czwartek, 15 sierpnia 2019

Pilica i nasz 7. spływ kajakowy

 Za nami pierwszy dzień naszego spływu kajakami Pilicą. Rozpoczęliśmy w Tomaszowie Mazowieckim. Spaliśmy w namiotach lub samochodach na polu namiotowym w ośrodku Amber.
Fot. M. Przybylska

Tu pożyczyliśmy kajaki i po 10.00 rozpoczęliśmy nasz spływ.
Fot. M. Przybylska

 Czekała nas trasa ok. 20 km. Pogodę mieliśmy świetną.
Fot. M. Przybylska

Rzeka nie jest trudna więc był kompletny relaks.
Fot. M. Przybylska

Psy szalały na postoju w wodzie. W Zakościelu wyciągnęliśmy kajaki na brzeg i udaliśmy się do agroturystyki gdzie czekał nas pyszny obiad. Mam nadzieję, że następne dni będą równie udane! 

wtorek, 23 lipca 2019

Koufonissi na Małych Cykladach



Erimonisia (tzw. Małe Cyklady) jest archipelagiem znajdującym się w trójkącie wysp: Naksos, Amorgos, Ios. Czarterując łódkę z Aten ciężko jest tu dotrzeć, kiedy ma się do dyspozycji tylko dwa tygodnie. Na szczęście, w tym roku, ruszyliśmy z Ios, więc, po latach, mamy okazję odwiedzić  wyspy tego archipelagu.

 Przy słonecznej pogodzie i silnym wietrze zapływamy do pięknej zatoki na Koufonissi.



Cumujemy pomiędzy szalejącymi kitesuferami.

Ponad godzinę obserwujemy szalone popisy.

 Wreszcie postanawiamy udać się pontonem na ląd. Pierwsze kroki kierujemy do Czarciego Oka, ktore jest sporym rozczarowaniem. Natomiast niesamowite klify, które są kilkadziesiąt metrów od zatoki, zapierają nam dech w piersiach.

 Przy zachodzie słońca mienią się kolorami złota, żółci, czerwieni i pomarańczy.

Pyszna kolacja, w pobliskiej tawernie jest wspanialym podsumowaniem dzisiejszego dnia.

sobota, 20 lipca 2019

Sifnos i ciche Vathi

Płynąc na Sifnos mieliśmy wspaniałą, żeglarską pogodę. Wiało 20 węzłów, były spore fale i świeciło piękne słońce.

 Sifnos ma powierzchnię 73 km2. W starożytności wydobywano tu srebro, złoto i rudę żelaza. Z czasem wyspa straciła na znaczeniu. Obecna nazwa: sifnos oznacza pusta. Dzisiaj jest znana z fantastycznej oliwy, pięknych plaż i białych kościołów. Kiedy wpływalismy do Vathi wiatr zdechł kompletnie. Przywitała nas cisza i absolutny spokój. Przy brzegu taplały się dzieci. Pięć osób z załogi postanowiło iść, na trekking w góry, odwiedzić kaplicę i klasztor. Reszta miała zamówić stolik w rodzinnej tawerence na plaży. Zaopatrzeni w wodę ruszyliśmy pod górę biało-czerwonym szlakiem. Panował upał i było zero wiatru. Początkowo piliśmy wodę w cieniu tamaryszkowych drzew.

 Niestety z nabieraniem wysokości drzewa zniknęły i zostały kolczaste krzewy. Nie można było liczyć na jakikolwiek cień. Nasze zmęczenie sięgnęło zenitu. Człapaliśmy powolutku i staraliśmy się zauważać cudowne krajobrazy.

Kiedy wyczerpani dotarliśmy na szczyt schowaliśmy się w kaplicy, gdzie panował miły chłód.

Męska część powędrowała dzielnie dalej w kierunku klasztoru. Damska część zaległa, na dłuższą chwilę, w pozycji horyzontalnej, na ławkach. 

Kiedy odpoczęłyśmy, zaczęłyśmy podziwiać kaplicę.


Znalazłam, w księdze, nasze wpisy z poprzednich lat. Zatoka Vathi, z góry, wyglądała prześlicznie.



 Rozpoczęłyśmy powrót. Mimo nieustępującego upału i ciągłego braku wiatru schodziło nam się bardzo dobrze.

Po niecałych 40 minutach wróciłyśmy do zatoki, gdzie napiłyśmy się soku że świeżych pomarańczy. Kiedy panowie wrócili mogliśmy całą załogą iść na zasłużoną kolację i zjeść górę jedzenia..


środa, 17 lipca 2019

Milos- księżniczka Cyklad


Będąc na Cykladach nie możemy ominąć wyspy Milos, która ma powierzchnię 151 km2. Wpływamy do naturalnego portu, który jest pozostałością po pradawnych wybuchach wulkanicznych. Mijamy Klimę gdzie urocze, kolorowe domki zawieszone są nad samą wodą.
 Cumujemy, przy ruchliwej kei, w Adamas, które jest centrum turystycznym wyspy. Panuje tu zgiełk miejski charakterystyczny dla portowych miejscowości. Wzdłuż nadmorskiej ulicy rozsiadły się tawerny różnej maści gdzie można pysznie zjeść. Następnego ranka po burzliwym targowaniu się z właścicielem wypożyczalni ruszamy na kładach podbić wyspę (koszt jednego kłada 50 euro plus paliwo).

 Duże kłady, na tutejszych drogach i bezdrożach, sprawują się świetnie. Kierujemy swoje bolidy w kierunku Polloni.

 Po drodze zatrzymujemy się obejrzeć urwiska dosięgające ścianami powierzchni morza.





 W maleńkiej Mitace, gdzie nad maleńką zatoką rozłożyły się stosownie maleńkie domki, zażywamy kąpieli. Czujemy się tutaj jak Alicja w krainie czarów.

Schłodzeni ruszamy dalej bo czas nieubłaganie posuwa się na przód. Poza tym czeka nas wisienka na torcie: kamienna plaża Sarakinikos. Za każdym razem jestem oszołomiona tym miejscem i mam nadzieję, że zawsze będę! Tym razem morze okalające białe skały jest bardzo spokojne.

Z przyjemnością łazikujemy po całym terenie.
        

Odwiedzamy również pobliskie groty, w których mieszkali kiedyś hipisi (podobno Bob Dylan również).

Kończymy motoryzacyjną przygodę, ostrym zjazdem, w urokliwym Filopotamos, gdzie ponownie widzimy domeczki przycupnięte bezpośrednio nad wodą.

 Po szybkiej kąpieli wracamy do Adamas, gdzie robimy zakupy i wpływamy. Najbliższe popołudnie, noc i następny dzień mamy zamiar spędzić w jednej z najpiękniejszych zatok w Europie: Klefftikach.

Snurkując odwiedzamy podwodne groty i wąwozy.

 Niestety do zatoki wpływa coraz więcej łódek, a od rana napływają rzesze turystów na wycieczkowych jednostkach. Czar prysł i zniesmaczeni opuszczamy ukochane Klefftiki. Płynąc na wschód podziwiamy piękne Milos. Zatrzymujemy się przy piaszczystej plaży.

W południe obieramy kurs na Sifnos i żegnamy królową Cyklad.         

czwartek, 11 lipca 2019

Poliagos-wyspa niezwykła

Żegnamy życie szczurów lądowych Po dwóch dniach spędzonych na Ios, które były fantastyczne, przypłynęła po nas księżniczka Atena.

 Obraliśmy kurs na Poliagos.

Jak na każdym rejsie powitaliśmy Neptuna szampanem, polecając się jego opiece.
30 mil pokonaliśmy przy bardzo dobrym wietrze. Przed wieczorem dotarliśmy do celu podróży. Formacje skalne, w promieniach zachodzącego słońca, zmieniły się kolorami ognia.

Wieczorem, przy plusku wody, i wielgachnych gwiazdach zasiedliśmy do kolacji. Wyspani, następnego dnia, raczyliśmy się snoorkowaniem i eksplorowaniem linii brzegowej wyspy. Opuściliśmy ten cudny zakątek z postanowieniem, że tu wrócimy. I tak też stało. Po dwóch dniach wróciliśmy aby ponownie napawać się urokami tego miejsca. A snoorkowanie było fantastyczne.



 Cóż można więcej.....


piątek, 5 lipca 2019

Rozpoczęliśmy nasze wielkie, greckie wakacje!

Samolot z Warszawy do Aten był opóźniony na starcie godzinę. Zmniejszyło to nasze szanse aby zdążyć na prom. Na szczęście, kiedy wylądowaliśmy, dowiedzieliśmy się o strajku i zatrzymanych promach w marinie Pireus. Nasz prom miał wyruszyć z solidnym opóźnieniem o północy. I tak kolejny raz los nam pomógł. Zdążyliśmy kupić bilety, posiedzieć nad morzem, zjeść sałatkę grecką i bez nerwów udaliśmy się na pokład. Czekało nas 9 godzin nocnego płynięcia. Udało nam się zdobyć długą kanapę, na której pokotem przespaliśmy noc.


Rano z okazji moich urodzin otworzyliśmy, na rufie promu, szampana i dostałam prezenty!

O 9 przybiliśmy na wyspę Ios i pojechaliśmy do przecudnych domków, aby przez dwa dni raczyć się słodkim lenistwem.

I tak doganialiśmy świat, w oczekiwaniu, aż przypłynie nasza łódką...


poniedziałek, 1 lipca 2019

Stara Szkoła- niezwykłe miejsce w Kucębowie Dolnym


Przyszło nam opuścić Sucholand w Ciosowej i przemaszerować do Kucębowa Dolnego.

 Czekała nas trasa ok. 26 kilometrów. Prognozy pogodowe ostrzegały o nadchodzących silnych burzach. Zaopatrzeni w peleryny i wodę wyruszyliśmy na północ. Trzeba przyznać, że droga była urozmaicona i nie można się było nudzić!
Fot. W. Danielak


 Mijaliśmy leśne ostępy,trawiaste pola, które pyliły jak sto diabłów. 
Na szczęście alergicy byli przygotowani pod każdym względem! 
Fot. W. Danielak

Na drodze naszego marszu stanął nam samochodowy tor wyścigowy. Trzeba przyznać, że poradziliśmy sobie gładko! 



Pod koniec dnia na niebie, ze wszystkich stron, pojawiły się błyskawice i otaczały nas grzmoty, a my szliśmy cały czas suchą stopą. Jedna z koleżanek dostała lekkiej paniki i pragnęła się ukryć przed burzą ( najlepiej dwa metry pod ziemią i przykryta papą..). Nie pozwoliliśmy jej zostać, za co nie była nam wdzięczna. Poza tym pogryzły ją jakieś latające świństwa, od czego dostała uczulania na ręku. Na szczęście mieliśmy specjalny plasterek. Na sam widok poszkodowana poczuła się lepiej, a poza tym usiłowaliśmy jej wmówić, że chroni również przed piorunami:)) Nie ma to jak plasterek na histerię! 
Przed godziną osiemnastą dotarliśmy do Starej Szkoły gdzie czekali na nas gospodarze: Jola i Zbyszek. Gościnność tej pary przeszła wszelkie oczekiwania. Wyprzedzali nasze prośby i dbali również o nasze psy. Przygotowane posiłki były kosmicznie pyszne!
Dom był pełen niezwykłych mebli. W salonie królował ogromny stół, przy którym nasza siedemnastka swobodnie jadła urozmaicone posiłki. 
Szukanie sztućców w niedużej szafce, pochodzącej z początku XX w,  zaowocowało odkryciem wyjeżdżającego radia z szuflady i adapteru! 

Okolice Kucębowa są bardzo piękne i trekkingi sprawiały nam ogromną przyjemność.

 Nawet wędrowaliśmy, przez chwilę, „drogą mocy”, która prowadzi do Sanktuarium MB Wychowawczyni.
Żal było opuszczać Starą Szkołę i jej gospodarzy. 

Niestety wszystko kiedyś się kończy i trzeba dalej gonić nasz świat!



środa, 26 czerwca 2019

Świętokrzyski, szalony trekking.

Naszą grupę trekkingową nazywają wariatami, szaleńcami, albo najzwyczajniej kretynami. No cóż.. muszę przyznać, że jest w tym sporo racji. Kiedy wieczorem wracamy kompletnie zrąbani  i marzymy o zimnym piwie możemy wreszcie nasze zwłoki położyć gdzie się da... Nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić stacjonarnego wyjazdu z całodniowym wylegiwaniem się na leżakach z piwem i grillem w tle..
Pierwsze dwa dni spaliśmy w cudownym ośrodku SUCHOLAND.

 Pyszne obiady dowoził nam catering ANATOMIA SMAKU.
Pierwszy dzień rozpoczęliśmy marszem z Ciosowej w kierunku Szmaragdowego Jeziorka w Wiśniówce. Pogoda była piękna.

 Zanosiło się na przejście ok 32 km, albowiem zamierzaliśmy zaliczyć okoliczne atrakcje. Trzeba dodać, że słowo "około" ma w tej grupie kluczowe znaczenie, albowiem kilometrów jest zawsze znacznie więcej niż początkowe prognozy.
      O 10.00 nasza dziewiętnastka ( 17 + 2 sunie) wyruszyła.

 Po przejściu 18 km upał dawał nam się we znaki- szczególnie psom z czarną sierścią.
fot. W. Danielak

 Kiedy trafiliśmy na drogę asfaltową cztery osoby postanowiły się oddzielić. Był to dobry moment aby zdobyć transport powrotny.
Gdy tak staliśmy i usiłowaliśmy kogoś zatrzymać (widok dużego psa nie zachęcał kierowców) zatrzymał się radiowóz policyjny. Nasza wymyślona historia o zwichniętej łapie psa (współczucie miało ruszyć sumienie kierowców) nie spowodowała chęci zawiezienia nas do domu, tylko rozpoczęto dzwonić na pogotowie weterynaryjne:)). Na szczęście weterynarz przyjmował tylko na miejscu, więc udało nam się wymigać zamawiając taksówkę combi i wrócić do Sucholandu.
Reszta grupy, myśląc nieustannie o kąpieli i pięknych widokach, dotarła do Wiśniówki. Tu psyche drużyny zostało brutalnie zmasakrowane przez rzeczywistość: widoki były takie sobie i był absolutny zakaz kąpieli spowodowany bardzo niskim PH wody. Pozostało dojść 7 kilometrów do stacji kolejki.
fot. W. Danielak                                                                       

Łącznie przeszli 28 km, a więc należał się leżak, pyszna obiadokolacja i piwo...
 Regeneracja grupy trwała około 40 minut. Po tym czasie okolica była zmuszona wysłuchać naszego muzycznego repertuaru...