środa, 25 czerwca 2014

Linowe szaleństwo


Na czwarty dzień naszej wędrówki przygotowałam dla nas niespodzienkę: park linowy! Część grupy odniosła się do tego pomysłu bardzo sceptycznie, ale chciał nie chciał musieli się stawić. Już przy zakładaniu uprzęży i kasków były niezłe jaja. 
Na pierwszy ogień poszli mężczyźni i Małgorzatka.
To co wyprawiała pierwsza grupa przeszło nasze oczekiwania. 
Widzowie płakali ze śmiechu widząc poczynania naszej dzielnej drużyny.
Jako drugie poszły kobietki i trzeba przyznać, że mimo trudnej trasy sprawiły się świetnie. 

Mnie się tak spodobało, że ostatni odcinek powtórzyłam!
                            
Wszyscy uczestnicy tego szaleństwa byli zachwyceni ( niektórzy nawet odszczekali krytykę). 
Za 15 złotych mieliśmy ogromną radość z pokonywanej trasy i ubaw po pachy z wyczynów naszch kolegów! Jakiż ten świat jest fajny!

niedziela, 22 czerwca 2014

Roztocze- wielka ludzka życzliwość

Wczoraj przeszliśmy ok 25 km. Przejście z Guciowa do Józefowa było fantastyczne. 
Ciągnące się po horyzont łany zbóż zachwycały wszystkich.
 Kiedy brakowało nam wody zachodziliśmy do gospodarstw gdzie witano nas bardzo serdecznie. W jednym gospodarstwie podarowano nam wodę gazowaną i nie chciano od nas pieniędzy. W Józefowie czekał na nas niezwykle uprzejmy pan Adam, który niepokoił się czy damy radę dojść. Oczywiście daliśmy. W stołówce szkolnej dostaliśmy tonę gołąbków, której nie pokonaliśmy i sporo zostało. 
                           
Wieczorem twardziele poszli zwiedzać kamieniołomy.

Następnego dnia przy słonecznej pogodzie wyruszyliśmy do wsi Obrocz. Czekała nas ok. 30 kilometrowa trasa. Po drodze zrywaliśmy truskawki na polach, jagody i poziomki w lasach. 
W połowie drogi przycupnęliśmy przy małym samotnym domku. Po kilku minutach wyszła do nas staruszeczka, która swoją werwą mogła obdzielić nas wszystkich.
 Babcia Stasia zaśpiewała kilka piosenek ze wschodnim akcentem i opowiedziała nam historię swojego życia. Po czym pobiegła do domku i wróciła z taboretem i pudełkiem zdjęć. Z wielką przyjemnością oglądaliśmy stare, pożółkłe zdjęcia. 
Z żalem opuszczaliśmy przeuroczą gospodynię. 
Skromność i życzliwość w tych rejonach idą w parze....

piątek, 20 czerwca 2014

Nudzić się nie będziemy!


Wreszcie nastała, oczekiwana przez całą Polskę, środa przed Bożym Ciałem. Od rana nikt nie myślał o tym co jest do zrobienia w pracy. Większość błądziła myślami co będzie robić przez najbliższe dni, albo że będzie robić nic!
Kolejny rok zebraliśmy grupę 17 wariatów na nasz Ogólnopolski Rajd Violinowy. Tym razem idziemy na trekking po pięknym Roztoczu.
Po licznych rozmowach i konsultacjach na najwyższym szczeblu część grupy jedzie samochodami, a część pociągiem. 
Tak więc stawiliśmy się na dworcu Warszawa Wschodnia i upchnęliśmy do pociągu jadącego do Lublina. Każdy zdobył miejsce siedzące i to był ten moment kiedy zaczęliśmy nasz trekking!
W Lublinie przesiedliśmy się na szynobus. Pan konduktor był niezwykle miły.
W końcu dotarliśmy do Guciowa gdzie w Zagrodzie Guciów zjedliśmy zupę pokrzywową! 
Balety nocne jak zawsze udaly się niebywale.
Spanie na ogólnej sali jak zawsze było cudownym przeżyciem!


wtorek, 17 czerwca 2014

Na szczęście niektórym się chce...


Podziwiam ludzi, którzy nie przesiadują przed telewizorem tylko realizują swoje pasje. Nieważne jakie one są, ważne że są rozwijane!
Nasi przyjaciele mają nieprawdopodobną działkę niedaleko Skierniewic. Jest to właściwie półwysep na bagnach. Gospodarze mają fantastyczne pomysły na zagospodarowanie swojej ziemi. Np. wybudowali wieżę widokową. 
                                       
Z wieży rozpościera się niesamowity widok na okoliczne oparzeliska.
Gospodyni tego zaczarowanego miejsca ładnych parę lat temu założyła z koleżankami zespół ludowy "Kumy" ( na jesieni będą obchodziły dziesięciolecie!). 
Mimo obowiązków rodzinnych i zawodowych spotykają się regularnie na próbach. Wydały nawet płytę!
Każdego roku na swojej ziemi zwariowane małżeństwo organizuje piknik. Przyjeżdża masa osób. Każdy przywozi co tam chce do jedzenia i picia. 
Wiechu ( gospodarz pełną gębą) przygotowuje z Hanką ( swoją żoną zresztą) niezbędną infrastrukturę: stoły i grille do żarcia i picia oraz zadaszoną scenę do występów i tanecznych baletów! 

"Kumy" oczywiście dają dwa koncerty. Pierwszy to ludowe przyśpiewki, a drugi to istny kabaret.
W tym roku nawet piękny Puchacz zawitał na piknik ( każda pani chciała zdjęcie z ptakiem właściciela- cokolwiek to znaczyło).
                                           

Piknikowe szaleństwo trwa całą noc. Można? Można! Wystarczy chcieć.

sobota, 14 czerwca 2014

Safari nurkowe- za czym tęsknię

-Za błękitem wody, do którego wskakujemy i zanurzamy się z nadzieją przeżycia następnej wspaniałej przygody.
                                     Fot. Mirek Król
-Za kolorami pod powierzchnią wody, które bombardują nas swoim nasyceniem. 
                                    Fot. Mirek Król
Uwielbiam spotkania z ufnymi Napoleonami.
                                          Fot. Mirek Krôl
-Za podniesioną adrenaliną kiedy szykujemy się na nocne nurkowania.
Wiemy, że następna godzina w czarnej otchłani będzie pełna wrażeń.
-Za gadkami o niczym z wariatami.
                                  Fot. Mirek Król
-Za brakiem czasu kompania się w jacuzzi ( wolimy "męczyć się " pod wodą).
Boże za iloma rzeczami tęsknię...
Minęło kilka dni od powrotu do domu, a ja wciąż śnię, że wskakujemy do błękitnej wody i zanurzamy się z nadzieją przeżycia następnej wspaniałej przygody.
Nic na to nie poradzę...
                                    Fot. Mirek Król
                              Fot. Krzysztof Zarzycki

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Porażka w kratkę...


Dostałam w prezencie obudowę do mojego aparatu fotograficznego Sony  Nex5.
L
Wypróbowałam ją podczas snurkowania kilka miesięcy temu. Cieszyłam się bardzo, że będę miała znowu możliwość robienia fajnych zdjęć na safari nurkowym w Egipcie. 
Po przygotowaniu obudowy zabrałam ją na jednego nurka bez aparatu. Sprawdziła się świetnie więc można było wreszcie włożyć do niej aparat. Przed zejściem pod wodę cały komplet poleżał z innymi aparatami w pojemniku z wodą. Pełna nadziei przygotowywałam się na natępnego nura. Jakież było moje zdziwienie kiedy na 20  metrach zobaczyłam odrobinę wody w środku. Płynu nie przybywało. Trzymając obudowę pod odpowiednim kontem chroniłam aparat przed słoną wodą. Niestety podczas wynurzania, do środka w błyskawicznym tempie zaczęła wlewać się woda,  Ogarnęła mnie czysta rozpacz! Nic nie mogłam na to poradzić! Po powrocie na statek wyjęłam mój ukochany aparat, rozebrałam na części i wsadziłam do słodkiej wody   (opór psychiczny był u mnie wielki kiedy wkładałam to wszystko do pojemika z wodą). Po powrocie do domu trzeba będzię oddać ten złom do serwisu, ale nadzieja jest żadna. Po wyschnięciu karta zadziałała i odzyskałam zdjęcia! 
No cóż,  przyszło mi znów robić podwodne zdjęcia aparacikiem, który mam wmontowany w masce. Tym razem moja gonitwa dała mi nieżle po łapach....

piątek, 6 czerwca 2014

Tajemniczy Dedalus


Po ośmiu godzinach płynięcia wita nas latarnia morska na Dedalusie.
Jest godzina 5.30. Sprawdzamy nitrox w butlach i odbywamy briefing przed zejściem do wody. 
Wieje bardzo silny wiatr i są spore fale. Zodiaki (pontony) zawożą nas na przeciwległy koniec rafy. Kilka minut płynięcia ciągnie się w nieskończoność. Sternik stara się pokonywać fale umiejętnie, ale niewiele to pomaga. Nasza łupinka co chwilę wspina się na grzbiety fal by z chukiem opaść w dół. My kurczowo trzymamy się siebie, ale i tak czujemy się jak gruszki w betoniarce. 
                                  Fot. Krzysztof Zarzycki
Wreszcie skaczemy do wody. Zatrzymujemy się na 30 metrach. Po kilku minutach podpływją do nas trzy rekiny młoty. 
                                           Fot. Krzysztof Zarzycki
Są jak zawsze piękne i dostojne.
"Jesteśmy w siódmym niebie". Nic więcej nie jest nam do szczęścia potrzebne... Powoli płyniemy w kierunku statku. Po drodze napotykamy rekiny rafowe white-tip'y. Plączą się wokół nas nieduże napoleony i tysiące maleńkich kolorowych rybek.
                                        Fot. Krzysztof Zarzycki
Na kolejnym nurku przepływa pod nami stado (ok. 30 sztuk) rekinów młotów.
Zachwytom wszystkich nie ma końca. 
Jak by tego było mał, płynąc na przystanek bezpieczeństwa widzimy blisko nas majestatycznie poruszającą się czarną mantę. To już naprawdę była "wisienka na torcie"!
                                             Fot. Krzysztof Zarzycki

czwartek, 5 czerwca 2014

Wreszcie nurki!


Rano żegnamy Port Ghali i wypływamy na szeroką wodę. 

Zatrzymujemy się przy rafie Abu Dabab 2 na pierwszego nurka. Niektórych z nas bardzo stresuje pierwsze wejście pod wodę. 
Przejrzystošć wody jest fantastyczna, a koralowce przecudnej urody. 
                                                 fot. Krzysztof Zarzycki

Pławimy się w ławicach kolorowych rybek. 
                                                fot. Krzysztof Zarzycki

Ostatnie 15 minut spędzamy w ogromnej, bardzo dobrze doświetlonej grocie. 
                                         fot. Krzysztof Zarzycki

Niestety po 70 minutach pod wodą trzeba wracać na statek. Nie chce nam się jak jasny gwint! Na szczęście gonitwa świata w Morzu Czerwonym dopiero się rozpoczęła!

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Super podróż

Noc przy pakowaniu i pisaniu rozlicznych e-maili minęła błyskawicznie. Nie zdążyłam zrobić się śpiąca. O czwartej stawiłam się na lotnisku. Mimo zapłaty za nadbagaż (80 zł) weszliśmy do samolotu w świetnych nastrojach. Okazało się, że przy zapełnionym samolocie ostanie rzędy były wolne. Tak więc nasza grupa miała indywidualne leżanki. Przespałam leżąc cały lot i wypoczęta stanęłam na egipskiej ziemi. Słońce paliło niemiłosiernie i było cudownie!! Po 3 godzinach jazdy dotarliśmy do ekskluzywnego portu Ghalib.



Pierwszy raz zobaczyłam w Egipcie zacumowane, piękne katamarany.






Na nas czekała łódź Emperior Elite.





Wszytko jest tu wspaniale zorganizowane. Kabiny są przestronne.
 Oczywiście nie mogło być normalnie, bo w nocy okazało się, że z sufitu cieknie woda z uszkodzonej klimatyzacji wprost na moje łóżko. Obsługa wymyśliła niezwykłą konstrukcję.




Ten cud techniki miał mnie zabezpieczyć przed kapiącą wodą.



 Do rana jakoś wytrzymam, a od jutra nureczki. Hej!