niedziela, 3 września 2017

Hydra- niezmiennie piękna


Z Dokos na Hydrę mamy żabi skok. Wypływamy po dziesiątej aby mieć szansę na miejsce bezpośrednio przy kei. 
Wieje piątka.
Zawijamy do naturalnego portu w Hydrze.
 Każda wpływająca jednostka odgrywa tutaj swoją życiową rolę, która zawsze jest przychylnie przyjmowana przez kamienice rozstawione niczym widownia w amfiteatrze.
Dla potężnej Ateny nie bardzo jest miejsce przy kei. Decydujemy się zacumować w następnym rzędzie. Widząc nasze starania jeden ze skiperów zarządza przegrupowanie łódek i wsuwamy się dosłownie na szpilkę. Odbijacze głucho stękają.
Po nas wpływają następni, którzy muszą cumy zarzucać na dzioby stojących już jachtów. 
Wreszcie załoga wylega na ląd. Miasteczko jest cudem architektonicznym- szczególnie kamienne rezydencje zwane archontiká.
Absolutnym dla mnie symbolem wyspy są osiołki. 
Stoją godzinami w pełnym słońcu. Niektóre wykorzystują każdą szansę na cień.
              Fot. C. Nazaruk

Chyba wytchnieniem dla nich jest praca. Kiedy targają towary lub ludzi mogą wreszcie zejść z palącego słońca.
Bywa, że są szczęśliwe.
                 Fot. C. Nazaruk

W miasteczku rządzą koty.
                                     
 Nie boją się ludzi i są wszechobecne.
Spotykamy je na każdym kroku. 
Najważniejszą osobą w porcie jest znany wszystkim żeglarzom mężczyzna z wielką brodą. 
Niegdyś bezdomny, dziś z wielką werwą zarządzający ruchem w basenie portowym.
Na Hydrze każdy może znaleźć coś dla siebie. 
Tłoczne nabrzeże z kafejkami i sklepami.
Urocze zakątki z tawernami, w których siedzą Grecy.
Warto zaglądać do uchylonych drzwi. 
Można zobaczyć wtedy życie prostych Greków lub wykwintnie odrestaurowane pomieszczenia.
Przed wieczorem wybieramy się załogą na górę do monastyru.
Mijamy nocny "parking" dla osiołków. 
Maszerujemy w cieniu drzew. 
Wreszcie docieramy do celu.
Panuje tu absolutny spokój. Gdzieniegdzie widać medytujących mnichów. 
W maleńkim pomieszczeniu można, jak zawsze,  zakupić przetwory i krzyżyki własnej produkcji. Nowością jest piwo w lodówce. Nikt oczywiście nie kontroluje zakupów. Należy przeczytać cenę na produkcie i wrzucić pieniążki do skrzynki! 
Czekamy na zachód słońca jedząc tutejsze sery i zapijając piwem.
Niestety musimy opuścić to niezwykle miejsce.
Wracając podziwiamy widok oświetlonego miasta. 
Oczywiście witają nas koty.
                                    
Rano opuszczenie Hydry nie jest prostym zadaniem. Aby odbić od kei musimy pokonać dwa rzędy documowanych łódek. 
Jak zawsze z żalem odpływam z tego miejsca z nadzieją powrotu..

sobota, 2 września 2017

Żeglarski żywot w Grecji


Ok. 19.30 dopływamy do Vathi na półwyspie Methana. 
Niestety w tej uroczej, zacisznej zatoczce, z knajpeczką, nie ma dla nas miejsca! 
Nie załamujemy rąk i kierujemy się na Poros.  
               Fot. D. Solińska- Przybysz

Pod wieczór pięknie wieje. 
Delektujemy się widokami zachodzącego słońca.

Nocą wpływamy do Poros.
Trochę czasu zajmuje nam znalezienie miejsca gdzie możemy zacumować szesnastometrową Ateną. 
Miasto wita nas pokazem sztucznych ogni.

Po kolacji wspinamy się na górę przy kamiennym zegarze. Widok nocą z góry jest niesamowity. 
O 7 rano zaczyna padać deszcz. Śpimy dalej przy usypiającym szumie. Przed ósmą budzi nas załoga, która usiłuje opuścić port. Niestety ich kotwica znajduje się pod naszą łódką. Błyskawicznie się ogarniamy i odbijamy od kei. 
Ponieważ zaczyna świecić słońce decydujemy się wykorzystać przypadkową ranną pobudkę i opuszczamy Poros.
Płyniemy na Dokos. Dorota prowadzi łódkę, a wachta szykuje śniadanie.
Przed południem cumujemy w romantycznej zatoczce. 
Jesteśmy jedyną łódką.
Dzień spędzamy rozkoszując się cudowną wodą i słońcem. 

Późnym popołudniem dzielni ochotnicy wspinają się na szczyt aby z góry zobaczyć zachód słońca. 
Idąc zachłystujemy się przepięknymi widokami.
Atena, w zatoce, wygląda zachwycająco.
Zachód słońca jest iście spektakularny! 
Podoba nam nawet bardziej niż na Sounion! 
Dodatkowo nie płacimy tutaj za wstęp 8€ i jesteśmy tylko my i słońce! 
Siedzimy jak sroki na skałce i jesteśmy zauroczeni.
O zmierzchu rozpoczynamy powrót na łódkę.
Mijamy szkielet kozy, który w dziewczynach budzi odrazę.
Przed nocą docieramy na łódkę aby resztę wieczoru spędzić przy winie i serach i gadkach o niczym i o wszystkim
.