Dziś ledwo wstaliśmy. Wszystko nas bolało!
Pogoda od samego rana była słoneczna. Pożegnaliśmy gospodarzy z " Krainy Czarów". Naszą pieszą wędrówkę rozpoczęliśmy w Kamionku Wielkim torami nieczynnej kolejki.
Mimo zmęczenia początkowo było bardzo przyjemnie.
Wiał lekki wietrzyk, a z nasypu rozciągały się niezwykle krajobrazy.
Niektórzy wskakiwali w gęste zarośla z pokrzywami poszukując kwatery gen. Lammersa. Reszta oczekiwała odpoczywając na torach lub pobliskiej drodze.
W południe żar lał się z nieba, a my wciąż szliśmy po czarnych kamieniach wysypanych na torach. Pies wyraźnie miał dosyć. We wsi Doba znaleźliśmy sklepik. Taki upał nie sprowokował właścicielki do włączenia lodówek, w których stały napoje! Sprzedaż ciepłego piwa, w upalne dni, jest zwykłym znęcaniem się i powinno być karane!
Po odpoczynku na trawie ruszyliśmy do Kamionek.
W pewnym momencie sunia odmówiła dalszego marszu i położyła się przy drodze.
Cóż było robić? Basia wzięła osiemnastokilogramowego futraka na plecy i ruszyła w dalej.
Zmiennikiem Basi był Grzesiek.
Ostatnie 2 km przejechałyśmy z psem samochodem ( kierowca nie wziął od nas zapłaty!).
W Kamionkach znaleźliśmy się w kolejnym wspaniałym miejscu. Pokoje były starannie urządzone.
Wieczorem, po przejściu 30 km, dotarła reszta grupy. Kolejny raz zjedliśmy wspaniały obiad, po którym zalegliśmy w ogrodzie.
Po 2 godzinach spania dołączył do nas pies, który powalił się,po swoim posiłku na trawie.
To był dłuuugi dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz