piątek, 20 maja 2016

Wreszcie dopłynęliśmy na St. Johns. ( Egipt- safari nurkowe)

Dotarcie na St. Johns zajęło nam całą noc. Rejs był cudownie spokojny, bo tym razem Morze Czerwone przyjęło nas niezwykle gościnnie: powierzchnia wody była jak lustro. 
Dzięki temu osoby uczestniczące w kursach na stopnie nurkowe miały znacznie ułatwione zadanie. 
Jak na maj temperatura powietrza szalała, ale chcieliśmy ciepła to je mieliśmy i już! 
W tych okolicach byłam wiele razy i za każdym razem nurkowania były niezwykłym przeżyciem. (Lubiących głębokie nurkowania- rafy Habili Ali i Um el Eroug usatysfakcjonują absolutnie.)

Napotkane na rannych nurkowaniach rekiny nie chciały się dać sfotografować. 
Młody rekin rafowy był wciśnięty w małej jaskini i nie zamierzał nam okazać swych wdzięków w pełnej okazałości. 
Za to mureny roztaczały swój czar usiłując zaprzeczyć opini, że są zwyczajnie brzydkie. 
Trzeba przyznać, że w tym przypadku los nie był sprawiedliwy- jest nadzieja, że może chociaż obdarzył je inteligencją..) Wypłyceniu towarzyszyły piękne widoki i ooogromne ilości rozmaitych rybek! 

Wszyscy osiągnęliśmy pełnię szczęścia! 

czwartek, 19 maja 2016

Nurkowania czas zacząć! (Egipt - Rafa Marsa Alam)



Pierwszego dnia pobudkę mieliśmy nie za wcześnie (7.30). Po śniadaniu Piotr, który jest naszym szefem przeprowadził spotkanie, na którym starał się włożyć w głowy uczestników jak najwięcej niezbędnych informacji.
 Podczas dnia na rufie umieszczono polską flagę. 
Pierwszy dzień na safari nurkowym jest dla wszystkich, w jakimś stopniu, stresujący. Sprawdzenie nawet znanego, sobie, sprzętu wymaga zwiększonej uwagi. 
Po zalaniu, jesienią, aparatu nurkowego musiałam zaopatrzyć się w nowy. Skupienie uwagi na montażu aparatu i lampy spowodowało brak czujności względem maski. Efektem było uporczywe i całkowite parowanie maski. Przemywanie pod wodą poprawiało sytuację na kilka sekund, po czym miałam mleko przed oczami. Wróciłam z moim buddy na powierzchnię gdzie spryskano mi maskę specjalnym płynem. Niestety to niewiele pomogło i męczyłam się całego nurka. Dobrze, że od czasu do czasu coś zobaczyłam ( wykorzystywałam to na próbne zdjęcia).

 Po powrocie maskę wyszorowałam pastą do zębów. Na następnym nurku mogłam ze spokojem rozkoszować się widokami.

 Mimo, że rafa Marsa Alam jest  niedaleko od lądu to nurek był bardzo udany. 


Gorzej było ze strzelaniem bojek na przystanku bezpieczeństwa..

sobota, 14 maja 2016

Marsa-Alam- początek safari nurkowego. ( Egipt)


Po czterech godzinach lotu, Marsa-Alam przywitało nas trzydziestosześciostopniowym upałem (cudownie!). Grupa warszawska miała przyjechać druga i oczekiwała, że katowicka będzie witać ich kwiatami. Tak się nie stało, bo samolot z Katowic był opóźniony o godzinę. W końcu po dodatkowym oczekiwaniu i godzinnej podróży autokarem dotarliśmy do wybrzeża gdzie pontonami zostaliśmy zabrani my i nasze bagaże na Łódź Star Jet.

Łódź jest przestronna i każdy ma możliwość znalezienia odpowiedniego dla siebie miejsca. 

Po postawieniu stóp na pokładzie zabraliśmy się do składania sprzętu. 
                                             
Kiedy to zostało zrobione zajęliśmy się napełnieniem naszych żołądków i rozlokowaniem w kabinach. 
Jak zawsze na safari nurkowym wszystkim jestem zachwycona. 
Czeka mnie tydzień, w którym będę wykonywać tylko trzy czynności: nurkowanie, jedzenie i spanie. I zapewniam wszystkich, którzy nie nurkują, że będzie to fantastyczny tydzień! 

Rozpoczęcie przez niektórych wakacji..


"Uwielbiam" latać czarterami do Egiptu. 
                                
W samolocie wszelkie posiłki i napoje są serwowane odpłatnie. 
Mało pasażerów kupuje żywność. Większość jest zaopatrzona we własne wiktuały. W związku z tym cała czterogodzinna podróż przebiega pod znakiem roznoszących się zapachów kiełbasy, czosnku i jajka... Za to szeroko są prowadzone, przez co poniektórych, zakupy alkoholowe. Niektórzy potrafią rozpocząć wakacje...

Nurki, nureczki ... ( Egipt)

Wreszcie nadeszła godzina "0" i po całonocnym pakowaniu wylądowałam  na lotnisku.
                          
                                   (Misio nie leci..)
Na zewnątrz jest buro i pochmurnie. Siedzę tak sobie o 6 rano na lotnisku. Piję czerwone wino ( świetna pora) i jestem szczęśliwa, że za chwilę wyląduję w Marsa-Alam. 
Wsiądę na łódź i będę nurkować przez tydzień. Nie będzie lądu ani zasięgu. Następny post umieszczę dopiero za tydzień:)) Witaj Egipcie! 

czwartek, 12 maja 2016

Cud ocalenia


Wiosną wszystko się odradza lub rodzi na nowo. Ptactwo szaleje o czym świadczą całodobowe trele. Zwierzęta w mieście muszą sobie radzić. Balkony są pilnie strzeżone,  ale jak tylko nie ma gospodarzy ptaki potrafią błyskawicznie zagospodarować wygodną przestrzeń! Tak się stało z tarasem mojej córki i zięcia. Kiedy po kilku dniach nieobecności wrócili do domu zastali, w skrzynce na zioła, dwa jajka grzywacza! Cóż było robić... Skrzynka została przeniesiona w zaciszne miejsce gdzie para mogła bezpiecznie wysiadywać przyszłe potomstwo. Po kilku dniach pojawił się pierwszy malec. 
                                    Fot. E. Kwiecińska

Urodą nie przypominał swoich pięknych rodziców. Wyglądał raczej jak półnaga kaczucha. 
Następnego dnia wykluło się drugie pisklę. Niestety kiedy gospodarze wrócili z pracy zastali je leżące bez ducha poza skrzynką na betonie. Było bardzo zimno. Maluch miał zapadnięte oczy. Kiedy został podniesiony dostał drgawek. Błyskawicznie włożono go do gniazda obok rodzeństwa, które nie było zachwycone pojawieniem się konkurenta. Nie dawaliśmy mu żadnych szans przeżycia. Jakież było nasze zdziwienie po dwóch dniach, kiedy okazało się, że podczas krótkiej nieobecności rodziców, oba maleństwa siedziały grzecznie przytulone do siebie! 
                 
                               Fot. E. Kwiecińska
Radość była ogromna!
Teraz kibicujemy im każdego dnia i mamy nadzieję, że odlecą w dobrej formie. A potem już tylko trzeba będzie po gościach posprzątać..

wtorek, 10 maja 2016

Sezon żeglarski rozpoczęty!


Mimo lekkiego zmęczenia, po piątkowym weselu, nie poddaliśmy się i trochę mało wyspani zebraliśmy siebie, psa i  bambetle. Nasza determinacja została nagrodzona wspaniałą pogodą i mocnym wiatrem. 
Pierwszy pobyt na łódce był dla naszej suni, w tych warunkach, dużym wyzwaniem. 
Po kilkuminutowym napięciu zaczęła z nami balastować. Wieczór na wyspie, przy ognisku był super. 

Polski zachód słońca jak zawsze zachwycał. 
W nocy nie mogliśmy spać z powodu śpiewów ptaków i ujadania naszego psa, który poczuł odpowiedzialność za swoją rodzinę!
W niedzielę obudziła nas piękna pogoda.
Wiało nieźle. Natomiast my, w kompletnym rozleniwieniu, wracaliśmy na pełnym wietrze i obserwowaliśmy jak żaglówki płynące w przeciwnym kierunku " walczyły" o życie. 
To było wspaniałe rozpoczęcie sezonu żeglarskiego. Warto było się nie poddawać! 

środa, 4 maja 2016

Jakie są te Indie


 Jeżeli ktoś nie potrafi odwrócić uwagi od śmieci i wszechobecnego nieładu nie powinien jechać do Indii. 
 W tym całym syfie stoją niezwykłe budowle. 

Mysore Pałac z XIV wieku, który, o dziwo (!), jest drewnianą budowlą powali na kolana na każdego.
W świątyniach żarliwie modlą się wierni. 
                              
Tu wiara jest prawdziwa i napędza codzienność ludzi żyjących często bez środków do życia. Przed świątyniami nikt nie odwraca wzroku od żebraków tylko chętnie daje jałmużnę. 
Uczestnicząc w obrzędach czuliśmy w sobie niezwykłą siłę...
Największe wrażenie wywarło na mnie sanktuarium dżajnijskie w Saravanabelagola. Tutaj znajduje się najwyższy na świecie monolityczny posąg "Lord Bahubali". 
                             
 Aby się do niego dostać trzeba w czterdziestostopniowym upale pokonać szereg kamiennych schodów. 
Buty trzeba zostawić w miasteczku. Tutaj nawet Hindusi kupują skarpetki. Bez nich niemożliwym jest stąpać po rozgrzanych kamiennych schodach. Trzeba wspinać się miarowym krokiem, a zatrzymanie, w pełnym słońcu, jest szaleństwem bo stopy krzyczą z bólu.
 Na początku naszej wędrówki minęliśmy powracającą hinduską rodzinkę z dziećmi. Ok czteroletnia dziewczynka kilkakrotnie wymiotowała co było z pewnością, spowodowane udarem słonecznym. 
Po morderczej wspinaczce dotarliśmy do upragnionego celu. Można było wreszcie przysiąść w cieniu i napić się wody. Było tu zacisznie i niewiele ludzi. Wierni się modlili lub medytowali.
 Stopy posągu Bahubali były ozdabiane, przez mnichów, kwiatami.
 Przez dłuższy czas rozmawialiśmy z mnichem o naszych religiach i zrozumieniu nas samych. 
                           
Tutaj czułam wielki spokój i wiarę, że wszystko w moim życiu znajdzie swoje miejsce. To są te chwile, w których można zrozumieć skąd Hindusi czerpią siłę potrzebną do pokonywania codziennego trudnego tutaj życia. 
Tak naprawdę z mojej podróży na południu Indii zapamiętam nieprawdopodobną życzliwość ludzi.
Wędrując po różnych wsiach i miasteczkach nie spotkaliśmy się z żadnymi przejawami nieżyczliwości nie wspominając o agresji. Napotkani dorośli i dzieci prosili żeby fotografować ich wspólnie z nami. 
Dziennie robiliśmy kilkanaście takich fotografii!
Podziwialiśmy piękne kobiety w  tradycyjnych strojach. 

Zadziwiał nas fakt, że przy tak starannym traktowaniu swojego ubioru kompletnie ignorują swoje otoczenie wyrzucając śmieci przez okno na ulicę!
Na wsiach kobiety piorą w rzekach. 

W miastach można korzystać z interesujących, dla nas, miejskich pralni! 


Nasz kierowca Sami bardzo się z nami zaprzyjaźnił i zaprosił nas do swojego domu. Przywitała nas mama, żona i dzieci Samiego. 
Jak zawsze witani byliśmy z uśmiechem. Zeszli się oczywiście sąsiedzi żeby się z nami przywitać. 
Domek jak na tutejsze warunki był spory i nie było tu porozrzucanych śmieci, a w domu wszystko było ogarnięte. Nie mniej ściany w domu czasy swojej świetności miały dawno za sobą, ale tutaj nie zwraca się na takie rzeczy uwagi...
Bardzo ważnym elementem życia są tutaj kwiaty. 
Zdobi się nimi świątynie i posągi, samochody, zwierzęta. 

Wszystkie kobiety każdego dnia wplatają we włosy pachnące kwiaty jaśminu. My oczywiście też tak zrobiłyśmy. 
Było cudownie czuć, cały dzień, świeży zapach białych kwiatów. 
Natomiast ubieranie się w sari zajmowało nam trochę czasu. 
Nie mam pojęcia jak hinduskie kobiety wykonują szereg prac gospodarczych w tych strojach!
Mimo wielkiej uprzejmości mieszkańców i wspaniałych zabytków nie potrafiłabym żyć w tym kraju. Zatłoczone miasta, ciągły w nich zgiełk, śmieci i leżący na ulicach ludzie są dla przeciętnego Europejczyka trudne do zaakceptowania.

No cóż, cieszę się, że żyję w Polsce i mogłam pojechać na wakacje do południowych Indii..