piątek, 8 stycznia 2016

Ekskluzywne Mustique. (żagle- Karaiby)



Jeżeli ktoś uwielbia spędzać wakacje w luksusowych hotelach to absolutnie polecam super szykowne Mustique z eleganckimi hotelami. 
Mają tu swoje wille słynni celebryci jak Mick Jagger, David Bowie, Raquel Welch czy Tommy Hilfiger. 
Zacumowaliśmy w zatoczce Britannia Bay.
 Po kilku minutach podpłynął do nas tubylec, któremu zapłaciliśmy za możliwość zakotwiczenia 75 Eur. Z paragonem otrzymaliśmy ulotkę informującą nas co nam wolno, a czego nie. Otóż: nie wolno tutaj chodzić, uliczkami, w strojach kąpielowych i kąpać się nago. Nie wolno robić zdjęć celebrytom, ani ich rezydencjom. Jeżeli któraś z przebywających tu sław jest akurat na plaży nie można tam przebywać przybyłym żeglarzom. 
Część załogi była lekko oburzona tym "regulaminem" i na znak buntu nie zeszła na ląd. 
Pozostałe 20 osób pojechało samochodami obejrzeć wyspę. 
Przez kilka lat wyspa stała się jeszcze bardziej wymuskaną ( jeśli w ogóle jest to możliwe). 
Wszelkimi pracami administracyjnymi i porządkowymi zajmuje się tutaj Mustique Company.
 Nie widać tu brudnych, naćpanych i nic nierobiących murzynów.
Wszyscy szanują pracę i wykonują ją jak najlepiej potrafią. 
Mimo zakazu nasz kierowca zwalnia abyśmy mogli zrobić zdjęcie fragmentu posiadłości T. Hilfigera. Można wynająć ją za jedynie 85 000 USD za tydzień (!). 
Zajmuje ona ogromny teren, a obok znajduje się mini osiedle, które obsługuje włości słynnego "krawca". 
Plaże są tu prześliczne.
Co kilka chwil widać wędrujące żółwie. 
Bawią nas przywiezione na wyspę i ubrane choinki, które błyskawicznie uschły. 
Na jednym z postojów przewodnik poinformował nas, że nie wolno się turystom kąpać w morzu. Jego informacja była przekazana za późno, albowiem od razu po wyjściu z samochodu część z nas pobiegła do wody. 
Wyjście z morza zajęło parę chwil. 
W tym czasie zaniepokojony nasz opiekun nerwowo przebierał nogami.     
Objazd wyspy zajął nam ok 1,5 godz.     
Po czym udaliśmy się na piwo do słynnego Basil's Bar. 
Zakupy spożywcze na Mustique nie były najtańsze, ale kupiliśmy piękną rybę i wspaniały deser i ruszyliśmy dalej na południe..

Wyspa Petit Nevis. (żagle- Karaiby)



Ta niewielka, wielce urodziwa, wysepka cieszyła się do niedawna złą sławą. 
Złowione, przez harpunników, wieloryby były mordowane i oprawiane tutaj przez wiele lat. 
    Źródło: "Grenada to the Virgin Islands" Jacques Patuelli

Będąc na wyspie, kilka lat wcześniej, widzieliśmy wszędzie walające się kości wielorybów. Pod wiatami stały wielkie kadzie, w których wytapiano łój z tych zwierząt. Wszystko to robiło przygnębiające wrażenie. 
Dzisiaj nie ma śladu tych okropnych działań. Smutnym akcentem jest leżący karapaks żółwia i usypana góra muszli. 

Wysepka jest prześliczna. Spacer piaszczystym brzegiem jest dla nas prawdziwą przyjemnością.
 Cieszymy oczy widokiem wysokich palm i tryskających fal. 

Świadomość, że wyspa nie jest już miejscem śmierci wielorybów sprawia nam dużą ulgę. 

niedziela, 3 stycznia 2016

Sylwester na wyspie Bequia. ( żagle- Karaiby)


Port Elizabeth to sympatyczne miasteczko, gdzie w ciągu dnia, licznie zapływają turyści różnej maści, wieku i narodowości. 
              Fot. E. Karpierz

Wszyscy niespiesznie przechadzają się i kupują różne, niepotrzebne rzeczy. My oczywiście kupujemy warzywa i owoce.
                Fot. K. Karpierz

W Sylwestra na Bequia zapłynęło wiele jachtów. 
O 21, odpowiednio ubrane, wszystkie załogi popłynęły pontonami na ląd.
              Fot. W. Danysz

Drzewa i krzewy przywitały nas kolorowymi lampkami. 
Była tu nawet pusta szopka ( zawartość została buchnięta). Na piaszczystym placyku rozstawiono scenę i kolumny, z których ryczała muzyka w stylu zwichniętego reggae. Początkowo było mało ludzi, ale ciągle przybywali i przybywali. 
        Fot. W. Danysz
Nowy Rok przywitaliśmy na plaży w knajpce przy karaibskiej muzyce. 
                Fot. W. Danysz
Tylko w tym rejonie można usłyszeć charakterystyczne dźwięki wygrywane na bębnach wykonanych z beczek po paliwie! 
Powrót na katamarany zakończyliśmy oczywiście muzyką i tańcami. Witaj Nowy Roku 2016!

Sylwester na wyspie Bequia. ( żagle- Karaiby)


Port Elizabeth to sympatyczne miasteczko, gdzie w ciągu dnia, licznie zapływają turyści różnej maści, wieku i narodowości. 
              Fot. E. Karpierz

Wszyscy niespiesznie przechadzają się i kupują różne, niepotrzebne rzeczy. My oczywiście kupujemy warzywa i owoce.
                Fot. K. Karpierz

W Sylwestra na Bequia zapłynęło wiele jachtów. 
O 21, odpowiednio ubrane, wszystkie załogi popłynęły pontonami na ląd.
              Fot. W. Danysz

Drzewa i krzewy przywitały nas kolorowymi lampkami. 
Była tu nawet pusta szopka ( zawartość została buchnięta). Na piaszczystym placyku rozstawiono scenę i kolumny, z których ryczała muzyka w stylu zwichniętego reggae. Początkowo było mało ludzi, ale ciągle przybywali i przybywali. 
        Fot. W. Danysz
Nowy Rok przywitaliśmy na plaży w knajpce przy karaibskiej muzyce. 
                Fot. W. Danysz
Tylko w tym rejonie można usłyszeć charakterystyczne dźwięki wygrywane na bębnach wykonanych z beczek po paliwie! 
Powrót na katamarany zakończyliśmy oczywiście muzyką i tańcami. Witaj Nowy Roku 2016!

sobota, 2 stycznia 2016

Początek rejsu. ( żagle- Karaiby)


Opuściliśmy tłoczną Martynikę i w doskonałych nastrojach skierowaliśmy się na południe.
Oczywiście rejs rozpoczęliśmy podzieleniem się szampanem z Neptunem.
Jurek przygotował odpowiednie wędki. 
Wiało 25 węzłów i katamarany dzielnie sunęły po falach. 
Zatrzymaliśmy się na nocleg, w zatoce, na Saint Lucia.
Jedliśmy kolację przy wspaniałym zachodzie słońca.
A ranek powitał nas przepiękną tęczą.
Mieliśmy tego dnia do przepłynięcia 55 mil. Po drodze zatrzymaliśmy się w zatoczce na kąpiel. 
Płynąc wzdłuż wyspy podziwialiśmy jej urodę. 


Przed wieczorem dopłynęliśmy na Saint Vincent, które zachwyciło nas mrocznym krajobrazem. 
Miłośnicy filmu "Piraci z Karaibów" powinni tu zawitać. Sceneria, w jakiej kręcono ujęcia, jest niesamowita, a kolory mają tu pełne nasycenie. 

Zwiedzamy wyspę podziwiając piękne wodospady.


                                      
Kolejny raz, będąc tutaj, nie napotykam pracujących tubylców. 
Wszyscy natomiast mają przekrwione oczy od palenia marihuany.
Widzieliśmy nawet dzieci z przekrwionymi oczami.
Odpływając z wyspy, każde z nas, widziało oczami wyobraźni, zacumowany tutaj piracki statek " Czarna perła"...


piątek, 1 stycznia 2016

Le Marin. ( Martynika)


Dojechaliśmy wreszcie do Le Marin. 
Pierwszy dzień dla załóg jest zawsze ciężki. W porcie odebraliśmy nasze katamarany Lagoon 400. 
             
I oczywiście poczyniliśmy niezbędne zakupy w ilościach hurtowych. 

Przed wypłynięciem, o świcie, na pobliskim bazarze kupiliśmy owoce i warzywa.
Po upakowaniu bambetli byliśmy gotowi. 
Mogliśmy wreszcie zacząć rejs!