Powody, dla których odwiedzamy Nissiros są przynajmniej dwa: kaldera wulkanu i najlepszy na świecie królik stifado! Zawijamy do Palo.
Jest tu niewielki port, w którym może zacumować 45 jachtów. Przy nabrzeżu jest prąd i słodka woda. Zamawiamy w pobliskiej kafejce stolik i rzeczonego królika ( wiemy, że dla wszystkich załóg, które będą w tawernie wieczorem, nie starczy:))
Rano, wynajętym samochodem, jedziemy odwiedzić krater wulkanu.
![]() |
Dodaj podpis |
![]() |
Dodaj podpis |
Za radą właściciela wypożyczalni jedziemy objechać wulkan szutrową drogą. Jadąc napotykamy spychacz, który jest postawiony w poprzek szutrówki. Nie mogąc go objechać wybieramy sąsiednią dróżkę. Nie jest to Aleja Róż. Przy ostrych zjazdach zastanawiamy się jak będzie wyglądać powrót. Kamienie, na drodze, są co raz większe, aż w końcu droga znika wśród skał. W samochodzie zostaje kierowca, który musi zawrócić i pokonać kamieniste podjazdy. Trzeba przyznać, że widoki rekompensują nam wszystko!
![]() |
Dodaj podpis |
Będąc tutaj kilka lat temu widzieliśmy wiele niezadbanych i zrujnowanych budynków. Dzisiaj miasteczko prezentuje się fantastycznie.
![]() |
Dodaj podpis |
![]() |
Dodaj podpis |
Opuszczamy z żalem to idylliczne miejsce.
Wracając do portu zjeżdżamy do małej zatoki. Szokiem jest wybetonowana keja.
Jest tu za płytko na wpłynięcie jachtów. Poza tym zatoka otoczona jest, pod wodą, skałami. Wylanie takiej ilości betonu dla kąpiących się turystów wydaje się nam bez sensu. Wokół kei straszą opuszczone, przed laty, budynki. Dopełnieniem brzydoty, tego miejsca, jest czarne nadbrzeże. Całe szczęście, w Grecji, jest mało tak nieurokliwych miejsc.Wracamy po południu do mariny i obieramy kurs na Symi.