy rafę. 
Nawet udaje się nam dopaść żółwia, który jest na granicy gadziego zawału widząc dwudziestkę szalejących ssaków.
W końcu przychodzi chwila na strzelanie bojek.
W niektórych grupach, przy totalnym bezhołowiu, poprawne strzelanie bojki graniczy z cudem :)) 
Ale mamy też mistrzów, na których możemy liczyć!

sobota, 22 października 2016

Rafa Wielki Brat. ( Egipt-nurkowanie)


Latarnia morska, na rafie Wielki Brat, wita wszystkich przybyszy. 
Widać ją na obszarze 20 mil. Sygnał nadaje co 5 sekund.  Została zbudowana przez Anglików w 1883 roku. 
Tym razem nie dostajemy zgody na odwiedzenie lądu. 
Wielki Brat potrafi zadowolić każdego nurka. Można tu zrobić głębokie nurkowanie, nacieszyć się kolorową rafą i żyjącymi tu zwierzakami, a wrakowcy mogą odwiedzić dwa wraki. Słowem: dla każdego coś miłego.
Podczas trzech nurkowań zwiedzamy całą rafę.
Rozpoczynamy od odwiedzenia wraku statku Numibia, który się rozbił się w 1901 roku podczas swojego drugiego rejsu. 

Drugim wrakiem jest Aida, który zatonął w 1957 roku. 
Wielki Brat tym razem jest dla nurków łaskawy: nie ma wielkich fal ani silnych prądów. W miarę spokojnie mamy możliwość, w ciągu jednego dnia, uczestniczyć w życiu tej niezwykłej rafy. 

Pływamy wśród ławic ryb. 

Co jakiś czas zagląda do nas rekin i trzech szaleńców na skuterach wodnych. 
Wiktor, jako specjalista od wynajdywania różnych znalezisk, tym razem znajduje wędkę! 
Chcąc wrócić ze wszystkimi członkami nie możemy tutaj nurkować nocą.
I tylko żal, że musimy opuścić to niezwykłe miejsce..

czwartek, 20 października 2016

Small Brother powalił nas na kolana. ( Egipt- nurkowanie)

Oo
Marzeniem każdego nurka, który przylatuje do Egiptu są dwie rafy: Mały i Wielki Brat.
 Nad ranem, po nocnym rejsie, dobiliśmy do jednej z nich: Małego Brata.
Plan nurkowy był następujący: głębokość maksymalna 40m, dla tych co mają nitrox podporządkowują się limitom swoich komputerów.
Po wskoczeniu do wody na ok 30 m zobaczyliśmy pierwszego rekina. 
Byliśmy zachwyceni.
 Nie było silnego prądu więc spokojnie popłynęliśmy wschodnią częścią rafy. A trzeba przyznać, że było co oglądać. 
Mijaliśmy niesamowite koralowce, tysiące rybek w igrających promieniach słońca, przepływającego w toni rekina. Mieliśmy problem z określeniem gatunku: jedni uważali, że to był młot, drudzy, że kosogon. (W rezultacie nazwaliśmy go kosomłot ) 
Na koniec, pod łodzią, pływały dwa rekiny.
Drugie nurkowanie zrobiliśmy wzdłuż zachodniej ściany rafy. 
Nurek był jak poprzednio fantastyczny.
Kiedy dopłynęliśmy do łodzi zobaczyliśmy znowu dwa rekiny. Były wyraźnie nami zainteresowane. 
Wpływały między nas jak psiaki, a potem miały lekki problem z wydostaniem się z naszej grupy. 
Po kilku minutach przypłynął następny, a po nim jeszcze jeden. Cała czwórka kręciła się bezpośrednio wśród nas, a my zapominając, że są to dzikie i niebezpieczne zwierzęta poddaliśmy się chwili i bawiliśmy się z nimi jak z domowymi futrzakami. 
Co poniektórzy szaleli pod wodą mając końcówkę powietrza w butli (w tym oczywiście ja). 
Mimo, że niektóre rekiny zaczynały być bardziej podniecone udało się wszystkim wrócić cało na pokład. 
Trzeci nurek odbyliśmy głównie w południowej części i co tu dużo kryć szybko pognaliśmy pod łódź licząc na kolejne spotkanie z naszymi milusińskimi. I nie zawiedliśmy się! Zobaczyliśmy jedną z naszych grup, którą prowadził egipski przewodnik Caponey. Przy nich kręciły się rekiny. Cóż było robić! Błyskawicznie się przyłączyliśmy. Wszystko było super do momentu kiedy jeden z rekinów zainteresował się Elą. Początkowo wydawało się, że przepłynie blisko niej. Rekin jednak miał inne zamiary. Dopłynął do niej z góry i dotknął. 
                                                 Fot. Igor Zembalski

Na szczęście była to butla, która nie jest wielkim przysmakiem. Resztę dopełniły bąble z automatu i rozczarowany zwierzak błyskawicznie zrezygnował. Ela była kompletnie nieświadoma tego co się stało. My natomiast byliśmy na granicy zawału! 
Koniec, końców czas było wracać na łódkę, która była całkiem niedaleko.
W ciągu kilku minut pojawił się silny prąd, który natychmiast wywiał 14 osób w przeciwnym kierunku niż mieliśmy zamiar się znaleźć. Na szczęście załoga Star Jet szybko wszystko ogarnęła i zodiak błyskawicznie się przy nas znalazł.
  Znowu udało się cało wrócić wszystkim na łódkę, gdzie Ela została uświadomiona o swoim bliskim spotkaniu z rekinem!