sobota, 14 marca 2026

Babski Mauritius


Kolejny rok i kolejny babski wypad zorganizowany przez zaprzyjaźnioną Nauticę Travel. Wielka siódemka różnymi drogami dociera na Mauritius. W Cap Malheureux dekujemy się w uroczej willi z basenem. 



        Przewidziany program jest dość napięty albowiem mamy tu nurkować i zwiedzać wyspę. W między czasie mamy Dzień Kobiet i masaże. Pobudka jest o szóstej, krótka gimnastyka, krótka kąpiel w basenie. O 7 śniadanie i wypad z willi. 

     Wyspę odkryli Portugalczycy w 1505 roku. Holendrzy skolonizowali ją w 1638, a w XVIII wieku opanowali ją Francuzi. W 1810 roku została przejęta przez Brytyjczyków, którzy znieśli niewolnictwo i zaczęli sprowadzać robotników z Indii. W 1968 roku Mauritius stał się niezależnym krajem. 

     Republika Mauritiusu uznana jest za najbezpieczniejszy kraj Afryki ze stabilnym rządem. Sporym ułatwieniem jest możliwość porozumienia się w języku angielskim i francuskim. Symbolem wyspy jest ptak Dodo, który w XVII wieku został unicestwiony przez przybyłych tu Holendrów ( został zwyczajnie zeżarty). Jest również ikoną gatunków wymarłych z winy człowieka. 


Na wyspie wszystko jest pod znakiem Dodo: odzież, napoje, jedzenie, pamiątki wszystkich maści.  Zakochujemy się absolutnie, w tym uroczym stworzeniu, i kupujemy masę rzeczy z jego wizerunkiem. 

    Wyspa słynie z fantastycznych krajobrazów. Lina brzegowa jest tu bardzo urozmaicona z rafami koralowymi i ładnymi plażami. 



Mieszkańcy uwielbiają biwakować na plażach. Kolor wody zwyczajnie powala na kolana. Duże wrażenie robią góry z groźnie wyglądającymi wierzchołkami. 

     Decydujemy się na lot helikopterem. 



Trzeba przyznać, że ukazujące się widoki zachwycają nas niezmiernie. 



Widzimy jeziora otoczone górami, które znajdują się znacznie wyżej niż poziom oceanu. Z nich opadają wodospady. Lot helikopterem to strzał w dziesiątkę. 





         Wyspa mimo dużego zurbanizowania zachowuje piękno natury. 

Odwiedzamy Ogród Botaniczny w Pamplemouses gdzie przewodnik usiłuje nas przegadać. Nie jest mu łatwo, ale daje radę. 



       Degustacja różnych gatunków rumu, w Saint Albin, wywraca nam nieco żołądki ( szczególnie napitki 53%). 


Fot: Danutka

         W La Vanille Nature Park  zachwycamy się ogromnymi żółwiami z Seszeli.



       Niestety pobyt tutaj okazuje się dla nas dużym nieporozumieniem. Jedna z nas porusza się na wózku, a ośrodek jest kompletnie nieprzystosowany. Teren jest tu pagórkowaty z kamiennymi lub żwirowymi ścieżkami i masą schodów. 



        Skracamy nasze zwiedzanie i jedziemy obejrzeć siedem kolorów ziemi (Terre de 7 Coloures). 



           Podczas pobytu, na Mauritiusie, każdy stragan spożywczy jest przeczesywany pod kątem kupna wanilii! 



           Dziewczyny kupują ją w każdej postaci i hurtowej ilości. 

          Nawet wanilia ostaje wykorzystana przez Danutkę do upieczenia sernika!

        


 
Ostatnie dwa dni, po zakończonym nurkowaniu i bieganiu jak koty z pęcherzami, zalegamy leniwie na plaży. 


Tak sobie leżę w cieniu tamaryszku i myślę, a myślenie przeradza się w postanowienie: wrócę tu w przyszłym roku w wersji żeglarskiej….





środa, 9 kwietnia 2025

W Levi Resort nie tylko narty ( Finlandia)

    W tym roku pojawiłam się w Finlandii w kwietniu, a nie jak w zeszłym roku w lutym. Po zeszłorocznym, styczniowym mrozie -40 stopni, -4 było bardzo przyjazną temperaturą. 

W Levi Resort można się nieźle ujeździć.

W tym roku aura pozwoliła nam wypożyczyć rowery. 
Grube opony i potężne baterie dawały nam poczucie bezpieczeństwa. 
Cóż to była za ignorancja!! Pierwsze pół godziny beztrosko pedałowałyśmy trasą rowerową. Wjazd na górską, leśną ścieżkę sprowadził nas bezwzględnie na ziemię. Pod cienką warstwą śniegu był lód. Zaliczyłyśmy kraksę stulecia!!! Dobrze, że kręgosłupy i głowy nie ucierpiały. O reszcie lepiej nie wspominać. Nie poddałyśmy się, ale upadek przypominał o sobie przez kilka dni. 
    Jazda ścieżkami górskimi jest wymagająca, a zimą czyni ją jeszcze trudniejszą!!!
 Wjazd na strome zbocza wymagał wytężonej uwagi ( oczywiście wspomaganie elektryczne było niezbędne). Natomiast zjazd ośnieżonymi i oblodzonymi dróżkami był prawdziwym wyczynem. Rozpędzenie roweru na maksa groziło śmiercią lub kalectwem, a hamowanie, nawet umiarkowane) powodowało wpadanie w poślizg.. W ekstremalnych chwilach sprowadzałyśmy rowery. 
Piękna zima rekompensowała nam naszą mordęgę.
 Wróciłyśmy wykończone, ale to nie spowodowało żeby nie iść na narty na resztę dnia!!!!



sobota, 5 kwietnia 2025

Babski wyjazd na Zanzibarze!



     Jak było? Orgastycznie!!!! Niespieszne życie przez 10 dni!!!! Mieszkałyśmy w prywatnej willi na plaży. 


Podczas przypływu ciepły ocean wchodził nam do ogrodu.. Willa znajdowała się na Kiwengwa- spokojnym wybrzeżu Zanzibaru. Nie było tu wielkich hoteli ani tłumu turystów. 



Pyszne jedzenie zapewniał nam maleńki hotelik Poa Poa z uroczymi bungalowami, którego właścicielami byli Polacy! 

Miałyśmy do przejścia 20 metrów plażą. Idąc na posiłki nie potrzebowałyśmy butów ani ubrań. Na kostiumy zarzucałyśmy cokolwiek:) 
Był to oczywiście wyjazd nurkowy, ale nasza szefowa, Ania Rocka, opracowała dokładny plan pobytu, godząc nurki z lądowymi aktywnościami. Spędziłyśmy niesamowity dzień pod żaglami na drewnianej zanzibarskiej łodzi.


Odwiedziłyśmy małpy w Jozani Chwaka Bay National


Spędziłyśmy wspaniały czas na farmie przypraw, gdzie nasz przewodnik wszystko nam dzielnie pokazywał, a zapewniam że babska grupa potrafi być dociekliwa. 

Kąpiel z żółwiami była niezwykle ekscytująca,  szczególnie dla tych, których żółwie ugryzły w dolne części ciała. 

W stolicy wyspy Zanzibar włóczyłyśmy się z przewodnikiem małymi uliczkami miasta. 

Oczywiście jak na grupę “Lejdis” przystało nie obyło się bez zakupów! 

A wieczorem czekała nas kolejna niespodzianka: przewodnik zaprosił nas do swojego domu na kolację gdzie, przy tradycyjnym żarełku, spędziłyśmy super wieczór z jego rodziną. 

Z pewnością nie zapomnimy naszych dzikich tańców o świcie!


Niestety cudowne wyjazdy mają to do siebie, że szybko się kończą. Z żalem opuszczałyśmy Zanzibar. Muszę przyznać, że podczas tego pobytu , na nowo, odkryłam tę wyspę. A teraz cóż… trzeba myśleć gdzie zorganizować kolejny wyjazd, ale o to niech się martwi Nautica Travel:)

sobota, 14 września 2024

Wózkersi i chodziarze do boju! ( Indonezja)


             Lądujemy na Sulawesi w Manado.



 W samolocie było zimno jak sto diabłów. Cud, że nie mamy szronu na rzęsach! Jesteśmy szesnastoosobową grupą. Cztery osoby są z niepełnosprawnością. W naszej grupie, dla ułatwienia, nazywamy się wózkersi i chodziarze. Organizatorem wyjazdu jest NAUTICA TRAVEL, a wspomaga ją fundacja MNIEJSZY BŁĘKIT. 



Indonezja nie jest krajem, który może być przykładem ułatwień architektonicznych dla osób poruszających się na wózkach. Ale serce Indonezyjczycy mają na dłoni! Każdy pragnie pomóc. 

Załadunek grupy na łódkę przebiega błyskawicznie, mimo ulewnego deszczu. 


Fot. A. Rocka


Po godzinie dopływamy na maleńką wyspę Bunaken. 



Tutaj czeka na nas baza nurkowa „3WILL BUNAKEN” z uroczymi chatkami nad oceanem. 




Są również przystosowane pokoje dla wózkersów. Szefem  bazy jest młody Anglik Connor. Dzięki niemu atmosfera i profesjonalizm sięgają absolutu. Nie zarządza zza biurka, tylko czynnie uczestniczy we wszystkim! 

    Tutejsza kadra zostaje błyskawicznie przeszkolona, przez naszą szefową Anię, w kwestii  umieszczania na łódź nurkową wózkersów. 



Również przygotowanie naszej czwórki, do nurkowania, jest skrzętnie omawiane z prezentacją przywiezionego, z Polski, specjalistycznego sprzętu.


                                  


 „Niemożliwe staje się możliwe!” 

Okazuje się, że podczas naszego pobytu na Bunaken fundacja POLAND BUSINESS RUN organizuje bieg w Polsce, którego celem jest zebranie funduszy na protezy dla amputantów. Bieg musi się odbyć w godz 8.00-20.00 czasu Polskiego. Polskę na Bunaken reprezentuje: Michał, Sylwek i dwie Anie (przy wspomożeniu reszty grupy). 



Wszystko przebiega sprawnie i nasi bohaterowie uzyskują limit wymaganych kilometrów. 


 
Fot. A. Rocka


I co można? Ależ oczywiście, że MOŻNA! 

A wieczorem tańce, hulanki swawole.



 Bo ta grupa nie poddaje się łatwo!!!




















piątek, 6 września 2024

Dżakarta- miasto, które nie urzeka. (Indonezja)




      Lądujemy o piętnastej w Dżakarcie. Na lotnisku usiłujemy wpakować bagaże do samochodów. 


                                   


Jestem tu kolejny raz i chaos niezmiennie panuje na ulicach. Miasto pełne skuterów i samochodów jest zakorkowane całą dobę. Wypełnione kurzem i smogiem.  Następnego  dnia skrzętnie pomijamy Dżakartę i jedziemy do miejscowości Bogor- niewielkiego miasta jak na tutejsze standardy (tylko milion mieszkańców!). Tutaj zwiedzamy prawie stuhektarowy ogród botaniczny (Kebun Raya Bogor) założony w 1805 roku.



 Znajduje się tu postkolonialny pałac i holenderski cmentarz ówczesnych notabli. 




Wędrujemy zacienionymi alejkami. 

Nasz przewodnik cierpliwie opisuje nam nasadzenia. 



Część roślin, niektórzy z nas mają w domach. Z tym tylko, że nasze są duużo mniejsze i jakby wyblakłe. 



Urzekają nas różowe lilie wodne i ogromnych rozmiarów liście w sadzawkach otaczających pałac. 




Pełni pozytywnej energii opuszczamy ogród i jedziemy na plantację herbaty. 



Część z nas eksploruje okoliczne wzgórza. 



Łazikujemy między krzewami  trzech gatunków herbaty. Koleżanka przekonuje się, że strój składający się z plastikowych sandałków i spódnicy nie jest dobrym wyborem do eksplorowania wzgórza pełnego dziur i wertepów.


                               


Przed wieczorem zostaje ogłoszony odwrót do hotelu. Po drodze obserwujemy życie miejskie mieszkańców. Uwagę przykuwają osobliwe „stacje benzynowe”. 


                                                      (Benzyna w butelkach :)

Nie odjechaliśmy bardzo daleko od stolicy Indonezji, ale powrót zakorkowanymi ulicami zajmuje trzy i pół godziny….