niedziela, 7 grudnia 2014

Trzeci wymiar

Czas spędzony na safari nurkowym zawsze wydaje się nierzeczywistym.
 Wstawanie o świcie, ciągłe zakładanie i zdejmowanie pianek i jacketów. Czas jest podzielony na trzy strefy: jedzenie, nurkowanie ( ok 5 razy dziennie) i spanie. Niekiedy można zabalować, ale z alkoholem nie można przesadzić. W przeciwnym razie nurkowania ranne mamy z głowy! Męka z ciągłym wciąganiem mokrej pianki jest nagradzana cudem jakim jest nurkowanie!
Każde zejście pod wodę jest inne. 
Możemy robić nurki kilka razy w jednym miejscu i nigdy nie będą takie same. 
Różnorodność raf, ich kolorystyka i mieszkańcy tworzą prawdziwy raj pod wodą.
Widząc to wszystko nurek czuje, że jest w niebe, jednocześnie zdając sobie sprawę, że stąpa po kruchym lodzie i musi umieć realnie oceniac sytuację z jej ewentualnymi niebezpieczeństwami. 
Kapitan łodzi Spoil Sport, też jest niezwykłą osobowością. Siedząc wśród nas przebrany za pirata z gitarą w ręku potęgował nierzeczywistość naszego życia na łodzi. 
Gdzie indziej świat toczył swoje codzienne boje, a my zamknięci w małej kropli utkanej z marzeń tydzień spędzaliśmy w innym wymiarze. 
Jak zawsze schodząc z łodzi zaczynam od razu tęsknić za następnymi nurami. 
Ech życie!

czwartek, 4 grudnia 2014

My się nocy nie boimy!


Każde nurkowanie nocne w Australii było mega!! Pływanie wśród dziesiątek dużych ryb, które dostały szału na światło latarek było niesamowite. Obijały się o nas co chwilę. W snopach naszych latarek dopadały małe rybki i zżerały je w ułamku sekundy! W tym całym galimatiasie wirowały zagubione rekiny rafowe. 
                                    Fot. M. Zinkow
Pierwszy raz na nocnym nurkowałam z taką ilością rekinów! Boże! To było suuuper!!
Następne nocne nie zapowiadało niczego niezwykłego. Włóczyłyśmy się z Anią i Martą między rafami i dłuższy czas nic ciekawego się nie wydarzyło. 
W pewnym momencie, w zakolu rafy, Ania zauważyła dwa ogromne, śpiące żółwie. 
                                         Fot. M. Zinkow
Poderwały się na równe nogi. Jeden pospiesznie odpłynął. Drugi natomiast zaczął nerwowo machać łapami, po czym na pełnym pędzie zapikował w naszym kierunku. Padłyśmy na dno. Przerażone, zdezorientowane zwierzę może robič różne dziwne rzeczy. Ku naszemu zdziwieniu żółw nie odpłyną w siną dal tylko zawrócił i jeszcze dwa razy powtórzył manewr z pikowaniem!!! Miny przy tej akcji, mówiąc delikatnie, musiałyśmy mieć kretyńskie!
Po 50 minutach stwierdziłyśmy, że czas zawracać na łodź i w tym momencie ujrzałyśmy   sporą mątwę, która mieniła się kolorami tęczy. 
                                     Fot. M. Zinkow
                                   Fot. M. Zinkow
Nie była specjalnie zachwycona naszym towarzystwem, ale też nie uciekała. Po dłuższym czasie zobaczyłyśmy maleńką mątwę!
Z wrażenia byłyśmy blisko zawału. Na koniec, pod łódką, na dziesięciu metrach, zobaczyłyśmy następną!!!!!
                                     Fot. M. Zinkow
Australia nas nie zawiodła!

niedziela, 30 listopada 2014

Adrenalina na maksa na Wielkiej Rafie


http://blogroku.pl/2014/kategorie/adrenalina-na-maksa,cey,tekst.html

Nurkowanie w Australii to nie tylko zapierające dech w piersiach podwodne krajobrazy, ale również niebezpieczna fauna. Począwszy od kilkumetrowych rekinów, a skończywszy na maleńkich meduzach, które mogą zabić człowieka w kilka minut. Jeśli więc boisz się nurkować z tymi bestiami, jedź do Chorwacji - tam również jest pięknie, a adrenalina mniejsza...
Każde zejście pod wodę, w każdej szerokości geograficznej, jest dla mnie "mega" ekscytujące. Jednak od lat marzyłam o Wielkiej Rafie Koralowej (jak większość nurków zresztą).  
Kolejny dzień podczas safari nurkowego przyniósł nam nowe wyzwanie.  Od rana byliśmy nieprawdopodobnie podekscytowani, ponieważ  wreszcie nadszedł czas, kiedy mieliśmy uczestniczyć w karmieniu rekinów na North Horn.
Sądziłam, że będzie to przygotowany pod turystów "spektaklcik" i tyle. O tym, że będzie jednak nieco inaczej, przekonały nas dokumenty, które musieliśmy podpisać przed zejściem pod wodę. Zostaliśmy poinformowani, że jest to niebezpieczna akcja i uczestniczymy w niej tylko na swoją odpowiedzialność! No cóż... Kiedyś trzeba tę odpowiedzialność wziąć we własne ręce, a raczej w płetwy.

Kiedy skoczyliśmy pod wodę wszędzie kłębiły się rekiny.

 Lawirując między nimi dotarliśmy do rafy.
Załoga włożyła łby tuńczyków do specjalnego pojemnika, który powoli na linie, został opuszczony. Byliśmy około 2 metrów od tej beczki. Rekiny pływały bardzo podniecone dosłownie obijając się o nas!
Bliskość tych zwierząt była naprawdę szokująca.
A to był dopiero początek...

Kiedy pojemnik został otwarty rekiny dostały prawdziwego szału!
Atakowały beczkę i wszystko wokół. Nigdy nie widziałam czegoś podobnego. 
Modliliśmy się, żeby rozwścieczone nie skierowały swojej agresji na nas. Musiałam mocno trzymać aparat żeby nie wypadł mi z ręki. Miałam kilkusekundowe przemyślenia, czy wypłynę na powierzchnię ze wszystkimi członkami w całości... Po uczcie musieliśmy odczekać kilka chwil, aż rekiny się uspokoją, chociaż mam wrażenie, że nie tylko one potrzebowały obniżenia poziomu adrenaliny!

Kiedy emocje opadły, kontynuowaliśmy nurka, wśród niesamowitych okoliczności przyrody.

Rafa była niezwykła...

Na szczycie rafy ukazał nam się niezwykły widok. Niczym na hali dostojnie "pasło się" kilkadziesiąt niesamowitych ryb.
Była to prawdziwa wisienka na torcie! Z moją partnerką nurkową byłyśmy oczarowane.
Tego nura nie zapomnę długo, a dreszcz emocji na pewno będzie mi towarzyszył przez lata! Jestem prawdziwą szczęściarą...

sobota, 29 listopada 2014

Wreszcie Wielka Rafa Barierowa!!!!


Załoga katamaranu Spoil Sport przywitała nas pełnym składem i szampanem. Dobrze, że zdecydowaliśmy się na kabiny premium, gdyż delikatnie mówiąc okazały się skromne. O klasie premium decydowała obecność okna w kabinie. Pozostałe kabiny nie miały okien, a niektóre miały wspólną łazienkę.
Na szczęście łódka ma bardzo dobrą organizaję nurkową. Każdy nurek przed wejściem do wody jest sprawdzany przez załogę. 
Dwa nurki na Cod Hole okazały się beznadzieją. Widoczność była słaba, a rafa taka sobie. Byliśmy załamani. Na trzecim nurku sytuację uratowały wielkie, łaciate i niezwykle przyjazne ryby ( cod ).
Tuliły się do nas i mogliśmy je fotografować do woli.
Great Reef Barier rozoczęliśmy opływać od Snake Pit. Pływające wokół spore, jadowite, szaro- zielonkawe węże były okropne! 
                        fot. M. Zinkow
Idąc na nocne nurkowanie w tym samym miejscu mieliśmy sporo obaw. Ale co tam! Oprócz mniej aktywnych nocą węży co chwila napotykaliśmy na śpiące, wielgachne żółwie i opływające je rekiny rafowe.
 
                      fot. M. Zinkow
Kręciliśmy się w świetle latarek nie wiedząc co wybrać do obserwownia! 
                        fot. M. Zinkow
Po takim super nocnym nurku rzuciliśmy się nazasłużoną kolację.

czwartek, 27 listopada 2014

Los w swoich rękach..


Następny dzień spędziliśmy w podgrupach. Nasza czwórka, nie chcąc zalegać w hotelu, postanowiła wziąć los we własne ręce i wypożyczyła samochód. Pierwszym naszym celem było Cathedral Fig Tree. 
Niezwykła roślina, którą nie do końca jest drzewem. 
Idąc lasem deszczowym zobaczyliśmy prawdziwe monstrum. 
                               
Nie było to typowe drzewo z grubym pniem. Był to bluszcz, który swego czasu "wziął w posiadanie" drzewo, które po pewnym czasie umarło. Bluszcz stale rozrastając się stworzył samoistną konstrukcję. 
                               

Teraz na jego grubych konarach wiją się inne rośliny. 
                               

Jadąc na farmę krokodyli mijaliśmy niezwykłe widoki.
 Drogę niespiesznie przeciął nam kazuar. Kompletny szok odebrał nam możliwość zrobienia zdjęcia. 
Widok zalanych drzew  ( na Jeziorze Tinaroo) po utworzeniu tamy ( Tinaroo Dam) stanowił niecodzienny krajobraz.
Farma Krokodyli ( Hartley's Crocodile Adventures) przywitała nas rejsem pomiędzy pływającymi bestiami.
Kąpiel wśród tych potworów jest możliwa maksymalnie 20 sekund. Po tym czasie każdy wariat staje się obiadem. 
Przygotowany pokaz z wielgachnym krokodylem oglądałam kilka minut i poszłam się przejść. 
Ku mojemu zdziwieniu ujrzałam wśród drzew na polance małego kangura! To była walabia! 
Po kilku minutach przybiegła Monika z informacją, że niedaleko jest szkółka gdzie można karmić te cuda! 
Kiedy przekroczyłyśmy furtkę nogi się pode mną ugięły. Zewsząd patrzyły na nas oczy uroczych torbaczy.
Trafiłyśmy na porę karmienia. 

W tej części ogrodu mieszkały również misie koala. 
Urocze zwierzęta, które nie były zainteresowane jedzeniem. Czepiały się nóg i domagały pieszczot. 
Uspokoiły się kiedy znalazły się na rękach opiekunki. 
Mogłabym siedzieć tu wieki. Niestety czas naglił, albowiem wieczorem wchodziliśmy na  statek aby rozpocząć safari nurkowe. Marta ostatni odcinek trasy przejechała w brawurowym tempie ( robiąc jednocześnie zdjęcia za kierownicą). Rafał siedzący obok niej był bliski zawału. 
Z małymi problemami odnaleźliśmy wypożyczalnię samochodów, a następnie dotarliśmy na statek.
Żegnaj lądzie na cały tydzień!

środa, 26 listopada 2014

Byle dalej, dalej. Byle dalej...

Poranna wyprawa na tereny Aborygenów, (w Mossman George) okazała się lekką porażką. Chodzenie przygotowanymi alejkami z przewodnikiem było mało porywające mimo, że facet starał się ze wszystkich sił. 

Poszukiwanie krokodyli w rzece Daintree było bardziej porywające. 
Wypatrzenie wolno żyjących krokodyli było nie lada sztuką.
Na nic się zdało kuszenie pięknej plaży Cape Tribulation.
Wszędzie były znaki informujące o wszędobylskiej obecności maleńkich meduz, które potrafią zabić w mało przyjemny sposób. Szkoda!!!!!
Wieczorem byliśmy w typowej Australijskiej knajpce Ochra. Tutaj jadłam kangura, który był pyszny. 
Powrót nadmorską promenadą przy wieczornej bryzie był uroczy, ale trzeba było zmusić się do spania, bo czekał as następny dzień!