poniedziałek, 14 marca 2016

Nieoczekiwanie otworzyliśmy sezon grillowy!


Na wczorajszą niedzielę zaplanowaliśmy trekking z psami, nad jeziorem Zegrzyńskim. Po trekkingu mieliśmy iść na obiad do pobliskiej knajpki. Kiedy zajechaliśmy na działkę okazało się, że słoneczna pogoda jest wyrafinowanym oszustwem. Wiał silny, lodowaty wiatr. Wyjście poza osłoniętą od wiatru przestrzeń kończyło się natychmiastowym powrotem na taras. Psom co prawda kompletnie to nie przeszkadzało i tarmosiły się na trawie. 
My natomiast wpadliśmy na genialny pomysł. Skoro już przywieźliśmy nowy sagan na ognisko to można go wypróbować! (Przebywanie w słonecznym zaciszu, przy ognisku z bulgoczącą grochówką, miało niesłychaną przewagę nad zimnym i wietrznym trekkingiem!)
Męska część zajęła się rozpalaniem ogniska, a damska zakupiła w pobliskim sklepie potrzebne ingrediencje na niespodziewanego grilla.
                       
 Psy, w tym czasie, niezmiennie wariowały na placu. 

Błyskawicznie spałaszowaliśmy pieczone kiełbasy, kaszankę, ogórki i pomidory, a zakupiona grochówka okazała się rewelacją! 
Akurat jak wszystko wymietliśmy ustał wiatr i można było się przejść. Nad Zegrzem mieliśmy nieoczekiwane spotkanie z dronem.
Dobrze, że właściciel latającego cuda wykazał się refleksem. Była duża szansa obgryzienia go przez naszą sunię, a wtedy musielibyśmy poczynić konieczne rozliczenia finansowe....
                            
    ( Tutaj widać atak Demi na dziwnie brzęczący nad nią przedmiot)

Wieczór zrobił się piękny, aż żal było wsiadać do samochodów.
W drodze powrotnej, po kilku minutach, słychać było sapanie śpiących psów. 
I tak w pierwszej połowie marca rozpoczęliśmy wiosenne grillowanie. A co tam!

środa, 2 marca 2016

"Sen nocy letniej" w Teatrze Wielkim

                                           
                              
"Sen nocy letniej Williama Shakespeare'a w opracowaniu Johna Neumeiera dopiero po 35 latach po premierze doczekał się polskiego wykonania. Wcześniej wystawiany był na macierzystej scenie choreografa w Hamburgu, ale również w Paryżu i Wiedniu, gdzie odnosił liczne sukcesy. Co istotne przy okazji promocji spektaklu w Warszawie, szczególny nacisk kładziono na wyjątkowość adaptacji jako nietuzinkowej oraz nowoczesnej. Być może ponad ćwierć wieku temu opinia, jakoby Sen nocy letniej Neumaiera wybijał się oryginalnością, miała rację bytu, jednak z dzisiejszej perspektywy takie stwierdzenia wydają się nieco przesadzone." ( Źródło: meakulatura.pl )
 Taka opinia nie powinna zniechęcić do obejrzenia spektaklu. 
Minęły trzy lata od polskiej premiery, a balet Johna Neumera wg Williama Szekspira cieszy się cały czas popularnością.
Z wielką niecierpliwością ( jak zawsze w takiej chwili) czekałam na podniesienie kurtyny. I nie rozczarowałam się. Sposób ukazania różnych światów : realnego i baśniowego, różnych stylów tańca: baletu klasycznego i tańca nowoczesnego zachwycił mnie absolutnie. 
                Źródło: culture.pl
                    Źródło: culture.pl
Różnorodność podkreślały różne muzyczne style. 
Tak więc wszystkie recenzje ( te pozytywne i te mniej ) traktujmy z przymróżeniem oka. Nie ma to jak samemu wyrobić swoją własną opinię! 

wtorek, 16 lutego 2016

Topolina- zwykła i niezwykła


Zostaliśmy zaproszeni, przez naszych przyjaciół, do Topoliny. Miejscowość znajduje się w powiecie legionowskim i ma "aż" 10 ulic. Mała wieś z mieszkańcami o wielkim sercu. Tutaj gospodarze zaplanowali spotkanie załóg będących na naszym karaibskim rejsie. Oprócz żeglarzy przybyli osobnicy nie biorący udziału w żeglowaniu i dwa psy. Przywitanie zaczęliśmy od niezłej zadymy albowiem Brus na przywitanie wygryzł naszej suczce kupę sierści z tylnej części ciała. 
Spotkanie rozpoczęliśmy trekkingiem.

            ( Demi jest ciężko pokonać....)

                        
                            ( Brus z miną niewiniątka...)

Okolice ( nie pierwszy zresztą raz) zachwyciły nas absolutnie. 
         ( Artystyczna praca bobrów!)

Szkoda tylko, że dzień był pochmurny. 
Mieliśmy nawet spotkanie z kangurem! 
Przed zmierzchem wróciliśmy gdzie czekało na nas pyszne żarcie, pokaz zdjęć z naszego wyjazdu i muzyka. Wieczorem dojechała reszta załóg.
Jeżeli ktoś sądził, że następnego dnia będziemy wylegiwać się w łóżkach to był w błędzie! Niedzielny ranek przywitał nas piękną pogodą. 
                       
 O 11 znów wyruszyliśmy. 
Tym razem podziwialiśmy pięćdziesięcioletnią zaporę w Dębem. 
Płynąca tu Narew była (tego dnia ) rwąca i niebezpieczna.
Ale jakoś daliśmy radę... 
Do Warszawy wróciliśmy zachwyceni naszym spotkaniem z przyjaciółmi, które odbyło się nie tylko przy biesiadnym stole!




niedziela, 7 lutego 2016

Hu, hu, ha- nasza zima zła!


Nie bardzo rozumiem radości ludzi, kiedy zima nie okrywa przyrody białym płaszczem. Dla mnie to masakra żyć od listopada do marca w burych kolorach. Przedkładać deszcz i błoto nad śniegiem i optymistyczną bielą?! Absolutnie niezrozumiałe! 
Ostatnia zima, do tej pory, królowała bardzo krótko. 
Półtoratygodnia temu postanowiliśmy wykorzystać najście zimy i poszliśmy na łyżwy, na nasze jeziorko. Mróz trzymał od dłuższego czasu i warstwa lodu miała ponad 30 cm. Dwie godziny zajęło nam przygotowanie tafli do łyżwiarskich wyczynów. 
Ale było warto! 
Pies oszalał z radości. 
Okazało się, że śnieg jest lekki i puszysty. 
Dzięki temu mogliśmy jeździć po całym jeziorze! Było fantastycznie. Zaplanowaliśmy nawet za tydzień wspólne łyżwy i biesiadę na jeziorze.
Niestety po trzech dniach przyszła odwilż, a temperatura podskoczyła do +12 stopni! 
Cóż było robić... Skoro przyszła wiosenna aura pojechaliśmy grupą do Mazowieckiego Parku Krajobrazowego na trekking. 
Szliśmy wzdłuż wijącej się Mieni i było super! 
Kocham te nasze niespodziewane małe podróże! 

poniedziałek, 1 lutego 2016

Kopenhaga w pigułce


Rano obudził nas wspaniały widok z naszego pokoju w hotelu na barce. 
Pogoda znacznie się poprawiła więc przed wyjazdem do Polski postanowiliśmy " oblecieć" część stolicy Danii. Zaczęliśmy wędrować po wyspie Christianshavn.
Mijaliśmy ładne zabudowania znajdujące się bezpośrednio nad kanałem. 
Zacumowano tu na zimę wiele żaglówek i motorówek. 
Niepokojącym jest fakt, że rzadko kto okrył jachty jakąkolwiek plandeką.
W związku z tym większość łódek jest pokryta buro-zielonym mchem i szaro-czarnym grzybem. Dla nas żeglarzy jest to bardzo przykry widok. 
   Architektura duńska charakteryzuje się dużym umiarem. Umiejętnie połączono teraźniejszość z przeszłością. 
Doszliśmy do mini przystani gdzie cumują barki pasażerskie. 
Poinformowano nas, że bilet możemy kupić na barce.
Na pokładzie spotyka nas niespodzianka: nie można zapłacić kartą, a my nie mamy duńskich koron! Po krótkiej chwili konsternacji pan oficer uśmiecha się do nas szeroko i prosi abyśmy (za darmowe przepłynięcie) małej syrence kupili lody! 
W doskonałych humorach przepłynęliśmy na drugi brzeg. 
Po czym skierowaliśmy swoje kroki do małej syrenki - symbolu Kopenhagi. 
                            
     Wzruszyłam się widząc bohaterkę z baśni Jana Christiana Andersena. Romantyczna postać syreny przycupnęła nieśmiało na kamieniu. 
Nie rozumiem żalu ludzi, że syrenka jest mała i na zwykłym kamieniu... A jaka powinna być?! Może wielkości Warszawskiej Syreny, która niewiele swoją posturą ma wspólnego z kobietą, a tym bardziej z syreną! 
Kopenhaska syrenka jest odzwierciedleniem bajkowej postaci! Nie ma tu absolutnie żadnego zadęcia, które często towarzyszy polskim rzeźbom z okresu socjalistycznej Polski. 
Niestety nie możemy tu stać wiecznie, więc ruszamy na południe.
                              
      W Danii większość ludzi , bez względu na wiek, pogodę i temperaturę, jeździ rowerami. 
Aby Duńczycy mogli wszędzie dojeżdżać, na swoich dwóch kółkach, została genialnie przygotowana, dla nich, infrastruktura. 
Widząc damską część rowerzystów,w cienkich rajstopach i bez czapek, ( za to z czerwonymi nosami) zastanawiam się jak często chorują i za ile dni będzie chora nasza córka.:))
My (wędrując piechotą) zachwycamy się Marmurowym Kościołem i Zimowym Pałacem Królewskim. 

Cały czas nowoczesność miesza się z tradycją.
Na koniec naszej jednodniowej wędrówki dochodzimy do Nyhavn. 
Jest to prawdziwa perełka! Kolorowe kamieniczki z knajpkami są przecudnej urody. 
Stojące łódki w kanale są absolutnym dopełnieniem tego obrazka ( tutaj bardziej zadbane). 
Wszystko tutaj mnie zachwyca. 
Tawerenki mimo zimna mają czynne ogródki.
Dzięki podwieszonym nagrzewnicom klienci chętnie biesiadują wieczorami na zewnątrz. ( Nie rozumiem dlaczego w Polsce zimą likwidujemy ogródki!)
Przed zmierzchem opuszczamy stolicę Danii i jedziemy do domu. 
    Na promie, do Rostoku, jesteśmy świadkami ćwiczeń ratowników. 
Wszyscy współczują im lodowatej wody i padającego, marznącego deszczu! 
O pierwszej w nocy docieramy  do domu, a ja zaczynam planować wyjazd do Danii... (Tylko poczekam do lata).