piątek, 18 lipca 2014

Magia, po prostu magia


Dziś wieje 7-ka.
Na samym foku nasza Atena pomyka 10 węzłów! 
Pogoda jest fantastyczna i kilka godzin szalejemy na morzu aby wreszcie zacumować w przepięknej zatoczce na Simi od wschodniej strony.
Otaczają nas z trzech stron wysokie skały. Woda ma temperaturę 28,2. Kąpiel sprawia nam wielką przyjemność. Załoga przygotowuje wspaniałą kolację, po której balujemy do północy. 

W pewnym momencie księżyc zaczyna dominować nad zatoką rozkładając srebrny welon na wodzie.
                                      
 Wyłączamy muzykę i resztę wieczoru spędzamy na dziobie rozkoszując się chwilą i oczywiście winem.

                                      
Mamy szczęście chwytać ulotne chwile, które przywędrowały tego wieczoru...

wtorek, 15 lipca 2014

Simi- piękna kobieca nazwa


Po 10 zaczynamy rejs. 
Dzielimy się jak zawsze szampanem z Neptunem. Wieje szóstka, jest czyste niebo i nie wiedzieć czemu świeci słońce.
                                         
Nasza Atena (Oceanis 523 ) zgrabnie przecina fale i po czterech godzinach dopływamy do portu Simi. 
Wyspa i miasto o ładnie brzmiącej nazwie jest śliczna.
Niektórzy porównują ją z Hydrą. Wędrujemy miasteczkiem robiąc bardziej i mniej ważne zakupy. Wieczorem idziemy do tawerny "Manos", która jest położona przy samej kei. Skusiła nas pięknym piecem i wystrojem. Niestety na tym jej zalety się skończyły. Jedzenie było beznadziejne. Zupa rybna była lurą, tzatziki nie miały czosnku. Porcje nie były ogromnych rozmariów. Kelnerzy cały czas mylili się z przynoszeniem potraw. Jedno co nas tutaj powaliło na kolana to ceny!
Mimo tej wpadki miasteczko bardzo nam się podobało.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Mistrz może być tylko jeden!


Mamy wreszcie mistrza świata w piłce nożnej, którym zostali Niemcy. Mecz był niezwykle zacięty i dopiero pod koniec  dogrywki padł zwycięski gol. Trzeba przyznać, że na tych mistrzostwach wiele meczy kończyło się dogrywkami i karnymi. Nowi mistrzowie już w półfinale pokazali, że są godni tego tytułu, poniewierając Brazylijczyków w sposób absolutny.
Źródło: Radio Eska
  

Urzekające Rodos


W tym niezwykłym mieście nie tylko budowle są godne zwiedzania. W przewodniku wyczytaliśmy o cudownym Parku Rodini , zbudowanym przez Włochów, w których żyją na wolności pawie i daniele. Zatrzymujemy taxi, które za 5 euro zawozi nas do tego zapomnianego raju. Kierowca odradza nam zdecydowanie zwiedzanie tego miejsca mówiąc, że jest beznadziejne, a o biegających danielach i pawiach możemy zapomnieć! Od kiedy Włosi opuścili wyspę nikt nie zajmował się parkiem. 
Rzeczywiście jest to zaginiony świat. Wszędzie widać dawne lata świetności w postaci niezwykle starannego zaprojektowania i wykończenia ogrodów. 
Przyroda wzięła to miejsce w absolutne posiadanie powoli zacierając ludzką pracę. Dziś z powodzeniem można tu kręcić film, którego akcja rozgrywa się w dżungli. 
Przez dwie godziny wędrujemy zachwyceni po tych zaczarowanych ogrodach. Spotykamy tylko cztery osoby. Wielka szkoda, że Rodyjczycy zaniedbali to miejsce. Opuszczamy z żalem ten świat.
Na Rodos przyleciała reszta załogi i czeka na nas z niepokojem. Trzeba zrobić zaprowiantowanie na łódkę aby jutro móc wypłynąć! Czas już pożegnać się z wyspą i życiem na lądzie!


sobota, 12 lipca 2014

Rodos


Na dwa dni stajemy się lądowymi szczurami. Wieczorem i rano pozachwycaliśmy się naszym widokiem z tarasu na port Mandraki i wieżę warowną św. Mikołaja, która niegdyś strzegła wejścia do zatoki. Mury uzbrojono w potężne armaty, a na noc rozciągano łańcuch by uniemożliwić wrogim statkom wpłynięcie do portu.
W porażającym upale idziemy do Starego Miasta. 
Tutaj włóczymy się kilka godzin po maleńkich uliczkach pełnych sklepików i knajpek. Oczywiście zwiedzamy również Pałac Wielkich Mistrzów. Zachwyca nas wewnętrzny dziedziniec z posągami dostojników rzymskich z I i II w n.e. Zostały przywiezione tu przez Włochów z wyspy Kos, a głowy rzeźb zostały dorobione podczas włoskiej rekonstrukcji. 
Na piętro wiodą monumentalne schody.
Tutaj można podziwiać niesamowite wnętrza z podłogami pokrytymi mozaikami z czasów hellenistycznych. 
Wszyscy podziwiają słynną rzeźbę Grupę Laokoona, ale nie wszyscy wiedzą, że oryginał znajduje się w Watykanie. 
W ostatniej chwili wpadamy na otaczający miasto mur ( za nami pani zamyka bramę) i rozpoczynamy wędrówkę do drugiej bramy. Grubość murów przekracza niekiedy 12 m, a wysokość 21 m!
Otacza je sucha fosa szeroka na 20 m. Budowla jest imponująca, a widok na miasto niezwykle malowniczy.
 Kompletnie wyczerpani docieramy do kresu naszej wędrówki. 
Zasłużyliśmy na piwo i co najmniej sałatkę grecką!

piątek, 11 lipca 2014

Zmiana dekoracji


Przyszedł czas na rozstanie się z Morzem Jońskim, jego czystą wodą, w której można się pławić w nieskończoność.

                                   
Pożegnanie z załogą, kapitanami Beatą i Piotrkiem, i ich łódką o przewrotnej nazwie "Paradoks" było dla mnie wzruszające.

Lefkada żegnała nas cudownym zachodem.

Ale jeżeli sądziliśmy, że wcześnie rano opuścimy pokład bez przeszkód to byliśmy w błędzie!
Otóż w momencie kiedy nasze bagaże miały być zniesione na ląd poczuliśmy szarpnięcie jachtu. To wypływający Słoweńcy splątali się z naszą kotwicą. Załoga tej łodzi nie umiała sobie poradzić z rozczepieniem kotwic, więc musieliśmy odcumować nasz jacht i do nich podpłynąć. Po dłuższym czasie kotwice zostały rozdzielone i nasza ponownie rzucona. Niestety cumując przy kei zorientowaliśmy się, że niestety kotwica nie trzyma. Manewr musieliśmy powtórzyć, a czas nieubłaganie się kurczył do odpłynięcia naszego promu! Po 40 minutach udało nam się wsiąść do samochodu i jak szaleni pognaliśmy do Igoumenitsy. Dzięki naszemu szalonemu kierowcy zdążyliśmy wsiąść na prom. 
Rejs minął nam spokojnie, aczkolwiek doznałam lekkiego zdziwienia widząc autobus dla więźniów.
Był to specjalnie zaprojektowany pojazd, w którym więźniowie siedzieli w oddzielnych celach. Tak więc musiał przewozić niezłych łobuzów, a nie zwykłych złodziejaszków!
Tak czy inaczej dotarliśmy wreszcie do lotniska na Korfu. Tutaj posiedzieliśmy w knajpce gdzie zaprzyjaźniliśmy się z gołębiem, który jadł mi z ręki! 
Z Korfu już czekał nas "tylko" lot do Aten, a potem na Rodos. 
Na lotniskach zeżarliśmy po pół tony jedzenia. Aż dziw, że ostatni samolot był w stanie unieść się w niebo mając nas na pokładzie.
Wreszcie po 15 godzinach dotarliśmy na miejsce, a przecież podróżowaliśmy tylko na terenie Grecji!

czwartek, 10 lipca 2014

Porto Spilia


Jeśli ktoś chce poznać najbardziej przyjazne miejsce na Morzu Jońskim to powinien zawinąć do Porto Spilia. 
Wpływając tutaj od razu widać, że dbałość o łodzie jest na najwyższym poziomie. Wszędzie są rozstawione muringi i zawsze ktoś z rodziny właścicieli czeka na kei aby pomóc przy cumowaniu. Kilka lat temu  zawinęliśmy tu przy bardzo wietrznej pogodzie. Byliśmy zdziwieni widząc chłopaka na pontonie, który pokazywał łodziom gdzie najlepiej cumować, a na brzegu stała ekipa z wyjętym muringiem, gotowym do podania przypływającym żeglarzom. 
Zatoczka koło mariny jest wielce urodziwa.
Miasteczko na górze ma niesamowity widok na wyspy z ich zatokami.
Tawerna przy samym brzegu nie zachwyca architekturą. Jest to sporych rozmiarów hangar. 

Nie należy się tym zrażać i szukać tawerny po drugiej stronie zatoczki. Stoliki tutaj stoją na plaży przy samym brzegu ( co ja uwielbiam ), żarcie jest wyśmienite, a rodziny ciężko tu pracujące tworzą fantastyczną atmosferę. Jeden z braci o wyglądzie troglodyty jest tu wszechobecny. Jeśli ktoś mu podpadnie to ma przechlapane, a jeśli kogoś pokocha to na zabój!
Nasze kapitanostwo i my na szczęście należymy do drugiej grupy. 
W super nastrojach zasiadamy przy stolikach. Objadamy się jak zawsze tutaj nieprzyzwoicie. Ku naszemu zdziwieniu, mimo późnej pory, między stolikami maszeruje mewa.
Zajada się rzuconymi kawałkami ryby ( natomiast gardzi chlebem). Okazało się, że była znaleziona w maju będąc małym pisklaczkiem. Wyszykowano jej pudełko i dbano o nią karmiąc małymi rybkami! Dziś ptaszysko dostosowało się do trybu życia tawerny i jej gości. Nie sypia nocami jak jej pobratymcy, tylko towarzyszy ludziom do późnych godzin nocnych. Tym razem maszerowała po tawernie i kei jeszcze o 3 w nocy! Ciekawe czy zacznie wreszcie latać, bo w tej chwili widać, że jest zadowolona z życia i nie myśli o wznoszeniu się w niebo.
Po porannej kawie ( tak koło 12 ) opuszczamy z żalem to przyjazne miejsce.
Czas płynąć w kierunku Lefkady.



środa, 9 lipca 2014

Świat w szoku: 7:1 dla Niemców!!!


Wczoraj oglądaliśmy mecz Brazylia-Niemcy w Porto Spilia. W tawernie była trójka Niemców, a reszta to totalna mieszanka. Niemieccy kibice szaleli ze szczęścia przy każdej bramce.

                         Zdjęcie, źródło: "Głos Wielkopolski"
Reszta widowni zachowywała się umiarkowanie.  Grecy byli lekko załamani. 
No cóż wygrali lepsi i tyle!

wtorek, 8 lipca 2014

Bogata samotność


Nie pierwszy raz cumujemy przy wyspie Skorpios, której właścicielem jest rodzina słynnego Onassisa. 
Zawsze współczułam  właścicielom tej krainy, którzy w odosobnieniu spędzają tutaj czas. Jeśli bogactwo czyni nas samotnymi, to po grom być bogatym! Przez lata byliśmy przyzwyczajeni, do nocnych patroli na lądzie i, że nie można łazikować po wyspie. 
W zeszłym roku wyspa została wydzierżawiona Rosjanom. Nie chcę powtarzać plotek komu. Większość zatoczek jest w tej chwili ograniczona bojami i nie ma możliwości kąpania się przy wyspie! 
Prawo greckie mówi, że nawet prywatne wyspy muszą udostępnić dostęp do linii brzegowej, ale jak widać Rosjan to prawo nie obowiązuje! Znajdujemy wreszcie zatoczkę bez bojek, w której cumujemy. Załoga pławi się w wodzie ( woda ma +27,6!) i jest cudnie!

Raptem przypływa ponton z ochroną wyspy informując nas, że o 19 musimy opuścić zatokę, bo nowi właściciele nie życzą sobie obecności żeglarzy przy wyspie nocą! Świat i Grecja się kończy. Pieniądz zdobywa tu bezwzględną władzę, a pogodni Grecy nie mają szans. 
Tak więc niech bogacze pławią się bogactwem w samotności, a my zdobywajmy ten świat!

niedziela, 6 lipca 2014

I znowu w niebie!


Wylądowaliśmy na Korfu gdzie przywitało nas słońce, błękitne niebo i uśmiech naszych przyjaciół.
W porcie Gouvia przy pierwszej knajpce rzuciliśmy nasze bagaże aby spożyć sałatkę grecką, tzatzyki i popić to tutejszym białym winem. 
Na cudnej łódeczce o nazwie " Paradoks" wypiliśmy szampana za zdrowie załogi i podzieliliśmy się nim oczywiście z Neptunem.

                                     
Wieczorem odwiedziliśmy znajomą knajpkę gdzie można potańczyć, popatrzeć jak tańczą Greka Zorbę i wypić mohito lub ouzo. 

                                    
Balowaliśmy do 4 rano.  
Rano ( ok. 10 ) wypłynęliśmy z portu. 
Witaj cudowna Grecjo!

sobota, 5 lipca 2014

"Egejskie marzenie"


Jeśli ktoś nie zna Grecji albo ją mało zna nie powinien czytać tej  książki!
                                       
Już samo hasło umieszczone na okładce pod tytułem: "Strzeż się swoich pragnień, bo mogą się spełnić", jest absurdalne. Jak możemy się bać spełnienia marzeń! Często są one jedynym motorem popychającym nasze działania! Nie ma człowieka, na tym łez padole, który nie ma marzeń. Czy są one malutkie czy wielkie to nie ma znaczenia. Ważne aby dążyć do ich spełnienia.  
Następnym zdziwieniem był jeden z powodów dla którego para Amerykanów przeniosła się do Grecji. Otóż była to słoneczna pogoda jaką mieli w Kalifornii! Dario, główny bohater i autor,  był znudzony bezchmurnym niebem w swoim kraju. Wybrali wyspę Skopelos, na której jesienią wieje wiatr i pada
Moim marzeniem jest mieszkać na Krecie, która jest położona bardziej na południu. No cóż każdy dokonuje swoich wyborów. 
Główny bohater ( nie pierwszej młodości) zaczął jeździć do Grecji będąc małym chłopcem razem z rodzicami. Wydawało się, że zakochał się w tym kraju i zaraził tym swoją żonę ( przed opuszczeniem USA zaczęli się nawet uczyć greckiego).  Niestety absolutnie nie zrozumiał tego kraju i jego mieszkańców. Mentalność Greka jest pozbawiona amerykańskiego poczucia  bycia  " the best" z ciągłym uśmiechem na ustach ( tylko, że Amerykanom oczy się nie śmieją). Ciągła krytyka greckiego stylu bycia i porównywanie go z amerykańskim"porządkiem" budziła moją irytację. Przecież cały świat wie, 
że grecka biurokracja to jeden wielki bałagan! Decydując się na mieszkanie w danym kraju musimy przyjąć go z całym dobrodziejstwem inwentarza. 
Poza tym nienormalnym było sprowadzenie prawie całego majdanu z USA ( sprowadzili nawet pudła Daria z klamotami do których nie zaglądał latami! ).
Kosztowało to majątek, a przecież nie byli wielce zamożnymi. 
Niepodobieństwem dla mnie było składanie dokumentów o pobyt stały zgodnie z tym co teoretycznie głoszą greckie przepisy. Ja złożyłabym dokumenty w pierwszym tygodniu po przyjeździe, a nie marnowała kilka miesięcy. Czytając książkę cały czas miałam nadzieję, że bohaterowie zostaną w Grecji. Niestety nie okazali się twardzielami i wrócili do Stanów ( ponownie zabierając swoje liczne bambetle- bo bohater nie lubił rozstawać się ze swoimi rzeczami nawet z tymi, które od lat tkwiły w pudłach). Tak więc bohaterowie książki zrobili sobie drogi wypad do Europy i przy okazji wyprowadzili swoje starocie na światowy spacer. Dodatkowo dołującym faktem jest autentyczność tych wydarzeń.
Na szczęście to nie zmieniło oczekiwań moich względem tej cudownej krainy, która kojarzy mi się zawsze ze słońcem, bielą i błękitem budynków i uśmiechem Greków!