Nasz przedłużony weekend zaczęliśmy gitarowym wieczorem przy ognisku.
![]() |
Następnego ranka wywieziono nas do Nowego Miasta Lubawskiego gdzie rozpoczęliśmy naszą kajakową przygodę. Pogodę mieliśmy wspaniałą.
![]() |
Fot. J. Piątkowski |
![]() |
Fot. S. Maroń |
![]() |
Fot. S. Maroń |
Po pierwszych dziesięciu minutach pierwszy pojedynczy kajak wywinął oberka na ukrytej pod wodą kłodzie.
![]() |
Fot. M. Przybylska |
Jeżeli ktoś myśli, że okazaliśmy współczucie ofierze losu to jest w ogromnym błędzie!
Drwęca okazała się być niezwykle piękną rzeką. Brzegi porośnięte bujną roślinnością przypominały ogród botaniczny.
Obserwowaliśmy ptactwo przeróżnej maści i cały czas towarzyszył nam zapach wszechobecnej mięty. Rzeka meandrowała bez przerwy i musieliśmy każdego dnia pokonywać przeszkody w postaci zwalonych drzew. Jedynym minusem było bardzo mało miejsc gdzie mogliśmy zatrzymać się na popas.
Na ogół brzegi Drwęcy były wysokie i niedostępne.
![]() |
Fot. J. Piątkowski |
Woda była delikatnie mówiąc rześka. Dobrowolnie kąpali się tylko twardziele. Do championów należały oczywiście nasze psy, które dla odmiany nie wychodziły z wody podczas postojów. Mieszkańcy okazali się bardzo sympatyczni i gościnni. Kiedy przepływaliśmy przez Brodnicę byliśmy witani entuzjastycznie. Brodniczanie są bardzo dumni ze swojego miasta, które warto jest zwiedzić, szczególnie pod kątem historycznym.
![]() |
Fot. S. Maroń |
Prawa miejskie uzyskano w XIII wieku. Przez ponad 150 lat należała do zakonu krzyżackiego, który zostawił po sobie zamek z fortyfikacjami. Niestety można obejrzeć tylko pozostałości po krzyżackich budowlach. Rynek brodnicki ma niespotykany kształt trójkąta. Jest bardzo zadbany. Można tu odpocząć na ławeczkach, lub zjeść w wybranej restauracyjce. Nam polecono restaurację DRUKARNIA, w której zjedliśmy wyśmienite żeberka i chłodnik.
Reasumując: w ciągu trzech dni zrobiliśmy 75 kilometrów.
Zaliczyliśmy cztery wywrotki.
Zjedliśmy kilka ton jedzenia i dostaliśmy paraliżu mięśni brzucha z powodu ciągłego ryczenia ze śmiechu.