środa, 15 marca 2017

Dzień pełen emocji. (Bali)


Uzbrojone po zęby w aparaty fotograficzne i kamery odwiedziłyśmy święty małpi gaj w Ubud- Mandala Suci Wenara Nana. 
Wchodząc na teren małp musiałyśmy zostawić wszystkie graty- nawet czapki i okulary.
Żyje tu kilkaset makaków w kilku rywalizujących klanach. Są wytrawnymi złodziejami. 
Na terenie ogrodu można kupić banany dla szalonych mieszkańców.
Przy wejściu powitała nas pierwsza rodzinka sympatycznych makaków. 
Ujawnił się również pierwszy złodziejaszek.
Po kilkunastu metrach zobaczyliśmy następne. 


Spory samiec ochoczo wskoczył na Ani głowę i ani myślał schodzić póki nie dostał banana. 
Za chwilę ja miałam licznych towarzyszy chcących otrzymać banany. 
        Fot. B. Baran

Błyskawicznie straciłam spinkę do włosów w kształcie kwiatka. Moje powiewające luźne spodnie były prawdziwą małpią sensacją. Futrzaki co chwilę szarpały nogawki usiłując wejść do środka. Traciłam cierpliwość kiedy zaczynały szarpać zębami. 
        Fot. B. Baran

Małpi fotograf usiłował zaopatrzyć się w mój aparat. Niestety musiałam mu odmówić. 
       Fot. B. Baran

Nieomalże siłą wyciągnięto mnie  z małpiego g(r)aju.
Bali czekało, więc musiałyśmy dalej jechać. 
Zatrzymałyśmy się, aby zobaczyć pracę balijskich rzeźbiarzy. 
Misterne  prace są rzeźbione w różnych gatunkach drewna. 
Wykonanie najbardziej wyrafinowanych rzeźb zajmuje nieraz kilka lat.
                                 
                              Praca nad tą rzeźbą trwała 2 lata! Cena 45000 USD.

Tutaj część z nas zrobiła zakupy dla rodzin i przyjaciół.
 Następnie odwiedziłyśmy tropikalną plantację. Nasz przewodnik Win cierpliwie pokazywał nam jak rosną dziesiątki różnych przypraw. 
Zobaczyłyśmy różnicę między kawą robusto i arabicą.
Poznałyśmy tajniki palenia kawy.
Na końcu czekała nas absolutna wisienka na torcie. W miejscu degustacji napojów i kaw łazikowały luwaki. 
                                   
To dzięki tym uroczym zwierzakom świat zachwyca się najdroższą kawą świata!

Produkcja kawy odbywa się przez przewód pokarmowy luwaków!
Nie możemy oczywiście nie zamówić tego słynnego napitku! (cena filiżanki 50000 rupi)
Wreszcie przychodzi czas na sferę duchowną i odwiedzamy sanktuarium z bijącym źródłem świętej wody, które powstało w X wieku - Pura  Tirta Empul.
Balijczycy przybywają do tego miejsca aby się modlić i zabrać ze sobą świętą wodę. 
Jestem wzruszona widząc przybywające tu całe rodziny. 
Niestety turyści z całego świata zachowują się głośno i lekceważąco ( dotyczy to głównie białych turystów). 
Spacerujemy po tym niezwykłym miejscu. 
Na głównym placu jest sporo zwiedzajądzych.
Wracamy pozytywnie zakręcone do Sanur. 
Po drodze mijamy cudowne pola ryżowe w Tegallalang.
Wieczorem, na plaży w Sanur, czeka nas urocza kolacja. Jesteśmy zachwycone, a jutro mamy kolejne wyzwania..

poniedziałek, 13 marca 2017

Tulamben. Nurki na wraku Liberty Shipwrek. (Bali)


Po śniadaniu wyruszamy w fantastycznych humorach.
W kołach wehikułu Magdy jest mało powietrza , więc zatrzymujemy się przy "autoryzowanym" punkcie nabijania opon. 
Przez właścicielkę pojazdu zostajemy poinformowani, że trzeba uzupełnić powietrze w kołach do 5,5 atmosfery. Właściciel, na tę informację, wywraca oczami na lewą stronę i pompuje na tzw oko.
Uspokojeni jego fachowością pakujemy koła do samochodu i żegnamy sympatyczną rodzinkę gumiarzy.
O 9 pojawiamy się w bazie nurkowej w Tulamben. 
Jesteśmy zdziwione, że w bazie ciężki sprzęt noszą drobne kobiety!
Jest tutaj sporo schodów do pokonania, ale nie mamy z tym problemu bo Magda razem z wózkiem jest zniesiona jak księżniczka. 
Szybko ogarniamy sprzęt nurkowy i z brzegu wchodzimy na nasze nurkowania. 
Nachylenie nabrzeża szybko opada i naszym oczom ukazuje się ok. 100 metrowy wrak, przełamany na trzy części, który zatonął w 1942 roku. Liberty leży na głębokości od 7 do 30 metrów. Przez prawie 80 lat stał się niemal naturalną rafą.
 Żyje tu wiele gatunków pięknych ryb. 
Urzekają nas urodą gorgonie, koralowce i gąbki. 

Na 27 metrach spotykamy żółwia, który kompletnie nie zwraca na nas uwagi. 
Przewodniczka znajduje clinic station, gdzie ciężką pracę czyszczenia rybek wykonują krewetki. Kiedy kładziemy dłoń na podłoże, pracowite skorupiaki błyskawicznie wskakują na nią i rozpoczynają pracę czyścicieli!
Na jednym z nurkowań przestaje świecić moja lampa. Robienie zdjęć jest znacznie utrudnione. Jestem lekko wściekła. 
Robię wszystko aby ujęcia były udane:))
 
Po południu odpoczywamy w bazie jedząc lunch i delektując się widokiem spokojnej tafli Morza Balijskiego. 
Tak można świat doganiać..

niedziela, 12 marca 2017

Pierwsze nurki. ( Bali )

O 7.30 zjadłyśmy śniadanie, przy basenie, rozkoszując się ciepłem i słońcem. 
Busik przyjechał po nas o 8.00. Naszym opiekunem okazało się centrum nurkowe Diving Indo, którego właścicielem jest szalony Polak. 
Zapakowałyśmy graty i pojechaliśmy do Padangbai. Naszym oczom ukazała się piękna plaża. Na wodzie tańczyły niezwykłe, kolorowe łodzie. 
Jedna z nich była naszą łódką nurkową. 
Po ubraniu pianek i zapakowaniu bambetli wyruszyliśmy na nasze nurki. 
Nasze instruktorki Anie ustaliły plan działania.
Rafami, na których spędziliśmy dzień były:Blue Lagoon i White Sand Beach.
Rafy były niebrzydkie, choć nie powalające, ale ile tam było zwierząt, które są marzeniem każdego nurka!
Po kilku minutach na piasku ukazał nam się konik morski, któremu bujnej grzywy mógł pozazdrościć nie jeden rumak. 
Przepłynęłyśmy chwilę i przewodniczka znalazła frogfish'a!
Po kilku metrach ukazał się następny!
Na piasku wylegiwał się spory crocodile fish. 
I choć wydaje się to niemożliwym tego dnia zobaczyliśmy kilka mątw.
Prawdziwą wisienką na torcie był leaffish.
Pływający wokół nas rekin nie był tego dnia największą sensacją. 
Nurki przy temperaturze wody +32 stopnie były fantastyczne. 
Przy plaży czekał na nas posiłek, gdzie miałyśmy możliwość  skorzystać z maleńkich, kolorowo pomalowanych toalet i pryszniców jak dla Hobbitów.
Mocnym uderzeniem rozpoczęłyśmy pierwszy dzień nurkowy. Oby tak dalej!

czwartek, 9 marca 2017

Kobiecy 8 marca na Bali.


8 marca był sobie ot takim zwykłym dniem. Wstałyśmy o 9 i poszłyśmy na śniadanie.
Następnie spędziłyśmy godzinę na basenie i poszłyśmy na masaże. (Znowu przypomniałam sobie, że w tych rejonach masaże są najlepsze na świecie!)
O 13 przyjechał bus i zabrał nasze babskie towarzystwo w nieznane. Wysiadłyśmy przy ruchliwej ulicy i weszłyśmy do dziwnego pomieszczenia.
                                       
Przywitały nas uśmiechnięte, balijskie kobiety. 
Okazało się, że czekała nas profesjonalna sesja fotograficzna w tradycyjnych balijskich, kobiecych strojach!
Po kilkunastu minutach przygotowania ruszyły pełną parą. Najpierw ubrano nas w wiele warstw stroju ( w tym klimacie nosić coś takiego to zwykle bohaterstwo). Następnie rozpoczęło się długie misterium makijażu i strojenia głowy. 
Wreszcie, kiedy byłyśmy gotowe mogłyśmy przejść do studia fotograficznego. 
Samo przejście w krępujących sukniach było nie lada wyzwaniem. 
A pozowanie okazało się prawdziwą walką o przeżycie. Nasze wizażystki, z pełną determinacją, usiłowały nas ustawić w tradycyjnych pozach. 
                               
W tym kraju każdy gest niesie ze sobą odpowiedni komunikat. 
                               
My byłyśmy mistrzyniami nietaktu. Co chwila Balijki wybuchały śmiechem lub skonfundowane podbiegały do nas i szybko zmieniały nam układ rąk. (Fotograf cichaczem rwał włosy z głowy.)
Bez problemu zapozowałyśmy z nurkową okejką:)) Teraz pozostało czekać na zdjęcia od profesjonalisty.
                                
Po skończonej sesji oddałyśmy stroje, ale nie dałyśmy zmyć makijażu. 
       Fot. A. Rocka
Tak udałyśmy się do busa, który zawiózł nas do następnej niespodzianki,  którą się okazało ekskluzywne spa. 
Miny zaskoczenia pracowników, widzących jak wchodzimy do basenów, były bezcenne! 
Części z nas udało się zachować makijaże, a niektórym nie.. 
Na koniec czekała na nas kolacja w tradycyjnej balijskiej restauracji z fantastycznym jedzeniem. Biali klienci z lekkim zdziwieniem patrzyli na te z nas, które zachowały makijaż. Bawiłyśmy tym elementem zaskoczenia wyśmienicie!
W końcu przyszedł czas na powrót do hotelu gdzie rozbawione zaległyśmy spać po ot takim zwykłym 8 marca na Bali..


poniedziałek, 6 marca 2017

W drodze na Bali


Weekend spędziliśmy we wspaniałym Hotelu Bonifacio. Było bajecznie. W niedzielę wieczorem pojawiliśmy się w domu i tu dopadła mnie lekka panika. W poniedziałek wylatuję na Bali!!!! Pakowanie rozpoczęłam od gromadzenia nurkowych akcesoriów. 
Nieskoordynowanemu, mojemu zachowaniu przyglądała się kotka. 
                                    
Nie wiem czy udało się wszystko zabrać, ale to już nie ma znaczenia!  W tej chwili sama podróżuję na Bali gdzie spotkam się z babską grupą niezłych wariatek. Ahoj damska przygodo!

czwartek, 2 marca 2017

"La La Land"


Film charakteryzuje się nieskomplikowaną akcją z nieskomplikowaną historią miłosną, która napędza bohaterów do realizowania marzeń. 
                 Źródło : "Newsweek"
Samorealizacja w show-biznesie często wymaga wyrzeczeń. Bohaterowie: Mia (Emma Stone) i Sebastian (Ryan Gosling) nie zgadzają się na ustępstwa. Ich miłość i wzajemne wsparcie nie pozwalają im na rezygnację z obranego celu. 
Damien Chazell bardzo sprawnie zrealizował swój musical. Damska część widowni na ogół zachwyca się filmem, męska natomiast zwyczajnie się nudzi. Muzyka ( szczególnie tradycyjny jazz) jest powodem, dla którego mężczyźni pozostają u boku pań na widowni. 
Musical jest gatunkiem bardzo specyficznym i nie wszyscy są jego pasjonatami. Ja uwielbiam muzyczne filmy, niemniej jestem trochę zaskoczona falą nagród na festiwalach i ilością nominacji do Oskarów. 
Pomyłkowe ogłoszenie , najlepszym filmem, na gali oskarowej było nieprawdopodobnie przykre dla całej ekipy " La La  Land". No cóż tak bywa, nie mniej powodów do radości mieli też sporo...