niedziela, 10 września 2017

Vathi w odświętnej szacie. (Sifnos)


Wpływając do zawsze cichej zatoczki, w Vathi na Sifnos, słyszymy dźwięk dzwonów i chóralne śpiewy. 
Nabrzeże pełne ludzi jest odświętnie przystrojone i oświetlone. 
Natychmiast się tam zjawiamy. Wyspa świętuje cud odrodzenia się zaginionego źródła.
Obchody są koncelebrowane niezwykle uroczyście. 
Nocą zrywa się silny wiatr. W zatoce jest sporo jachtów. Niektóre całą noc muszą poprawiać kotwice. 
Rano nie bardzo wyspani robimy szybkie zakupy.
         Fot. E. Karpierz

 Odwiedzamy ponownie maleńki kościół. 
Można się tu poczęstować chlebem, specjalnie upieczonym na wczorajszą uroczystość. 
Ołtarzyk jest cały w kwiatach. 
Dzisiaj panuje tu cisza.
Znów do Vathi powrócił spokój....


sobota, 9 września 2017

Poliagos- świat piękna



Południowa część wyspy zachwyciła nas pierwszy raz w czerwcu. Odpływając miałam uczucie absolutnego niedosytu.
Tym razem zrezygnowaliśmy z pobytu na Milos aby dokładniej spenetrować Poliagos. 
Załoga widząc kolorystykę skał zaniemówiła z zachwytu. 
Popołudnie zeszło nam na penetrowaniu korytarzy wykutych wysoko w okolicznych skałach. 
                                  
                                           Fot. E. Karpierz

Dojścia do nich nie były łatwe.
 Skały na których stawialiśmy stopy i ręce często się kruszyły. 
Nagrodą za trudy były widoki Ateny z góry.
Wieczorem na małej plaży zbieraliśmy kamyki.
Po kolacji urządzamy turniej gry w ciupy!
                             
                                    Fot. E.Karpierz

Emocji było wiele. Z dumą muszę napisać, że wygrałam z neptkami bez problemu!:))
Następnego ranka zniknęliśmy w wodzie na ponad dwie godziny!
          Fot. E. Karpierz
W pierwszej minucie odkryliśmy wąwóz w ogromnej skale. 
                                     
                                       Fot. E. Karpierz
Woda stworzyła przy Poliagos niesamowite formacje skalne.
W pionowych klifach tuż przy powierzchni wody co kilkanaście metrów odkrywaliśmy groty, którymi często mogliśmy przepływać niczym pasażami handlowymi w miastach.
Widoczność była świetna, a woda cieplutka. 
Kompletnie straciliśmy rachubę czasu.
                                        
Po dwóch godzinach kapitan wysłał po nas umyślnego z zapytaniem czy wogóle zamierzamy wracać. Otóż, nie zamierzaliśmy! 
Dwie i pół godziny przebywania w wodzie minęło błyskawicznie.
Ta forma doganiania świata jest najlepsza w świecie! 

piątek, 8 września 2017

Ios jak wulkan gorące


Wpływając na Ios odkrywamy przykrą niespodziankę. Statek pasażerski wbił się się na skały u samego wejścia do portu.
Ewakuowano wszystkich pasażerów bez żadnych strach ludzkich. Podjęto decyzję o zepchnięciu go ze skały co okazało się znacznie trudniejsze od wcześniejszej oceny sytuacji. 
Zwykle porcik gości żeglarzy i turystów, którzy przybywają tu dla szalonej muzycznej nocy. 
Między Przybyszami Grecy pędzą swoje codzienne życie.

Dzisiaj spokój jest pozorny.
Wśród jachtów i kutrów rybackich cumują holowniki z pracownikami ekip ratujących statek.
Ok. 23 żeglarze opuszczają jachty i autobusem jadą do stolicy wyspy, gdzie oddają się nocnym harcom. 
W tej liczniej grupie znajdujemy się również my!
Dla większości powrót odbywa się piechotą po schodach do samego portu. 
Piękna stolica , za dnia, rzadko jest odwiedzana przez przybyłych, którzy przed południem opuszczają na łódkach lub promami Ios. Niektórzy są poważnie zmęczeni po nieprzespanej nocy.
Te same promy przywożą następnych ochotników nocnych eskapad. 
I tak się dzieje każdego dnia od czerwca do października. 

czwartek, 7 września 2017

Tu zachód słońca jest zawsze ten sam... (Despotico)


Nie pamiętam ile razy odwiedziłam spokojną zatoczkę na Despotico.
Każdego razu twardziele z załogi wspinają się na szczyt aby zobaczyć nieprawdopodobny zachód słońca. Tym razem na zdobycie góry decyduje się tylko trójka śmiałków. Podejście nie jest najłatwiejsze. Całą drogę trzeba walczyć z kłującymi krzewami, które wbijają się w nogi i ręce. Podejście w sandałach jest czystym szaleństwem. 
Śmiałkowie zostają nagrodzeni zachodem słońca i widokami, których nie można zapomnieć. 

Każdy kto tutaj wejdzie rozumie dlaczego, mimo gorąca i trudów podejścia, ja zjawiam się tu kolejny raz i mam nadzieję, że to nie jest ten ostatni..

                                    
 

wtorek, 5 września 2017

Na dachu świata ( Serifos)


Tym razem, za radą naszego przyjaciela Antonisa, płyniemy na Serifos, gdzie podobno są przepiękne plaże. Dopływamy od strony wschodniej do małej zatoki. U stóp maleńkiej cerkwi jest nieduża keja do której cumujemy. 
Wszystko jest tutaj cukierkowo piękne.

Mały, skalisty półwysep, na którym rozsiadła się cerkiewka, połączony jest z lądem niewielką piaszczystą mierzeją ( burego piasku nie można oczywiście porównać do polskich plaż). Morze zagląda tutaj z dwóch stron. 
Podczas naszego łazikowania Czarek wpada na pomysł: nocą przyjść z kocami i winem  na dach cerkwi. 
Pomysł jest świetny.
Po kolacji całą załogą zalegamy na dachu przy małej dzwonnicy i oglądamy rozgwieżdżone niebo. 
Słychać szum fal i nasze przyciszone głosy, a srebrna poświata księżyca muska powierzchnię morza.
Nie trzeba lecieć do Nowego Jorku czy Dubaju, żeby oglądać uśmiechnięty księżyc z najwyższych budynków świata. 
Tutaj, na Serifos, możemy ręką sięgnąć gwiazd. Tutaj jesteśmy na dachu świata...

Na dachu świata ( Serifos)


Tym razem, za radą naszego przyjaciela Antonisa, płyniemy na Serifos, gdzie podobno są przepiękne plaże. Dopływamy od strony wschodniej do małej zatoki. U stóp maleńkiej cerkwi jest nieduża keja do której cumujemy. 
Wszystko jest tutaj cukierkowo piękne.

Mały, skalisty półwysep, na którym rozsiadła się cerkiewka, połączony jest z lądem niewielką piaszczystą mierzeją ( burego piasku nie można oczywiście porównać do polskich plaż). Morze zagląda tutaj z dwóch stron. 
Podczas naszego łazikowania Czarek wpada na pomysł: nocą przyjść z kocami i winem  na dach cerkwi. 
Pomysł jest świetny.
Po kolacji całą załogą zalegamy na dachu przy małej dzwonnicy i oglądamy rozgwieżdżone niebo. 
Słychać szum fal i nasze przyciszone głosy, a srebrna poświata księżyca muska powierzchnię morza.
Nie trzeba lecieć do Nowego Jorku czy Dubaju, żeby oglądać uśmiechnięty księżyc z najwyższych budynków świata. 
Tutaj, na Serifos, możemy ręką sięgnąć gwiazd. Tutaj jesteśmy na dachu świata...

niedziela, 3 września 2017

Hydra- niezmiennie piękna


Z Dokos na Hydrę mamy żabi skok. Wypływamy po dziesiątej aby mieć szansę na miejsce bezpośrednio przy kei. 
Wieje piątka.
Zawijamy do naturalnego portu w Hydrze.
 Każda wpływająca jednostka odgrywa tutaj swoją życiową rolę, która zawsze jest przychylnie przyjmowana przez kamienice rozstawione niczym widownia w amfiteatrze.
Dla potężnej Ateny nie bardzo jest miejsce przy kei. Decydujemy się zacumować w następnym rzędzie. Widząc nasze starania jeden ze skiperów zarządza przegrupowanie łódek i wsuwamy się dosłownie na szpilkę. Odbijacze głucho stękają.
Po nas wpływają następni, którzy muszą cumy zarzucać na dzioby stojących już jachtów. 
Wreszcie załoga wylega na ląd. Miasteczko jest cudem architektonicznym- szczególnie kamienne rezydencje zwane archontiká.
Absolutnym dla mnie symbolem wyspy są osiołki. 
Stoją godzinami w pełnym słońcu. Niektóre wykorzystują każdą szansę na cień.
              Fot. C. Nazaruk

Chyba wytchnieniem dla nich jest praca. Kiedy targają towary lub ludzi mogą wreszcie zejść z palącego słońca.
Bywa, że są szczęśliwe.
                 Fot. C. Nazaruk

W miasteczku rządzą koty.
                                     
 Nie boją się ludzi i są wszechobecne.
Spotykamy je na każdym kroku. 
Najważniejszą osobą w porcie jest znany wszystkim żeglarzom mężczyzna z wielką brodą. 
Niegdyś bezdomny, dziś z wielką werwą zarządzający ruchem w basenie portowym.
Na Hydrze każdy może znaleźć coś dla siebie. 
Tłoczne nabrzeże z kafejkami i sklepami.
Urocze zakątki z tawernami, w których siedzą Grecy.
Warto zaglądać do uchylonych drzwi. 
Można zobaczyć wtedy życie prostych Greków lub wykwintnie odrestaurowane pomieszczenia.
Przed wieczorem wybieramy się załogą na górę do monastyru.
Mijamy nocny "parking" dla osiołków. 
Maszerujemy w cieniu drzew. 
Wreszcie docieramy do celu.
Panuje tu absolutny spokój. Gdzieniegdzie widać medytujących mnichów. 
W maleńkim pomieszczeniu można, jak zawsze,  zakupić przetwory i krzyżyki własnej produkcji. Nowością jest piwo w lodówce. Nikt oczywiście nie kontroluje zakupów. Należy przeczytać cenę na produkcie i wrzucić pieniążki do skrzynki! 
Czekamy na zachód słońca jedząc tutejsze sery i zapijając piwem.
Niestety musimy opuścić to niezwykle miejsce.
Wracając podziwiamy widok oświetlonego miasta. 
Oczywiście witają nas koty.
                                    
Rano opuszczenie Hydry nie jest prostym zadaniem. Aby odbić od kei musimy pokonać dwa rzędy documowanych łódek. 
Jak zawsze z żalem odpływam z tego miejsca z nadzieją powrotu..