środa, 9 września 2015

Nissiros- piekło czy raj? ( Grecja-Dodekanez-żagle)



Odwiedziłam tę wyspę pierwszy raz rok temu  (post na blogu z dn. 18.09.2014) i wywarła na mnie i całej załodze niesamowite wrażenie. 
Połowa tegorocznej załogi była wtedy ze mną i wszyscy ucieszyliśmy się niezmiernie z možliwości ponownego zacumowania w spokojnej Pálli. 
Rano Krzysztofa zabrał skuterem przystojny Grek do wypożyczalni samochodów, gdzie wypożyczyliśmy dwa autka. 
Dzieje cywilizacji wyspy są bardzo długie. Już Homer wspomniał o Nisyryjczykach walczących pod Troją. A od 150000 lat wyspę kształtuje najmłodszy, aktywny wulkan Grecji (ostatni wybuch w 1913 roku).
 Pierwsze kroki oczywiście kierujemy do wulkanu, którego panoramę mamy możliwość podziwiać z drogi. 
Po wyjściu z samochodów zostajemy szczelnie otuleni gorącym powietrzem i smrodem siarkowodoru. Ochoczo udajemy się do największego krateru Stefanos. 
Tutaj słychać nieustanne syczenie i wdać bulgoczące błoto.  
Grunt jest grząski. Ja z Sylwią musimy zrobić błyskawiczny odwrót. Wybrałyśmy się w plastikowych sandałkach, które podejrzanie zaczęły się topič i stopy paliły nas nieziemsko.
Wyleźliśmy z krateru. 
Leniwce zostały przy kiosku z napojami, a reszta pomaszerowała do krateru Polivotis. 
Tutaj różnorodność ukształtowania terenu jest niesamowita. 
Łazikujemy wzdłuż wąwozu pokrytego siarką, a wokół widać buchające opary siarkowodoru. 
W tych warunkach wyskakujący, z jednej z dziur, diabeł z widłami byłby absolutnie na miejscu!
Z oddali na wzgórzu patrzy na to wszystko biała cerkiew w wiosce Nikia.
Tam oczywiście kierujemy nasze samochody. 
Po drodze mijamy maleńką kapliczkę i zniszczone kamienne zabudowania. 
Do 1993 roku były tu prowadzone prace, nad uzyskiwaniem energii geotermalnej, podczas, których zniszczono część ważnego szlaku turystycznego wyspy. 
Dojeżdżamy do cudnej cerkwi na wzgórzu. 
Widok tak jak w zeszłym roku zapiera nam dech w piesiach.
Z jednej strony widzimy otchłań piekła, a z drugiej bezkresny błękit raju. 

Widząc jak wygląda piekło i raj trzeba się zastanowić nad swoim postępowaniem. Skończyć do końca świata w śmierdzącej, gotującej się siarce jest słabą opcją...
Z cerkwi schodzimy stromymi, wąskimi schodkami do miasteczka. Nikia jest niezwykle urokliwą wioską z fantastycznymi widokami na morze i wulkan. 
W ciągu roku wyremontowano wiele domów co czyni to miejsce jeszcze piękniejszym. 
                                        
Opuszczamy wioskę i malowniczą drogą jedziemy do następnej miejscowości. Krajobrazy są tu niesamowite. 
Odwiedzamy naturalną, wulkaniczną saunę, po wyjściu z której 37 stopni upału na zewnątrz wydaję się chłodnym! 
Opuszczone do tej pory Emborio zaczyna ku naszej radości wracać do życia. 
Wędrujemy na górę wioski, gdzie jest pięknie odnowione kilka domów. 
Po drodze zrywamy pyszne figi.
                                      
W dolnej części wioski zatrzymujemy się w maleńkiej tawernie. 
Jemy tu pyszny posiłek. Przebojem jest sos z tartych migdałów, starego chleba, czosnku, oliwy, przypraw i vinegre. 
Wracając do portu udaje nam się odnaleźć kapliczkę przerobioną ze starej rzymskiej łaźni. 
Wieczorem mamy chwilkę lenistwa, a po dwudziestej idziemy do rodzinnej tawerny Aphrodite. Tutaj jemy najlepszego w życiu królika stiffado, który jest jednym z greckich tradycyjnych dań. Żal nam opuszczać to piekło przemieszane z rajem, ale tyle mamy jeszcze wysp do opłynięcia!

niedziela, 6 września 2015

Nowa załoga- następny fajny czas (Grecja-żagle)


Dotarcie na Kos odbyło się bez problemów. Miasto Kos jakie pamiętaliśmy z przed roku, kiedy nasza córka brała tu ślub, jest nie do poznania. Wszędzie widać rozstawione namioty syryjskich uchodźców. 
           Fot. B. Gad-Karpierz
Uśmiechnięty Adonis czeka na nas w porcie. Cieszymy się bardzo, że znowu będziemy pływać na pięknej Atenie jaką jest Oceanis 523 Exclusive. Robimy błyskawicznie zaprowiantowanie i decydujemy o natychmiastowym wypłynięciu. Adonis nas żegna oddając cumy.
Żegnamy zalany słońcem port. 
Obłaskawiamy jak zawsze, pierwszego dnia rejsu, Neptuna szampanem. 
Wieje fajny wiatr, a my płyniemy w kierunku Nisiros. 
Sylwia mówi na głos, że marzy zobaczyć delfiny. Nie mija kilka minut kiedy pojawia się duża grupa ( kilkunastu) delfinów. Najpierw wykonują kilka salt wokół płynącego,obok katamaranu.  Następnie na kilka dłuższych chwil przypływają do nas.
 My biegamy jak wściekli po pokładzie usiłując zrobić ciekawe zdjęcia!
Pełni werwy dopływamy do porciku Palia. A tutaj wieńczymy dzień wspaniałą kolacją w tawernie. I chyba o to chodzi!

sobota, 5 września 2015

Sounion- zawsze i wszystkich zachwyca. (Grecja- żagle)


Kwintesencją wakacji może być zacumowanie jachtu w pięknej zatoce pod starożytnymi ruinami. Miłym dodatkiem będzie mała tawerna na lądzie. Czy to jest możliwe? Oczywiście! W Grecji wszystko jest możliwe!
Z daleka widzimy ruiny świątyni Posejdona na Sounionie.
Kolumny świątyni przyglądają się z góry cumującym łódkom w zatoce. 

Wieczorem wszystkie załogi i okoliczni turyści wędrują do świątyni. 
Nikt nie opuszcza wzgórza do zachodu słońca, który jest niesamowity. 
Wieczorem zasiadamy na kolację w tawernie na plaży. Obok leniwe leży nasz ponton (trochę uszło z niego powietrze), a na górze widać oświetlone ruiny.  Po powrocie pontonem na łódkę balujemy, pod gwiazdami, do białego rana.
I to jest ta prawdziwa esencja wakacji, a może nawet życia....
Zakończenie rejsu w takich okolicznościach jest fenomenalnym zwieńczeniem wspaniałych dwóch tygodni. 
Dziś wcześnie rano pożegnałam załogę w Lavrionie, która po południu jechała do Aten gdzie skąd leci samolot do Polski. 
A ja? A ja lecę szybciutko na Kos gdzie spotkam się z następną załogą. W sercu mam ciągle urokliwy Sounion, ale świat ciągle gonić chcę!!!!!

piątek, 4 września 2015

Przyjazne Kithnos. ( Grecja-Cyklady- żagle)



Zapływamy na nasze ukochane Kithnos, gdzie czeka na nas nasz przyjaciel Janis z najlepszą zupą rybną na świecie.
Nie potrafię powiedzieć, który raz tutaj jestem. Uwielbiamy jego restaurację Bizantino, której stoliki znajdują się bezpośrednio na plaży. Janis i jego rodzina kochają zwierzęta. Dlatego w ich tawernie nikt nie przegania psów, kotów czy kaczek!
 Łażą sobie spokojnie jak gdyby nigdy nic i już! 
Panuje tu przyjazna atmosfera, a pyszna kuchnia jaką serwują powala każdego! Zupy rybnej, na którą tu przyjeżdżamy od lat, nie ma w menu. Dlatego zawsze uprzedzamy telefonicznie kiedy robimy najazd na zatokę Merichas.
Janis wita nas uśmiechnięty. Obżeramy się jak zawsze.  Niestety czeka nas przykra wiadomość o Adonisie- zaprzyjaźnionym Greku, w którego klubie jazzowym balowaliśmy kilka ładnych lat. W styczniu wypłynął swoją własnoręcznie wykonaną łódeczką przy bardzo silnym wietrze. Niestety do dzisiaj go nie odnaleziono. 
Siedzimy do późnego wieczora z Janisem i gadamy o wszystkim. Głównym tematem oczywiście jest sytuacja Greków. 
Mimo tragedii Adonisa świat nie zatrzymuje się w miejscu. Rozbrykane dzieciaki biegają na plaży, roześmiani ludzie siedzą w restauracjach. Nocą kluby żyją pełną parą, a ludzie tañczą na ulicach.
Rano opuszczamy gościnne Kithnos. Ze smutkiem patrzymy na białe zabudowania i kremowy, kamienny, zamknięty Rock Castle Adonisa. Ech życie....


czwartek, 3 września 2015

Żegnajcie Sporady, witajcie Cyklady! ( Grecja- żagle)


Ok. 15 opuszczamy ruchliwe Skiathos i płyniemy w kierunku Skopelos. Jest to piękna, zielona wyspa. Trzy lata temu objeździliśmy ją na skuterach. Tym razem mijamy ją prawą burtą. Podziwiamy małą cerkiew na wysuniętej w morze skale, która była pokazana w filmie " Mamma Mia". 
Na nocleg zatrzymujemy się w ślicznej zatoczce na Peristera. 

Łazikujemy tutaj po lądzie fotografując widoki.

Rano rozpoczynamy płynięcie w kierunku Cyklad. 
Po drodze cumujemy na Kyra Panagia. 
Kolejna zatoka  urzeka nas swoją urodą, ale snurkowanie nas nie zachwyca, ponieważ dno jest zaśmiecone. 
Ostatnią noc na Sporadach spędzamy na Sarakino w zatoczce Glifada, w towarzystwie przemiłego Greka, który służył nam radą jak najlepiej zacumować.
Chcieliśmy kupić od niego rybę, ale niestety połowy miał marne z powodu wiejącego meltemi. 
Noc mamy bardzo niespokojną przez silny, o zmiennym kierunku, wiatr. Na szczęście kotwica trzymała jak zamurowana, a cumy z brzegu też dały radę utrzymać nas przez całą noc.
Wstaliśmy nieprzytomni o 6 rano. Kapitan nie miał dla nas litości ponieważ czekało nas do przepłynięcia 77mil!  Pokonanie tak długiego dystansu było wyjątkową dla nas zabawą. Wiało 30 węzłów. Tak silny wiatr nie był uciążliwy ponieważ płynęliśmy baksztagiem. Sunęliśmy po wielgachnych falach z prędkością 13,4 węzłów! 
Po 10 godzinach znaleźliśmy się w cichej zatoczce Khalidoniki na wyspie Kea.
Żegnajcie Sporady, witajcie Cyklady!

środa, 2 września 2015

Cudne Skiathos. (Grecja- Sporady- żagle)


Po południu dopływamy do Skiathos. W porcie nie ma możliwości nawet wepchnąć szpilki. Opływamy niewielki cypel i cumujemy z drugiej strony miasta. 
Niestety nie możemy tu zostać bo jest to vipowska keja dla jednostek motorowodnych. Zostajemy odesłani do podejrzanie pustej kei gdzie jest tylko jeden jacht.  Okazuje się po chwili, że co kilkanaście minut przepływają obok promy, które pozostawiają wielką falę. Poza tym nisko nad naszymi głowami przelatują lądujące tu, na ruchliwym pasie, samoloty.   
 Dno porastają tutaj gęste glony. W tej sytuacji kotwica ma marne szanse na dobre zacumowanie. Nasza cierpliwość zostaje wystawiona na niezłą próbę. W końcu, po kilkunastu razach, rzucania kotwicy,  udaje się nam dobrze zakotwiczyć i porządnie zacumować.  
Wreszcie załoga może iść w miasto! 
Większa część, ładnej zabudowy, Skiathos została spalona przez hitlerowców. Jednak ożywiona atmosfera i bujne życie nocne przyciągają  tłumy  turystów. Jest tu wiele sklepów mniej i bardziej eleganckich, każdy może wybrać sobie knajpkę, w której można zjeść. Po kolacji można przejść się na spacer lub pójść na drinka do licznych barów, a następnie udać się do dyskotek, które otwierają się o 1 w nocy. 
Rano, po szybkim śniadaniu, wypożyczamy dwa samochody Suzuki Jimmy.
               fot. I. Sroczyńska
Każdy z nich miał być zarejestrowany na 5 osób ( przynajmniej tak nas poinformował właściciel wypożyczalni). Okazało się, że na tylnim siedzeniu może jechać trójka sześciolatków  (szczupłych)! Tak więc niektóre z nas musiały siedzieć na kolanach panów.   
Niewygody jazdy rekompensują nam niesamowite widoki. 
Odwiedzamy monastyr Evangelistria. 
Wysiadając z samochodów słyszymy śpiew mnichów. Panuje tu spokój i mamy wrażenie, że czas na chwilę się zatrzymał.
Przy ścianach w donicach rośnie bazylia i mandarynki. 

Koty leniwie się przeciągają prowadząc tu sielskie życie. 

Chętni mogą zakupić wyroby klasztoru: oliwę, wino, makatki (jeden odwiedzający wychodził obładowany zakupami, niczym kobiety ze sklepu z obuwiem).
My zatrzymujemy się na chwilę w knajpce za murami klasztoru. 
Popijając kawę podziwiamy fenomenalną panoramę. 
Następnym odwiedzanym przez nas miejscem jest Castro- opuszczona XVI- wieczna stolica. 
Wiedzie tu wązka, wyboista i nierzadko z dużym nachyleniem droga. 
                               
Po opuszczeniu samochodów trzeba przejść kilkaset metrów stromą ścieżką. Kiedyś żyło w tym miejscu od 500 do 1500 osób i wybudowano 20 cerkwi. 300 lat mieszkańcy bronili się przed piratami. Niestety czas tu się nie zatrzymał. Większość domostw zniknęła. 
Mijamy ruiny pozostałych domów. Dwa z ocalałych były otwarte więc nieśmiało zajrzeliśmy. 
Weszliśmy również do małych cerkiew. Malowidła na ścianie i ikonostas powaliły nas absolutnie. 
Panuje tu wyciszona atmosfera (z powodu utrudnionego dotarcia nie ma tu tłumów turystów). Tylko słychać buszujący w skałach wiatr.
Panorama ze starej stolicy robi na każdym niesamowite wrażenie. 
Zresztą objeżdżając wyspę nieustannie napawaliśmy się widokami. 
Mimo licznie przybywających do stolicy Skiathos turystów wyspa jest przecudnej urody i cieszę się, że ponownie ją odwiedziłam.