środa, 10 września 2014

Z przedostatniej chwili


Dopływamy do Maltezany na Astipalai i naszym oczom ukazuje się masowiec.  Przez chwilę zastanawiamy się czy wyminąć go od strony rufy czy dziobu. Po chwili widzimy, że statek wbił się w nabrzeże! 
Wokół pływają jednostki ratownicze.
W wiosce dowiadujemy się, że stało się to dwa dni temu! 
No cóż, każdy cumuje jak umie....

Niezwykli goście na jachcie


Para młoda przybyła do nas z wizytą.
 
Załoga przyjęła ich z honorami. Wypłynęliśmy z portu i rozpoczęliśmy sesję fotograficzną.

fot. Ania Danielak

fot. Ania Danielak

fot. Ania Danielak

fot. Ania Danielak

fot. Ania Danielak

fot. Ania Danielak

fot. Ania Danielak

fot. Ania Danielak

fot. Ania Danielak

fot. Ania Danielak

fot. Ania Danielak

fot. Ania Danielak

fot. Ania Danielak

fot. Ania Danielak
Wszyscy rzuciliśmy się na nich jak prawdziwi paparazzi. Inne jachty podpływały do nas chcąc zobaczyć co się takiego dzieje i dębiały z zachwytu. Trzeba przyznać, że nasza para na dziobie wyglądała absolutnie zniewalająco...
To był niezwykły dzień dla nas wszystkich!


(Zdjęcia: V. A. Danielak)

wtorek, 9 września 2014

W życiu nic dwa razy się nie zdarza...


Pod każdą szerokością geograficzną ślub jest jednym z najcudowniejszych wydarzeń. Swój ślub pamięta każdy. To wydarzenie niesie ze sobą same pozytywne nadzieje. Wtedy jesteśmy w stanie przenosić góry. Biada temu kto w ten dzień nawali z czymkolwiek. Siłę i światło z tego dnia należy pielęgnować przez resztę życia. 
Od lat jesteśmy związani Grecją, toteż nic dziwnego, że nasza córeczka postanowiła, TEN DZIEŃ przeżyć na Kos.
Siła charakteru grupy pary młodej pokonała wszystkie trudności i w ciągu paru godzin z pomocą przyjaznych Greków udało się zorganizować ślub marzeń.
        fot. B. K. Karpierz

Grecy przygotowali wszystko perfekcyjnie. 
        fot. B. K. Karpierz

Dziwnie się czułam widząc tatę odprowadzającego swoją córeczkę.
         fot. B. K. Karpierz

Łzy wzruszenia leciały wszystkim na widok pary młodej na tle zachodzącego słońca.
       fot. B. K. Karpierz

Wszyscy byli w fantastycznym nastroju.
         fot. B. K. Karpierz
     B. fot. B. K. Karpierz

Tawerna Oromedon, w górach w miejscowości Zia przeszła samą siebie. 
Po przywitaniu pary młodej przyszło nam niemal umrzeć z przejedzenia. 

          fot. B. K. Karpierz
         fot. V. Danielak
        fot. V. Danielak
Na pożegnanie Grecy odtańczyli nam taniec w ogniu, a do wesołego autokaru dostaliśmy dwa szampany.

        fot. B. K. Karpierz
      fot. V. Danielak
Panna młoda długą suknię przemieniła w krótką.

                   
                               fot. V. Danielak
 I teraz mogliśmy zacząć wędrować po dyskotekach w Kos. 

        fot. B. K. Karpierz
Wszędzie nowożeńcy byli witani entuzjastycznie. 

      fot. V. Danielak
I tak nad ranem udaliśmy się na zasłużony odpoczynek. 
Pokonanie początkowych trudności jest doskonałą wróżbą dla Ewci i Artura!

poniedziałek, 8 września 2014

Wielkie nerwy, wielkie przygotowania


Wydawać córkę za mąż jest prawdziwym wyzwaniem i należy się modlić żeby nie było żadnych potknięć organizacyjnych bo te mogą wykończyć największego twardziela. 
                    fot.V. Danielak
Organizacja ślubu na Kos w Grecji stanowiła dodatkowe wyzwanie. 
Towarzyszyłam swojemu dziecku tego dnia roniąc łzy ze wzruszenia. Tata przybył pod koniec przygotowań i uspakajał nas muzyką. 
                         fot. V. Danielak

W dorosłym życiu podejmujemy miliony decyzji, ale decyzje rodziców względem dzieci są bezspornie najważniejszymi. Kiedy się pobieramy nie mamy pojęcia o zbliżającej się odpowiedzialności. I bynajmniej nie będzie ona związana z naszym przyszłym majątkiem czy karierą zawodową! 
Dziś patrzę na moją córkę jak pełna nerwów przygotowuje się do najważniejszej podróży w życiu. 
                            
                                         fot. V. Danielak
          
                                 fot. V. Danielak
Niedawno była maleńką ( dziś też nie jest wielkoludem) dziewczynką, a tu przyszedł czas powiększyć rodzinę. 
Wiem, że da sobie radę......

niedziela, 7 września 2014

Czas uwierzyć, że Raj na Ziemi istnieje!


Tak sobie płyniemy zadowoleni z samych siebie. 
Jest cudownie i tylko mamy jeden problem: ryby nie wiedzieć czemu omijają nasze woblery! 
                                             
Stwierdziliśmy, że trzeba pomóc losowi i na pełnym morzu wymusiliśmy na rybakach sprzedaż ryb na kolację.
Początkowo mieliśmy pomysł aby wymienić Kasię i Ewcię za 5 kg ryb. 
                          fot. B. Karpierz
Dziewczyny przeszły nawet na łódkę Greków, którym ten pomysł się bardzo spodobał, ale po kilku minutach powróciły na macirezystą jednostkę.
Wieczorem dopłynęliśmy do Arki- zgrupowania niesamowitych wysepek. 
Postanowiłyśmy z Basią kupić Tsouka, na której zamierzamy zbudować wyciąg narciarski z nawierzchnią z igielitu! Na razie królują tu trzy kozy, które oczywiście dokarmiliśmy. 
Rano obudziło nas słońce i brak wiatru. Miejsce w słońcu okazało się absolutnym hitem. Postanowiliśmy zostać tu na następną noc, co było słuszną decyzją. 
Zajęliśmy się zajęciami w podgrupach- ja i Kasia opłynęłyśmy wyspę, wieszaliśmy się na cumie i zdobyliśmy "naszą górę".





Widok z góry powalił wszystkich na kolana.
 Kolorystyka wody i nieba przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. 
Zobaczyliśmy, że Raj na Ziemi istnieje!