sobota, 20 lipca 2013

Prace przymusowe


Większość z nas rwie się do samodzielnego wykonywania wszelkich prac gospodarskich żyjąc w świętym przekonaniu, że zrobi je najlepiej. Moja rodzina niestety należy do tego gatunku. W tym tygodniu Wojtek postanowił zrobić porządek na dachu z antenami.

                                         



Ja oczywiście powędrowałam za nim. Moja pomoc okazała się porażką, bo wyrządziłam więcej szkód niż
napraw.




                                                                     

Za to widok z naszego dachu był niesamowity. 









My zresztą, dla sąsiadów, też wyglądaliśmy szokująco (diagnoza o naszej " nienormalności" została wydana już dużo wcześniej). 





Kominiarz to ma fajne życie!



















czwartek, 18 lipca 2013

Nuda nie ma szans


Przerażeni, że weekend się skończył postanowiliśmy tak łatwo się nie poddawać. Spotkaliśmy się ze znajomymi aby pograć w bilarda na świeżym powietrzu.
Wczesny wieczór przerodził się w póżny i było bardzo przyjemnie.
Pojedynek faceci contra kobiety był bardzo wyrównany. Niestety przegrałyśmy i trzeba będzie się odegrać...





wtorek, 16 lipca 2013

Z osami nie mieliśmy szans..


Na działce popsuła nam się polewaczka i strumień wody dzielnie podlewał nam, przez 3 miesiące, ścianę domku zamiast trawy. Ponieważ woda ma tam dużą zawartość żelaza ściana wyglądała jakby na nią swoje potrzeby załatwiał gigantyczny słoń. Nie mogliśmy dalej udawać, że nie zauważamy usmarowanej elewacji po pierwsze piętro na sraczkowaty kolor. W końcu rodzina zmusiła się do wytężonej pracy. Polewaczka została wymieniona i bez problemu pomalowano parterową część ściany.
Następnego dnia z samego rana ( o 10) inżynieryjna myśl techniczna połączyła dwie drabiny. Konstrukcja oparta o dach lekko zatrzęsła blachą.

                                            

Z pewnością było to istnym tsunami dla os, ( nie mieliśmy o nich zielonego pojęcia) które umiejscowiły swój rój pod dachem. Nieźle zaniepokojone zaczęły atakować drabinę. Wtedy pomysłowy Wojtek stwierdził, że drabinę zostawi na dachu, a część ścianek pomaluje z górnego okna ( czyż to nie był genialny pomysł!). Popędził na górę i ochoczo zabrał się do pracy. Osy początkowo skupiły swoją uwagę na pędzlu i tacce z farbą. Mieliśmy namacalny dowód, że umysł i pomysłowość ludzka jest potęgą! Niestety trwało to krótką chwilę. Po paru minutach owady w żółto-czarnych piżamkach zorientowały się, że to nie pędzel jest ich wrogiem i gryźć należy zupełnie inny cel. Wykonując kilka salt w powietrzu przeformowały oddział i zaatakowały Wojtka niczym Dywizjon 303! Cwany malarz wykonując dziwny taniec, szybko ewakuował się z wrzaskiem zamykając okno.
Teraz mieliśmy poważny problem bo wściekła królowa wydała rozkaz ataku, wysyłając na nas eskadry bombowców i myśliwców.
Schroniwszy się w domu wezwaliśmy telefonicznie pomoc. Przyjechała fachowa ekipa, która poruszając się bardzo powoli ( nie biegali jak my) spryskała rój. (Przy okazji dostało się również pająkom, których nie znosi nasza córka.)









Mamy nadzieję, że teraz spokojnie skończymy przymusowe prace i znowu poganiamy sobie za światem na wake'u i nartach wodnych!











piątek, 12 lipca 2013

Ciągle,w ruchu


Uwielbiamy naszą działkę. Nie pamiętam kiedy tam ostatnio leżałam i się opalałam. Jak na nas przystało nie możemy usiedzieć na miejscu.
Tym razem szaleliśmy na wake'u i nartach wodnych. I tu trzeba przyznać, że część kobieca nie ustępowała części męskiej.
Po kilkudniowych upałach woda w Jeziorze Zegrzyńskim była nieprawdopodobmie ciepła.
Nie.wierzyłam panom, ale kiedy sama znalazłam się w wodzie nie odczułam początkowego chłodu. Pierwsze pływanie na nartach w tym roku pokazało, że długa przerwa wymaga treningu. I tak trzeba będzie zrobić, bo przecież mamy lato i wreszcie upalną pogodę. Nie narzekajmy na upał tylko cieszmy się bo czas biegnie szybko.










wtorek, 9 lipca 2013

Żeglowanie - dla kogo, a dla kogo nie....


Żeglowanie po większych akwenach, wbrew wszelkim obawom, jest dla wszystkich.
Za jacht jest odpowiedzialny kapitan i oczywiście jest w stanie samodzielnie prowadzić łódkę. Na szczęście dla sporej grupy osób prawdziwy fun to uczestniczenie w żeglarstwie.




Pomijam fakt, że zwyczajnie jest dobrze wiedzieć co się dzieje na łódce podczas dużej fali czy silnego wiatru. Bierne uczestnictwo z rozdziawioną gębą czy przerażonymi, nic nierozumiejącymi oczami jest mniej zabawne.
Chorobę morską też można okiełznać. Mamy cudowne tabletki, ( nie chodzi o viagrę) po których jesteśmy rześcy i skorzy do baletów.
Nawet na luksusowych jachtach załoga jest 24h/dobę razem. To wymaga wyluzowania i nie zwracania uwagi na masę rzeczy ( nawet jeżeli wkurzają na "maxa"). Doświadczenie uczy, że lepiej jest coś olać i dalej świetnie się bawić.
Łódka jest bardzo akustyczna więc nie bardzo można wyżywać się w głośnym seksie!
Należę do tych jednostek, które mają wrażliwy sen. Chrapanie budzi we mnie mordercze instynkty i mogę wtedy zabić ( kilka razy rozważałam możliwość uduszenia kogoś poduszką). W związku z tym zawsze mam ze sobą dobre zatyczki do uszu, które pomagają mi spać.
Podczas płynięcia ( jeżeli warunki pogodowe na to pozwalają) część z nas absolutnie w mistrzowski sposób umie wykorzystać każde miejsce na sen.

                                        







I                                        

                                              



Inni opanowali pranie i wieszanie ( co przy przechyłach nie jest proste).




Jeżeli lubimy spędzać wakacje w grupie to nie jest dla nas problemem podporządkowanie się gdzie i co będziemy jeść.
Chwile spędzane w romantycznych zatoczkach gdzie nie ma dojścia z lądu- bezcenne.




Poza tym trzeba mieć końskie zdrowie aby mieć siłę rżeć ze śmiechu cały czas.
Jedyną rzeczą, z którą nie można dyskutować to zdanie kapitana w kwestii żeglowania. Możemy zmienić samego kapitana, ale nie jego decyzje szczególnie jak wieje silny wiatr.


Podejmowanie ważkich decyzji wymaga odpowiedniej oprawy..

Muszę to chyba uwielbiać albo kochać swojego męża skoro tak "się męczę" na tych wyjazdach....






















piątek, 5 lipca 2013

Cudowne urodziny z rodziną


Z wielką przyjemnością i kameralnie obchodziłam wczoraj swoje urodziny.
Starsza córka z narzeczonym przygotowali muszle z czosnkiem w białym winie. A młodsza z chłopakiem pomagali przy pozostałej części kolacji.
Przy zbiorowej pracy, w kuchni panował absolutny rozgardiasz! Po półtorej godzinie zasiedliśmy do wspólnej kolacji.



Muszle jak zawsze były fantastyczne i zjadłam ich chyba tonę.
Konsumpcja szampana z truskawkami nastąpiła na naszej pływającej skorupce.



Po czym  wciągnęliśmy tort w kształcie starego lnianego worka.



Babeczki z truskawkami dobiły mnie absolutnie. Przeżarcie znacznie utrudniło dotarcie łóżka.









czwartek, 4 lipca 2013

Przygotowana na wszystko


Urocza Marzena była z nami w Grecji pierwszy raz w życiu na żaglach! Starała się przygotować jak najlepiej umiała. Posiłkowała,się nawet inernetem gdzie na forum dobre ludki poradziły jej co należy zabrać ze sobą do Grecji.
Każde dziecko w Europie wie, że Grecja to zimny i niegościnny kraj ( dlatego żegluję tam od 15 lat). Traktując poważnie porady myślących inaczej zabrała ze sobą kurtkę narciarską, wełniane rękawiczki, filcową czapkę z nausznikami, niezliczone ilości kurtek polarowych, bluz z długimi rękawami, ciepłych spodni i pelerynę! Gdzieś zapodziały jej się buty trekkingowe i nie mogła ich zabrać czym przed samym wylotem była bardzo zmartwiona. I całe szczęście, bo miała na lotnisku (bez tych butów) duży nadbagaż. Posiłkowała się wolną przestrzenią w torbie koleżanki, która nie wiedząc czemu nie zabrała zimowych ciuchów!
Przez cały wyjazd śmiała się z siebie i na koniec odstawiła nam rewię mody, jakiej z pewnością Grecja nie miała szansy oglądać na swoich wybiegach!
Mam nadzieję, że zgodnie z obietnicą wyprostuje opinie doradców z forum.
Drżyjcie ten kto jej podpadnie!














wtorek, 2 lipca 2013

Zawsze musi nastać koniec


Nastał nieuchronny koniec naszego rejsu. Zaczęliśmy rejs przy wyspie Scorpios i spędziliśmy tam ostatni dzień gdzie załoga rozegrała mecz piłki wodnej.

Kobiety przeciwko facetom

Panowie wygrali 3:2, ale trzeba przyznać, że Agnieszka, Magda, Małgosia i Ania walczyły jak lwice.

Prawdziwa radość


Mistrzowska zagrywka Agnieszki
Walka na śmierć i życie!

Żałowałam bardzo, że z powodu ran odniesionych na skuterze nie mogłam uczestniczyć w tej walce.Wokół walczącej o punkty załogi pływała już samodzielnie Marzena!
Na szczęście pozostała mi "na otarcie łez" możliwość wykonania skoku z trapu do wody.

                                           


                                           

Po południu ruszyliśmy w kierunku Lefkady.

fot. H. Cholewiński
                                         
 Po godzinie zaczęło fajnie wiać i pożegnaliśmy Morze Jońskie w żeglarskim stylu.

fot. H. Cholewiński





                                  

Po zacumowaniu łódki "tylko" pozostało nam wstać o 5 rano, jechać 5 godz do Aten, potem godzinę na lotnisko i po 12 godz "już" byliśmy w Warszawie. Część załogi musiała kontynuować podróż do innych miast w Polsce.
Rejs minął nam błyskawicznie. Niestety tak już jest, że miłe chwile szybko się kończą, a to co złe ciągnie się jak guma do żucia...