wtorek, 22 grudnia 2015

Jak było na Kostaryce? Zarąbiście! (Kostaryka)


Na tym wyjeździe nie miałam czasu ( i ochoty też...) leżeć całymi dniami na leżaku.
W części lądowej upodliliśmy swoje ciała na trekkingu, raftingu, canoyningu i zeep linach. 



                   

W części nurkowej upodliliśmy swoje ciała przesiadując pod wodą kilka razy dziennie i obżerając się " po kokardę" niesamowitym jedzeniem. 

Przez cały pobyt towarzyszyły nam niesamowite widoki nad i pod wodą.






Reasumując: było faaaaaantastycznie!!! 

czwartek, 17 grudnia 2015

Manuelita-rafa z której nie chce się wracać. (Kostaryka Cocos Island)



W ciągu tygodnia spędzonego na rafach wokół Coco Island zobaczyliśmy niezliczone rzesze cudownych zwierząt.
                                             Fot. H. Skuryat
 Mieliśmy oczywiście swoje ulubione miejsca.
Jednym z takich miejsc była Manuelita. Tutaj zawsze napotykaliśmy rekiny rafowe, młoty, galapagoskie, a nawet tygrysie. 
                                            Fot. T. Majewski
Na ostatnim nurkowaniu rafa pożegnała nas cudownym tańcem z parą orleni. Większy osobnik kręcił się wokół nas przez ok 20 min na głębokości 20 m.
                                                Fot. H. Skuryat
 Podobnie jak przy spotkaniu z rekinem wielorybim, kilka dni wcześniej płakałam ze wzruszenia. Co prawda żeby zrobić kilka filmików i zdjęć tego, z gracją poruszającego się, zwierzęcia musieliśmy nieźle napracować się płetwami. 
Żal było opuszczać wielki błękit. 
                         
No cóż, trzeba będzie poczekać trochę na następne spotkanie pod wodą......

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Cocos Island. ( Kostaryka)


Po pięciu dniach spędzonych pod wodą i na pokładzie Wind Dancer zawieziono nas na kilka chwil na ląd. 
Tutaj zobaczyliśmy jak żyją rangersi. 
Przy okazji mieliśmy kilka minut wi-fi! 
 Nurkowania z hakami wokół wyspy są absolutnie zabronione. Można za to nurkować w rękawicach. (Nie bardzo rozumiem ten zakaz. Przy silnych prądach, które tu występują, moim zdaniem, umiejętnie wczepiony hak czyni mniej szkody niż czepiający się rękami na oślep nurek). Mimo oczywistego zakazu nie wszyscy go przestrzegają i strażnicy często rekwirują haki. 
Mają dla nich przeznaczoną wiatę, pod którą są składowane w workach. 
W obejściu strażników panuje lekki rozgardiasz. Pilnując porządku i przestrzegania przepisów powinni trochę ogarnąć swój bałagan..
 Wyspa jest rajem dla zwierząt. Zieleń ma tu wszystkie odcienie.
Z urwistych zboczy spadają liczne wodospady. 
Zauroczył nas most na rzece wykonany ze znalezionych sieci i różnych innych dziwnych znalezisk.

                               
Na jednym z drzew była zawieszona lina, z której nasza ekipa skakała do rzeki. Niektórzy wykazali się nieprawdopodobnymi zdolnościami akrobatycznymi. 
Niestety nie mogliśmy zabawić tu dłużej bo czekał nas następny nurek!

środa, 9 grudnia 2015

Igraszki nocne ( Kostaryka- Cocos Island)



Nurkowania nocne wokół Cocos Island są niesamowite!!! 
Przy pierwszym zanurzeniu byliśmy w autentycznym szoku! Rekiny rafowe były wszędzie.
                            
                                  Fot. Henadzi Skuryat
                    
 Na głębokości ok 12m obijały się o wszystko co napotkały na drodze, w tym oczywiście o nas. Nie mam pojęcia ile ich było bo nie byliśmy w stanie zliczyć tego mrowia kręcącego się wokół nas. 
                                       Fot. T. Majewski

O zobaczeniu życia nocnego innych zwierząt mogliśmy zapomnieć. Każdy kto żyw chował się w skały i rafy. Kto zignorował czas nocny i wychylił choćby czubek głowy zostawał błyskawicznie rozszarpany przez szalejące rekiny. 
Nadymki przerażone siedziały skulone przy dnie. 
                                        Fot. T. Majewski

Większe osobniki ich nie ruszały. Młode natomiast niekiedy brały w paszczę i natychmiast wypluwały. Nadymka wypadała koziołkując i błyskawicznie chowała się "za węgłem". Nawet jeśli się nie jest przysmakiem rekinów to żadna przyjemność znajdować się co chwila w paszczy pełnej zębów i z impetem zostać wypluwanym na zewnątrz! 
Po kilkunastu minutach oswoiliśmy się z niezliczoną ilością szarżujących rekinów.
Jednak kiedy w pobliżu zobaczyliśmy, kręcącego się, rekina galapogoskiego adrenalina skoczyła nam na maksa! Ostatnie minuty nurkowania były jeszcze bardziej ekscytujące, a myślałam chwilkę wcześniej, że to niemożliwe!

wtorek, 8 grudnia 2015

Tańczący z rekinem wielorybim. (Nurkowanie- Cocos Island-Kostaryka)


Wszystkie nurkowania wokół Cocos Island są wspaniałe.
                            Fot. T. Majewski
Tym razem przypływamy na Alçion. Nurkowanie prowadzi sam kapitan Mauricio.  Uprzedzeni o silnym prądzie schodzimy przy linie na 30m. Tutaj wita nas piękny żółw. 
                                                Fot. T. Majewski
Następne 20 minut pływamy wśród rekinów rafowych, które są tu absolutną codziennością. 
Niespiesznie włóczymy wśród kolorowych rybek i powolutku wypłycamy. 
Dwie osoby, które płyną przed nami, spoglądają w naszym kierunku. Ich oczy stają się wielkości spodków z zachwytu. Na szczęście to nie my jesteśmy przyczyną ich wielkich oczu.
Okazuje się, że ponad naszymi głowami, niczym sterowiec, płynie rekin wielorybi!!!!!
W jednej sekundzie wszyscy oszaleli ze szczęścia! 
Każdy, czym miał, fotografował lub filmował przecudnej urody zwierzę.  Będąc młodym osobnikiem, ok siedmiometrowy olbrzym był nami bardzo zainteresowany. Krążył między nami przez 20 minut na głębokości 20-25m.
Nie mogliśmy uwierzyć w to co się z nami działo! 
Niestety każde nurkowanie ma nieubłagany koniec. 
Ostatnie na przystanku bezpieczeństwa jesteśmy we trzy, a wokół nas błękit wody rozświetlony promieniami słońca. Nad nami widzimy płetwy ptaków siedzących na wodzie. Są wyraźnie zdziwione widząc nas pod wodą. Wkładają łebki do wody i z niedowierzaniem patrzą na nas.
Pękamy ze śmiechu. Tego nurka będziemy długo pamiętać...

piątek, 4 grudnia 2015

Wreszcie safari nurkowe! (Kostaryka)


Po wspaniałym, aktywnym czasie spędzonym na Kostaryce wreszcie postawiliśmy stopy na pokładzie Wind Dancer. Po dwóch dniach  płynięcia dotarliśmy na tajemniczą Wyspę Kokosową oddaloną ok. 500km. 
Wyspa jest rzeczywiście przepiękna i mamy obiecaną wycieczkę pieszą! 
Wszystko tutaj jest podporządkowane ochronie przyrody. Absolutną władzą są tu rezydujący strażnicy i nurkowania też muszą być zgodne z przedstawionym nam planem. 
Nasz statek ma wygodnie przygotowany pokład dla nurków. 
Na obu burtach przed każdym nurkowaniem czekają na nas obszerne pontony  (tutaj nazywają je PANGAMI) z naszym sprzętem. 
Dzięki temu nosimy ze sobą tylko maski, co jest absolutnie cudowne! 
Załoga jest przemiła i stara się we wszystkim pomagać. 
Nie spotkałam się ze złym jedzeniem na safari nurkowym, ale to co wyprawia szef kuchni na Wind Dancer przechodzi wszelkie pojęcie! 
Jedzenie jest fantastyczne (powaliła nas polędwica wołowa w czekoladzie, kawie i orzechach!!!!!). Sposób serwowania jest godny najlepszych restauracji na świecie. 
            Arbuz,- to tylko skórka i galaretka z czekoladą!

Jedyne do czego mogą się przyczepić malkontenci- to małe kabiny bez okien. Ale jeżeli dla takich osób stanowi to problem, no cóż niech jadą do sześciogwiazdkowego hotelu w Egipcie i już! (Tam teraz jest podobno taniej.....)
Na pierwszym spotkaniu poznajemy motto tutejszych nurkowań: "Każde nurkowanie to spotkanie z rekinami". I po to tu przypłynęliśmy!

wtorek, 1 grudnia 2015

Turystyce masowej mówimy nie. (Kostaryka)


Po fantastycznym, tygodniowym upodleniu i sponiewieraniu naszych ciał wróciliśmy do San Jose, gdzie dojechała reszta naszej grupy (jest nas teraz 22 osoby).
Rano jedziemy na plantację kawy. 
Tutaj zapoznajemy się z procesem produkcji uwielbianego trunku na całym świecie. 
Dziwi nas, że kawa przed wypaleniem jest jasnego koloru i pachnie jak nasze zboże!
Kwitnące rośliny jakie mamy okazję widzieć na plantacji wszystkich zachwycają.
Drugim naszym celem jest Park Narodowy Wulkanu POAS (2704m n.p.m.).
Po opuszczeniu autobusu maszerujemy z tłumem turystów asfaltową aleją. O bliskiej obecności wulkanu "informuje" nas smród siarkowodoru. Po kilkunastu minutach kończy się las i otwiera ogromna przestrzeń. 
Widok krateru z turkusowym jeziorkiem powala nas na kolana. 
Atmosferę trochę psuje obecny tłum przewieszony przez barierkę aby zrobić zdjęcie. 
Podobno mamy sporo szczęścia bo widok krateru w pełnej krasie jest rzadkością. Na ogół spowija go gęsta mgła. 
Ostatnim punktem dzisiejszego dnia jest La Paz Waterfall Gardens. Obserwując zwierzęta w niewoli zawsze żywię lekką pogardę do naszego gatunku, który dla przyjemności więzi zwierzaki (oczywiście głosimy, że ogrody zoologiczne mają wielkie zadanie edukacyjne i pomoc w ochronie zagrożonych gatunków). Część gatunków znosi niewolę dobrze, ale dla niektórych jest to tragedia. Z przyjemnością robię zdjęcia motylom, ale smutne małpy i kręcący się bez celu jaguar nie robią najlepszego wrażenia. 
Podczas przerwy na posiłek zapewniamy sobie własną rozrywkę: jednej z nas przy wstawaniu  z krzesła wbija się szereg drzazg. Kasia dzielnie usiłuje je wyjąć co nie jest prostym zadaniem.
Reszta grupy błyskawicznie przekształca się w "wyrozumiałą" lożę szyderców. 
Kończymy zwiedzanie ogrodu obejrzeniem wodospadu. 
A następnie tutejszym środkiem transportu wracamy do naszego autokaru.
No cóż, był to przyjemny dzień, ale wolałabym znowu się znaleźć w tropikalnym lesie...